Aktywność

Zabij mnie jeszcze raz (1989)

Uwielbiam to zakończenie, chociaż z oczywistych powodów więcej nie napiszę.

To solidny film z gatunku noir, spodobał mi się soundtrack (a dokładniej motyw przewodni), na plus również niektóre ujęcia – np. jezioro, czy te bardziej pustynne widoczki.

Sknerus (1994)

Film zasługuje na większą popularność, szkoda że dzisiaj popadł niemal w zapomnienie. Dla mnie – mała perełka.

Nie jest to typowy przedstawiciel swojego gatunku – lekkiej komedii do pośmiania się i zapomnienia. Właściwie jest to średnia komedia – niektóre teksty są niezłe, ale zabrakło kultowych scen i pozytywnych postaci (poza tą odegraną przez Nancy Travis). Z głównym bohaterem również ciężko sympatyzować, więc komu kibicujemy? Ja kibicowałem (i współczułem) staruszkowi.

Film, mimo że jest nacechowany negatywnie niesie pozytywny przekaz. Myśl przewodnia – "przesuwanie granic" została dość wiarygodnie ukazana, motywacja protagonisty jest zrozumiała, choć jego intencje niejasne.

Swoją drogą angielski tytuł lepszy – nie precyzuje o kogo chodzi.

Jumanji (1995)

Nie dla mnie. Zbyt familijny, chociaż pierwsze kilka "plag" nawet trzyma w napięciu. Thriller / horror byłby lepszy, ale wiadomo – musiał dostać rating. Wyjmując to poza nawias – nie potrafię zrozumieć dlaczego dostaliśmy sceny jak z pelikanem zamiast wytłumaczenia skądś się wzięła / po co powstała ta planszówka. Wiecie – NAJCIEKAWSZA rzecz w filmie? Ehh.. zaprzepaszczony potencjał, nawet w tej formule.

Narzeczona dla księcia (1987)

Na razie szósteczka, ale kiedyś obejrzę jeszcze raz i pewnie podniosę. Najbardziej przeszkadzała mi taka "niskobudżetowość" niektórych scen (zamek, bagna), chociaż teraz to już sam nie wiem, może to był celowy zabieg. Natomiast sam film jest przezabawny, perfekcyjny "comedic timing".

Z wszystkich postaci duchowny najlepszy ;)

Smok: Historia Bruce'a Lee (1993)

Średni, szczególnie na pierwsze spotkanie z Bruce’m Lee. Połowa filmu na jedno kopyto, nie wiem czy ma to odzwierciedlenie w książce (albo życiorysie), ale brakuje polotu. Co bym jednak nie psioczył, to dobry film o rasizmie; dobitnie pokazuje jak wyglądał ten problem.

Edtv (1999)

Bieda Truman Show. Początek ciągnie się niemiłosiernie, dość powiedzieć, że najwięcej dynamiki i "wrażeń" daje otwierająca scena (a nie jest to wysoko zawieszona poprzeczka). Później film trochę się rozkręca, ale dalej jest co najwyżej "okej". Miłą niespodzianką jest występ Ellen DeGeneres, reszta do zapomnienia.

Footloose (1984)

Przez pierwsze 30 minut miałem wrażenie, że będzie hit – grają największe przeboje, jest humor (czasem niezamierzony, bo ten problem z dzisiejszej perspektywy jest absurdalny), klimat, scena z traktorami wymiata. Szkoda że później film trochę siada.

Uciekinier (1987)

To niesamowite jak te wszystkie niedoróbki pasują, a nawet nadają unikalnego klimatu. Podstawą jest wartka akcja i genialna rola Richarda Dawson’a, a cała reszta jakoś współgra. Potrafię sobie nawet wyobrazić film bez Schwarzenegger’a.

Predator (1987)

Pierwszy seans i już wiem, że do tej części na pewno nie wrócę. Muzyka super, pomysł i kreacja Predatora tak samo, ale reszta przeciętna. Najbardziej bolała mnie przewidywalność – los całej grupy bardzo szybko staje się jasny. Drugi zarzut (tutaj widzę większość się zgadza) to efekty specjalne około Predatora.

D.E.B.S. (2004)

Film skierowany do nastolatek, ale – z pewną dozą dystansu – ogląda się to jak całkiem przyjemną komedię. "Tak głupie, że aż śmieszne" najlepiej definiuje ten typ. Przynajmniej nie ma nudy.

Proszę czekać…