@roksana_goly

Aktywność

Plusk (1983)

Przyjemna romantyczna opowiastka. Komedie z Hanksem z lat 80. miały w sobie sporo uroku, fabularnie też było ciekawie. Tutaj na plus piękno oceanu.

Większość kobiet robi to dla pieniędzy… ale nie wszystkie. Severine w pewnym sensie przypominała mi postać, którą Deneuve zagrała we "Wstręcie" – kobieta, której seksualność naznaczyła krzywda, której doznała jako dziecko. Dorosła Severine jest delikatna, niemal święta, mąż okazuje jej szacunek, cześć. Kiedy rozpoczyna "pracę" w burdelu grzeszy, jej prawdziwa natura wygrywa. Mąż po tym jak dowiaduje się prawdy, wreszcie może zacząć traktować żonę jak kobietę z krwi i kości, a nie anioła. Katharsis.

W 1929 roku niektóre sceny musiały szokować jak diabli. Ze snów Bunuela i Dalego powstały chaos, prowokacja, które każdy zinterpretuje na swój sposób.

Ciemności (1982)

"Kiedy wykluczy się niemożliwe, wówczas to co pozostaje, choćby najbardziej nieprawdopodobne, musi być prawdą." Momentami kiepskie aktorstwo, specyficzny klimat, sztuczna krew, masa morderstw, fajna muzyka – czyli Argento w pigułce. Na minus koszmarny aktor z "Domu na skraju parku", na plus Giuliano Gemma z "Markizy Angeliki", o którym zdążyłam zapomnieć.

Rozpoczęcie fajną sceną – 5 tysięcy chomików i Shelley, która nie potrafiła wyjść z klatki. 😄 Babcia najlepsza – "Come on Cletus! Come on!" Na minus Jada Pinkett Smith (nie wiem, czy chodzi o to, że jest średnią aktorką, czy o to, że prywatnie za nią nie przepadam – biedny Will).

Fabuła nie była taka zła, ale całość popsuła… Madonna, która przekombinowała. W "Rozpaczliwie poszukując Susan" dobrze zagrała i miałam nadzieję, że tutaj też sobie poradzi, a tu zonk. Na plus piosenki w tle.

Niezłe dialogi ("Nawet jako nieboszczka cuchniesz chardonnay. I to tanim." "Czytałem scenariusz, Jim mi dał."), ale wszystko rozkręcało się w tak powolnym tempie, że na dobre się nie rozkręciło. Iggy Pop jako zombiak popijający kawę i nawiązanie do "Kawy i papierosów" – to mi się spodobało.

Martwa cisza (1989)

Ciekawe zderzenie trojga aktorów – Kidman na początku drogi zawodowej (szkoda, że nie wzięła sobie do serca tego, co na temat jej urody powiedział w tym filmie uratowany psycho rozbitek); Zane, który w roli świra sprawdził się idealnie i Neill, który jest gdzieś w oddali. Muzyka klimatyczna.

Fisher King (1991)

"Za dużo myślisz. Zwłaszcza o sobie" – od egoizmu do empatii. Od samouwielbienia do pomocy innym. Świetne role całej czwórki głównych aktorów (i nie tylko). Obok "Gralla" i "12 małp" mój ulubiony Gilliam jako reżyser.

Django (2012)

"- The D is silent. – I know."- czyli nowy Django spotyka starego. Rewelacyjnie zagrane, zaczynając od Leo, kończąc na Sonnym z "Miami Vice". Dobry soundtrack. Na minus długość filmu. Sporo scen, które spowalniały całość. Potem akcja, zmiana tempa i tak aż do wybuchowego (dla Quentina dosłownie) finału. Wymęczyło mnie to.