Aktywność

Skarb narodów (2004)

Tylko (i aż) solidny film. Zabrakło efektu "wow", i to sceny z początku najbardziej zapadły mi w pamięci, później nie było tak widowiskowo. Kończyły się już pieniądze? Gdzie się podziało te 100 milionów dolarów? Deklaracja niepodległości to raczej był rekwizyt :)

Prawdziwe męstwo (1969)

Główną rolę gra tu Kim Darby, a nie John Wayne. Na plakatach reklamowych widocznie za dobrze to nie wyglądało, a w rzeczywistości (ta lepsza) pierwsza połowa filmu trzymała się na jej występie. Dobrze napisana rola bardzo pomogła, Kim Derby daleko do wybitnej aktorki.

Ciekaw jestem jak wyszedł remake.

Predator 2 (1990)

Gdyby nie kilka durnot psujących klimat to byłby naprawdę niezły film. No to po kolei.

Film otwiera scena akcji która trwa 15 minut. Nic nie wiadomo jeszcze o bohaterach, nie było momentu żeby zbudować jakieś przywiązanie emocjonalne, a już wszyscy strzelają się i zabijają (a w tym całym bałaganie jest jeszcze Predator).

Później 'King Willie'. Fajnie poprowadzony wątek, napięcie zbudowane, tylko co z tego kiedy okazuje się że ta postać została tragicznie obsadzona. Nie wiem czy to tylko moje odczucie, ale twarz Calvin’a Lockhart’a kompletnie nie pasowała do tej roli.

[SPOILER] A na koniec perełka – predator mówiący "motherf***er".[/SPOILER] Uśmiałem się niesamowicie, tekst prawie do końca seansu wybił mnie z tego poważnego "obcy z kosmosu poluje na naszej planecie" tonu.

A co mi się podobało? Miejsce akcji (Los Angeles), postacie poboczne (z wyróżnieniem Bill’a Paxton’a), brak przesadzonego chronienia bohaterów przez scenarzystę.

Pojutrze (2004)

Efekty specjalne i dźwięk absolutna topka. Nawet taki drobny detal jak wiatr wiejący w tle, przy rozmowie zrobił na mnie wrażnie. W dobrych kinach, jeszcze przy premierze to musiało być doświadczenie.

Jakbym się nie zachwycał oprawą audiowizualną, film poległ na każdym innym froncie. Całościowo to takie 6/10, do końca obejrzałem dopiero za drugim razem. Wad jest zbyt dużo żeby je tu wszystkie wymieniać, ale najgorsze jest to, że film po prostu nie chwyta za serce. Tak płascy, napisani bez polotu bohaterowie to zmora kina.

Różowa Pantera (1963)

Chciałbym się zachwycić jak Chemas. Jedno, że to nie mój typ humoru, ale nawet (na ile mogę) obiektywnie – w pierwszej połowie wieje nudą. Jest jedna lepsza scena [SPOILER] z pijaną księżniczką, a reszta nie przebija dowolnego średniaka. [/SPOILER] Dla mnie film "zaczyna się" od zjadu na nartach i później już trzyma poziom.

Trójka z dostawą do domu (1975)

Film ma lepsze momenty, ale to dalej kino aż za bardzo 'familijne'.

Chrząszcz (1975)

Horror to może i jest, ale tylko dla osób szczególnie wrażliwych (albo z jakąś fobią). Ogniste robaki po prostu nie straszą. Tyle dobrze, że rozwiązaniem nie była przesadna drastyczność scen i zamiast tego film próbuje logicznie wyjaśnić ten fenomen. Nawet fajnie to wychodzi, wyróżnia się na tle tanich, napisanych na kolanie horrorów. Dopiero pod koniec całość się odkleja od jakiejkolwiek logiki.

Mimo wad (w tym koszmarnego dźwięku) film oceniam pozytywnie.

Brannigan (1975)

Przyjemny średniak z charyzmatycznym John’em Wayne’m. To właściwie tyle, niczym innym się nie wyróżnia.

Superwiedźmy (1975)

Jak na plakacie – "Too much for one movie". Wszystko jest przesadzone (i to już do granic rozsądku), a do tego jeszcze powtarzalne. Reżyser miał pełną swobodę twórczą, (ewidentnie nie przejmował się niczym poza doborem aktorek z odpowiednimi atrybutami), a przez prawie dwie godziny tłukł jeden schemat.

A dziewczyny mnie delikatnie mówiąc 'nie urzekły'. Ogólnie słaby film, nawet jak na soft porno.

Ostatni wojownik (1975)

Budżetowe post-apo, nie warto tracić czasu. Tytułowy bohater ma zadatki na ciekawą postać, ale bardzo szybko okazuje się po prostu zwyczajny.

Proszę czekać…