Może jeszcze chociaż Faceci w czerni? :) Świetny aktor, jeden z moich ulubionych, który niestety zobaczył chyba w życiu zbyt dużo zamkniętych drzwi, lub podjął za wiele złych wyborów.
Najbardziej cieszy mnie liczba nominacji dla zszywacza :)
Skoro zapoczątkował modę to uznałem, że ma coś ciekawego do zaoferowania. A okazał się filmem imponującym jedynie dla pasjonatów marketingu i box office’u. Szkoda.
3/10 – Blair Witch Project obdarty z masowej histerii nie robi żadnego wrażenia, wydaje mi się, że o ile tytuł jest nadal w miarę rozpoznawalny, to po 15 latach od premiery film całkiem zasłużenie nie doczekał się statusu kultowego horroru. "Wiedźma z Blair" nie ma zbyt wiele do zaoferowania w konwencji found footage, oprócz chyba najbardziej znanej, sparodiowanej kiedyś w Strasznym filmie i zdobiącej plakat sceny z oczami, oraz ścisłego zakończenia, nie ma tutaj wizualnego pomysłu na wykorzystanie konwencji paradokumentu. Miejscami ma się wręcz wrażenie obcowania ze słuchowiskiem radiowym dla bardzo wrażliwych odbiorców, a bardziej straszyłby chyba towarzysz seansu klaszczący nagle w dłonie i wołający "Buuu!". Zresztą mało jest nawet tych najbardziej prostackich środków na podniesienie ciśnienia u widza, przeważają średnio zainscenizowane kłótnie i nocowanie w namiocie. Może się wręcz wydawać, że twórcy mieli tak naprawdę pomysł na początek i ostatnie 5 minut, po czym w wielkich bólach rozciągnęli obraz do minimum przyzwoitości dla pełnego metrażu.
Internet godnie czci pamięć Harolda Ramisa

Szczerze mówiąc zwiastun pozostawił mnie dość obojętnym. Na początku dość drętwa przemowa Cranstona, potem dużo scen akcji, ale jakby zdystansowanych, filmowanych zza pleców aktorów co daje wrażenie postaci stojących na blue screenie. Aktorzy odgrywają przerażenie, miasta się niszczą, ale jako widz mam wrażenie oglądania rekonstrukcji na National Geographic (Monsters się kłania?).
Jednak nie straciłem dużego zainteresowania tym filmem i na pewno odwiedzę kino.
7/10 – Cały czas liczę, że "Davis" otworzy przede mną swoje drugie dno, ale kluczowa dla filmu scena z Bobem Dylanem wskazuje, że jest to po prostu obraz o człowieku któremu się nie udało, chociaż udać się mogło. Dlaczego się nie udało? Nie mógł zdecydować się czy gardzi sukcesem czy go pragnie, nie miał porywającej osobowości ani nawet sympatycznego charakteru, brak mu było siły przebicia, nie miał tego szczęścia znaleźć się w odpowiednim miejscu i czasie.
Chyba takie odpowiedzi, proste jak sam film podsuwają Coenowie. To dobry film, ale zaskakująco ślizgający się po temacie, dość letni. W pamięci zostaną mi chyba tylko uroczo głupawa piosenka o Kennedym i ciekawe zdjęcia. Szkoda, bo Coenowie należą do czołówki moich ulubionych reżyserów.
4/10 – LARP jest mi kompletnie obcy, może też dlatego sam film prawie zupełnie mnie nie śmieszył. Sporo komputerowego gore dziwnie kontrastuje z nastrojem samego filmu, jak i z utrzymanym w klimacie lat 80-tych, klasycznie wykonanym potworem z końcówki filmu.
Widzę, że MacFarlane znalazł nową muzę.
Trudno mi podać przykład bardziej "martwego" i skompromitowanego serialu (może wspomniany Prison Break). A jednak życie ciągle zaskakuje, widać, że odpowiedzią na masowe zgony nowych seriali ma być masowy powrót mniej lub bardziej sprawdzonych starych pomysłów. W końcu już oficjalnie zapowiedziano nowe CSI, NCIS, Heroes, Napisała: Morderstwo, spin offy Supernatural, Breaking Bad, How I Met Your Mother itd.
Proszę czekać…