Aktywność

Dom (1985)

4/10 – Steve Miner chyba nie do końca panował nad materiałem, wszystkie płaszczyzny fabularne przeplatane są dość niechlujnie, a całości brakuje pazura i komediowej werwy. Mało angażująca staje się też formuła filmu, w dużym uproszczeniu wygląda to tak, że bohater ubija kolejnego demona, po czym spokojnie wraca do pisania jakby nie zdarzyło się nic nadzwyczajnego. I tak parę razy.

Zaletami są przyzwoite aktorstwo Katta i Wendta, oraz świetne, praktyczne efekty specjalne, które są najmocniejszą stroną filmu.

Żółwie ninja w pierwszym spocie

Ten film wygląda coraz sympatyczniej, aż szkoda, że w głowie cały czas pojawia się nazwisko producenta i reżysera.

67. festiwal w Cannes 2014

Z konkursowej listy najbardziej czekam na Foxcatchera. Mam też nadzieję, że David Cronenberg udowodni, że wcale nie nadaje się już tylko do bawienia wnuków :)

Zapowiedź i poster musicalu od Clinta Eastwooda

Bardzo dobry zwiastun, zainteresował mnie bardziej niż tematyka kilku ostatnich filmów Eastwooda.

Zwiastun nowego filmu Finchera

Spodziewałem się mrocznego, dynamicznego thrillera, a ten zwiastun to raczej takie ciepłe kluchy. Wrażenie potęguje muzyka, kompletnie nie pasująca do tonacji zdjęć i większości pokazanych ujęć.

Spin-off Spider-Mana ma już reżysera?

Na Rotten Tomatoes ma 92%, na Metacritic 72%, na Imdb 7.1. Przy kasach 66 mln$ przy 30 mln$ budżetu. Wszystko wskazuje na dobre przyjęcie.

Teaser Wish I Was Here

Dokładnie to co chciałem obejrzeć. Bo właściwie w tym przypadku nie oczekuje artystycznego rozwoju, doskonalenia rzemiosła, czy unikania powtarzalności. Chcę po prostu drugiego "Garden State" (a właściwie trzeciego, bo za drugie może już uchodzić "Last Kiss" Goldwyna).

Scarlett Johansson i jej supermoce

Jeden z najgłupszych zwiastunów jakie widziałem w swoim życiu, powinna jeszcze sikać ogniem od tych 100% :)

Węże 2014 - rozdane!

Triumfator dość zaskakujący na tle bardziej znanych tytułów, co oznacza tylko jedno-to musi być naprawdę zły film!

Jak poznałem waszą matkę (2005 - 2014)

I jak wrażenia po finale? – Jak dla mnie to całkowite podważenie tego o czym było 7 sezonów które obejrzałem, środkowy palec dla tego wszystkiego co chciał przekazać serial, a scenariusz nawet tego nie ukrywa. Na początku zastanawiałem się czy to nie aby przypadkowa wymowa tego finału, ale dzieci rozwiewają wątpliwości.

SPOILERY
Takich tam parę myśli:
-9 sezonów wprowadzania, anonsowania postaci która miała uzupełniać najważniejsze, krzepiące przesłanie serialu o wartościach takich jak prawdziwa miłość i prawdziwa przyjaźń zostaje przekreślone w kilkanaście sekund. Zarówno reakcja dzieciaków, jak i potraktowanie po macoszemu wątku śmierci "matki" pokazuje, że tak naprawdę był to serial o dziwacznym, ciągnącym się 25 lat związku Teda i Robin. Czy tak twórcy postrzegają romantyzm?

- Sam nie wiem co o tym myśleć, niby rozsądek podpowiada, że 6 lat żałoby to bardzo dużo, ale kompletnie nie czuć tej WAŻNEJ kwestii. Wyszło coś w stylu "miejmy to już za sobą i niech leci do Robin. Zgłoście się po premię za to, że jednak udało wam się do tego doprowadzić. O 19 macie spotkanie z Gretą Gerwig"

- Fascynujące jak nieudolność scenarzystów zamordowała ostatnią scenę z powodów o których wspomniałem, to mogła być jedna z najbardziej romantycznych scen w historii telewizji. W końcu wraca do siebie po 20 latach para z bagażem nieudanego małżeństwa, śmierci współmałżonka, samotnego wychowywania dzieci, rozpadu paczki przyjaciół, bezpłodności itd. Do tego wraca motywem ze swojej pierwszej randki sprzed 25 lat, każdy widz powinien płakać jak bóbr. Ale nie każdy płacze w sytuacji gdy przez 9 lat wmawiano mu, że warto czekać na tego jedynego który czai się tuż za rogiem. Okazało się, że nie ma tego jedynego, są dwie. Albo jedyną jest Robin? Wtedy postacie Barneya i Tracy wychodzą na tragiczne figury skrzywdzone przez naszych kochanych bohaterów.

- Właściwie największym problemem jest upchanie w ciągu 30 sekund śmierci matki (serio, pies Brian z Family Guya miał bardziej obchodzącą widza śmierć w jednym z odcinków, potem odwołaną) i reakcji dzieciaków. Niesamowite, ile udaje się wycisnąć z roli "matki" pierwszej żonie Wilka z Wall Street, w sytuacji gdy jej postać wychodzi na wręcz epizodyczną, być może nawet będącą bagażem dla zmęczonych scenarzystów. Widziałem z nią 1 odcinek, a wzbudziła więcej mojej sympatii niż Robin przez 150 epizodów. To może być naprawdę duży talent.

- Ktoś mega celnie napisał na Facebooku: How I Still Want To Bang Your Aunt. I to chyba drażni najbardziej, to nigdy nie był serial o dążeniu do poznania matki, to nie było nawet klasycznym McGuffinem, tylko zwykłą zapchajdziurą, zasłoną dymną. To był serial o tym jak dwójka przeznaczonych sobie ludzi była zbyt niedojrzała i musiała poczekać 25 lat. Opowieść służyła tylko temu aby Ted mógł się usprawiedliwić w oczach dzieci, chociaż wygląda na to, że wcale nie musiał. Być może zamierzenia były inne, ale nieudolność finału sprawia, że wyszło tak a nie inaczej.

Proszę czekać…