Kurczę, zachęciliście mnie. Dzisiaj go obejrzę. :)
Mnie film nie "przebudził" – Kiepski i tyle.
Aktorstwo głównych postaci jest po prostu żenujące, szczególnie tego beztalencia Christensena. Ani jego gra, ani spojrzenie nie jest godne uwagi. Jedynie uroda może przyciągnąć jego fanki, to samo tyczy się Alby, chociaż ona lepiej sobie poradziła. Przynajmniej Lena Olin zagrała bardzo dobrze.
Film zafascynował mnie swoją tematyką, jednak płytko został wykonany.
Nie życzę nikomu takiego czegoś.
Jedyna ocena jaka mi przychodzi do głowy to dobre 3/10.
:-)
> wolfie o 2008-08-20 11:26 napisał:
> Chyba trophy mnie nie zrozumiałaś, mój post powyżej nie jest a nie ironiczny czy
> też sarkastyczny, tylko szczery, naprawdę się cieszę że się z tego ze osoby
> przyłączają się do zabawy wspólnego oceniania, natomiast ci "wspaniali"
> członkowie są tylko po to aby napędzać cała machinę tej zabawy.
Zrozumiałam wszystko pięknie. Wcale nie myślałam, że był sarkastyczny. Mój też nie był ironiczny. Również napisałam normalnie co o tym myślę. :)
> wolfie o 2008-08-20 09:32 napisał:
> O jak fajnie, ze Trophy się przyłączyłaś do zabawy ;-)
A czemu nie? Chce Wam pomóc. Podoba mi się cały projekt. Nie muszę być członkinią "wspaniałych", żeby brać w tym udział.
Zresztą to wymaga oglądania filmów, co kocham robić.
:)
Ja już Ci pisałam na gg co do mojej propozycji
- James Dean, szkoda, że zagrał zaledwie w 3 produkcjach.
Także jestem na NIE!
Fakt, film jest dobry, ale nie na tyle, żeby go wyróżniać. Nie poruszył mnie.
Całkowita opinia – http://fdb.pl/f4819/temat/15590-powiem-tyle-dobry
Powiem tyle – dobry – Całkiem niezły debiut Denzela Washingtona. Mądry scenariusz, udana gra aktorska – szczególnie Derek Luke, który zasługuje na pochwałę. Jednak nie potrafiłam utożsamić się z graną przez niego postacią, nie przemówiła ona do mnie. Nie poruszyła mnie zbytnio. Historia jest opowiedziana w miarę przyzwoicie. Tylko początek filmu w ogóle mnie nie wciągnął, jakoś nie mogłam się skupić i zainteresować. Dopiero po jakichś 20 min. poczułam, że zaczyna mnie on ciekawić. Podobny trochę do "Buntownika z wyboru" rzeczywiście.
Dostaje on ode mnie 7/10. Szkoda tylko, że to jest film na jedno obejrzenie i zapomnienie, bo nie poruszył mnie na tyle, aby wedrzeć się głęboko w moją pamięć.
"Antwone Fisher" jest po prostu DOBRY.
Serio? Ja też mało wygrywam :) Mi tam to obojętne.
Na następny raz bez niepotrzebnych spojlerów, albo przynajmniej zaznacz, że są.
Heh. Ok. Rozumiem.
:)
Proszę czekać…