Film o spełnianiu marzeń, pozytywny, z nieźle napisanymi dialogami i niezwykle naturalną Dianą Ross. Nie wszystko jednak wyszło – jest trochę chaosu, nie wszystko się spina tak idealnie. Drugi duży minus za udźwiękowienie . Gdyby nie to, to byłby hit.
Pozytywny, i za to gwiazdka więcej. Ogólnie Jennifer Garner nie przekonała mnie jako nastolatka, wolę wersję w wykonaniu Rob’a Schneider’a (Hot Chick) :D
Chwalony przez tych nielicznych co go obejrzeli, ale wg mnie ciężko żeby film trzymał w napięciu kiedy na początku opowiada zakończenie. Temat nadużyć władzy pokazany nieźle, ale bez oryginalności.
Nic ambitnego, po prostu dobra rozrywka. Wyreżyserowany po hollywoodzku, wizualnie bardzo ładny, a cała reszta przeciętna. Nawet przeciętne postacie wyróżniają się pozytywnie na tle innych wysokobudżetowców.
Widoczki byłby świetne gdyby wyszła wersja w HD. Reżyser zbudował dobrą bazę pod film, różnorodność niespotykana jak na tamte lata, feminizm, a wszystko zepsuła (przynajmniej mi) mało charyzmatyczna główna bohaterka.
[SPOILER] Rzuca się też w oczy jak bardzo niecelna, wręcz kosmetyczna, jest broń palna w tym filmie. Nawet tuż na wprost siebie nie mogą trafić. [/SPOILER]
Widoczki byłby świetne gdyby wyszła wersja w HD. Reżyser zbudował dobrą bazę pod film, różnorodność niespotykana jak na tamte lata, feminizm, a wszystko zepsuła (przynajmniej mi) mało charyzmatyczna główna bohaterka.
[SPOILER] Rzuca się też w oczy jak bardzo niecelna, wręcz kosmetyczna, jest broń palna w tym filmie. Nawet tuż na wprost siebie nie mogą trafić. [/SPOILER]
Film tak bardzo niefilmowy że ledwo zasługuje na to miano. Wszystkie konwencje wyleciały przez okno i – oceniając po efekcie – słusznie!
Nie ma scenariusza, który w tym wypadku byłby próbą wciśnięcia życia w jakieś sztywne obramowanie. Zamiast tego historia opowiada się sama, a zakończenie możemy poznać dopiero na wikipedii.
Nie ma też aktorów i każdy "gra" samego siebie, co wcale nie wydaje mi się łatwiejszym zadaniem, a mimo to charyzma "Little Edie" dorównuje gwiazdom Hollywood.
Dla mnie pierwsza styczność z takim rodzajem dokumentu. Polecam.
Przyjemnie dla odmiany posłuchać "włoszczyzny", ten język ma coś w sobie, a i filmy kręcili całkiem zgrabne. Nieźle wyreżyserowany, z humorem, wciąga pomimo banalnej historii. U mnie zgubił jedną gwiazdkę bo muzyka (widzę że ogólnie chwalona) nie pasuje do tego co się dzieje na ekranie.
Więcej tego samego, czyli w sumie dla fana poprzednich odsłon film idealny. Dwójka jak na razie niedościgniona.
Włoska produkcja z oryginałem ma wspólny tylko tytuł, tutaj nikt nie silił się na jakieś artystyczne dzieło, to zwykły, relaksujący odmóżdżacz. Laura Gemser, safari… i tyle zapamiętałem. Wystarczy żeby oglądało mi się lepiej niż oryginał. Bo co by nie mówić, w kwestii erotyki to dzisiaj serial na HBO pokaże więcej.
Proszę czekać…