9/10 – Mistrzostwo, od pełnej 10 dzieli ten film chyba jedynie ledwie poprawny Mark Wahlberg. Paul Thomas Anderson tak udanie lawiruje między powagą a komedią, jakby sam wiecznie nosił wrotki niczym Heather Graham, zresztą co tutaj więcej pisać o filmie o którym napisano już pewnie wszystko. Bez zbędnego moralizatorstwa, poruszone są chyba wszelkie możliwe blaski i cienie porno biznesu. Nagrodami obsypano Julianne Moore i Burta Reynoldsa, sam wyróżniłbym świetnego na drugim planie Philipa Seymoura Hoffmana i mistrzowski epizod Alfreda Moliny.
Recenzje z Sundance były dość przeciętne, ale z drugiej strony filmy które wygrywały ten festiwal w ostatnich latach niezbyt mi podeszły (Fruitvale Station, Bestie z południowych krain, Animal Kingdom), więc mam jeszcze nadzieję.
Aby tylko nie przesadzili z tym wrzucaniem dowcipasów w co drugą scenę, w mojej opinii położyło to ostatnio Iron Mana 3, czy Thora 2. Nie spodziewałem się, że będę chciał zobaczyć to w kinie, a tymczasem kupno biletu staje się coraz pewniejsze.
Byłem na klasycznym 2D.
Kolejny piękny zwiastun. Mój umysł nie chce dopuścić myśli, że to może być słaby film
5/10 – Więcej tutaj rywalizacji Watanabe i Cranstona o Złotą Malinę, niż pojedynku potworów. Serio, za takie decyzje montażowe powinno dostawać się dożywotni zakaz wykonywania zawodu. Od razu przypomniała mi się najbardziej irytująca mnie scena ze Spider-Mana 3, którą jest nie jakikolwiek fragment z tańcami Maguire’a, ale walka Sandmana i Venoma z wojskiem pokazana w formie 5 sekund na ekranie telewizora. Prawie cała Godzilla jest tak zbudowana, dawno już żadna superprodukcja tak mnie nie irytowała.
Edwards poprzez taką konstrukcję chciał dodać realizmu i mocno osadzić film w naszej rzeczywistości, ale jednocześnie mamy sceny gdzie w epoce portali społecznościowych i smsów ludzie z San Francisco czy Las Vegas zawsze są zaskoczeni obecnością wielkiego potwora, mimo, że nie dokonuje on teleportacji. Szczególnie widać to w scenie z ujęciem na jedno z biur w mieście które patrolował kiedyś Michael Douglas.
Godzilla nie ma wokół siebie żadnej aury tajemniczości, Watanabe w bardzo wczesnej fazie filmu dokładnie wykłada widzowi wszystko co jest związane z Królem Potworów. Tym bardziej dziwi obsesyjne nakierowanie na postaci ludzkie, szczególny dysonans jest widoczny w finale, gdzie Desplat uderza w podniosłe tony, ale obserwuję sceny które kompletnie mnie nie obchodzą. Bo dlaczego miałyby mnie obchodzić, Edwards nieudolnie skacze ze swoją perspektywą, raz skupiając się na Kick-Assie, raz na Scarlet Witch, raz na dziecku, psie, i jakimś tam kierowcy autobusu którego równie szybko poznaję co się z nim żegnam. Jak można w ten sposób zbudować więź z postaciami? Gareth Edwards to bardzo słaby reżyser i wątpię aby zdołał się rozwinąć.
Zauważyliście, że w tym filmie dzieci i psy są traktowane tak samo? Są zaskoczone-wołają właściciela-uciekają? :)
Dwie myśli
1. Przeszukiwanie internetu całkowicie zabija klimat każdego horroru, kiedyś bohaterka w wielkich okrągłych okularach patrzyła na ręcznie przewijane slajdy z okładkami gazet. To był klimat!
2. Wiadomo co Holland mówi na co dzień, i jakie ma poglądy, ale, to, że wsadza je nawet do Dziecka Rosemary jest…smutne? straszne? trąci fanatyzmem?
Skoro ten remake nie jest o paranoi, to zatem o czym? To jakby zrobić ekranizację Misia Yogi w której bohaterem są wiewiórki :)
Finał 7 sezonu – SPOILERY
Dlaczego większość finałów sezonów tego serialu musi kończyć się czyimś wyjazdem? Mieliśmy już wylot Howarda w kosmos, wyjazd Leonarda na jakąś ekspedycję naukową, wyjazd całej paczki na podobną eskapadę, teraz wyjazd Sheldona. Przynajmniej 4 z 7 sezonów, w tym 3 ostatnie zakończone są w ten sam sposób. Co za potworna nuda i sztampa.
Dlaczego Sheldon w imię tego, że nie cierpi zmian w swoim życiu, miałby zmieniać miasto i swoje rytualne zwyczaje? Jak dla mnie absurd. A wystarczyło popchnąć kolejny związek do przodu, pozwalając Sheldonowi zamieszkać z Amy, dałoby to okazję do nowych wątków obyczajowych i komediowych. Wątków które zresztą są coraz gorsze, stopień nerdowatości oscyluje już gdzieś koło niedzielnego użytkownika filmowego działu Onetu, tak aby przeciętny widz nie miał większego problemu z identyfikacją odniesień. Podobnie humor dryfuje coraz bardziej w stronę wygodnych, sitcomowych schematów.
To najlepszy plakat z uniwersum Marvela. Jak widać potrafią się wysilić przy bardziej niepewnym projekcie.
Proszę czekać…