@roksana_goly
Jeden z moich ulubionych filmów Jima Jarmuscha. Świetne role Billa Murraya i Jeffreya Wrighta. JULIE DELPY – nie miała w ogóle możliwości, żeby się wykazać. Na ekranie była chyba ze dwie minuty. Szkoda. SHARON STONE – bardzo dobra rola. Fajnie, że Jarmusch dał jej możliwość, żeby mogła o sobie przypomnieć. FRANCES CONROY – ma w sobie coś eterycznego, tutaj też. JESSICA LANGE – komunikacja ze zwierzętami. Rozbawiło mnie to. "Nie zapomnę o tobie Cleo" – powiedziała do suczki, która na pewno coś z tego skumała. TILDA SWINTON – sytuacja podobna jak z Delpy – mało!
Muzyka sztos. Idealnie wprowadza w klimat… witch! Całość to prawdziwa uczta dla oka (scenografia, kolory, wybaczam sztuczną krew). Fabuła naciągana, ale w tym przypadku nie miało to dla mnie dużego znaczenia.
Dobry początek Briana De Palmy jako reżysera. Rzecz o tym jak niszczy się w człowieku dobro w imię… czego? Mocna końcówka. Bardzo dobra rola Amy Irving.
Steve Martin jako Clouseau to koszmar. Sellers był w tej roli świetny, naturalny, a na nieporadność inspektora w jego wykonaniu reagowałam szczerym śmiechem. Kiedy Clouseu Martina robi z siebie debila, w ogóle mnie to nie śmieszy. "- Chcę go przesłuchać. – Trupa?" Szkoda Reno i Kline’a do czegoś takiego.
Ładne zdjęcia Nowego Jorku w nocy. Sama historia nie jest taka zła, ale Eddie Murphy w roli wampira koszmarny. Komediowo na pierwszy plan wysunął się duet – staruszek z portu i rozpadający się upiór wampira.
Rewelacyjny soundtrack ("Across 110th Street" – Bobby Womack 🩷). Potrzebowałam trochę czasu, żeby polubić ten film, chociaż to mój ulubiony Tarantino. Tylko zakończenie mnie nie przekonało. Babka sporo się nakombinowała, przytuliła kupę kasy, a uczucia poszły w pi..du?
Już od napisów początkowych bawi, a więc… "może w tym roku warto pojechać na urlop do Szwecji?" Dialogi bezbłędne. Moje ulubione sceny – ta z rycerzem, tracącym ręce i nogi ("- To tylko draśnięcie. – Straciłeś rękę. – Bywało gorzej."), z francuskimi rycerzami ("Twoja matka była chomiczką, a ojciec śmierdział owocem dzikiego bzu. Uciekajcie, bo was znowu wyszydzę.") i… cała reszta. Arcydzieło.
Wizualnie bardzo fajnie, ale niestety to nie jest film z tych najlepszych w dorobku Gilliama. Było za dużo momentów, które wynudziły mnie jak cholera. BTW Bawarska kaszanka z kiszoną kapustą – fuj.
"Kto staje się potworem, zrzuca z siebie ciężar bycia człowiekiem." – Aktorsko nie mam się do czego przyczepić, ale psychodelia w reżyserii Gilliama to nie moja bajka. Wolę "Tam wędrują bizony".