Piszę, bo wszystko inne mniej lubię. Piszę w przerwach od fantazjowania o upiciu się z Billem Murrayem... albo odwrotnie.

American Film Festival: The Disaster Artist 1

Film The Room stał się kultowy, ale w niespecjalnie chwalebnym znaczeniu tego słowa. Chociaż, nieważne co mówią, ważne żeby głośno. Stać się najgorszym dziełem w kinowej historii liczącej sobie tak wiele lat i produkcji, to jest osiągnięcie! To co się w tym filmie działo, to było zjawisko – Obywatel Kane złych filmów. Jego historia żyje do dzisiaj, stał się inspiracją do wielu gier, a ludzie do końca życia zapamiętają, jak słowa, które padały wcześniej w Buntowniku bez powodu, wypowiada odpowiedzialny za ten szau Tommy Wiseau: You are tearing me apart, Lisa! Wielu rozerwie na strzępy również film, który opowiada o powstaniu The Room, gdyż wśród fanów filmów znalazł się sam James Franco. Ten doskonale wyważył proporcję i zrobił film The Disaster Artist do odczytania na wielu poziomach, ale przede wszystkim bez wyśmiewania Wiseau i jego wizji, łobuzersko składa hołd filmowi kultowemu.

Spotykamy Tommy’ego w jego charakterystycznych kruczoczarnych włosach, nie przyznającego się do wieku, ze wschodnioeuropejskim akcentem, kiedy wychodzi na scenę podczas pewnych zajęć aktorskich. Odgrywa scenkę, zostaje źle przyjęty, a on sam jest już wtedy przekonany, że go nikt nie zrozumie: On chce prawdy, chce Szekspira, chce Williamsa, chce prawdziwego Hollywood. Spotyka na swojej drodze Grega i impulsywnie, z charakterystycznym dla siebie marzycielskim podejściem do życia, wykraczającym poza grzeczne normy i formy, każe mu odczytywać sceny na cały głos w knajpie, odwiedzają wspólnie grób Jamesa Deana, swojego idola, a na końcu razem jadą do fabryki snów, nakręceni wizją zostania gwiazdami.

To scenariusz niejednego młodego aktora, jednak okazuje się, że nie jest tak łatwo się przebić w środowisku. Greg trochę pogrywa w jakiś epizodycznych sprawach, a Tommy wyglądający na bardziej doświadczonego kolegę, kompromituje się swoimi umiejętnościami aktorskimi (a raczej ich brakiem) nieustannie na każdym, kolejnym przesłuchaniu. Pierwszy raz widzimy go załamanego, a nie rozbieganego, pełnego pasji człowieka, który nie rozgląda się wkoło. Jednak decyduje, że jeżeli Hollywood go nie chce, to on samo zrobi własne Hollywood. Pisze scenariusz, zostaje współproducentem, reżyserem i głównym bohaterem filmu o nazwie The Room. Już nic nie będzie od tego czasu takie samo.

I tutaj się zaczyna karuzela, ale nie zrobiona na zasadzie kpiny z entuzjazmu bohatera, który tak naprawdę nie potrafi grać, wydaje miliony nie wiadomo skąd, powtarza słynne „hi mark” po raz 50., bo zapomina kwestii, a casting, który prowadzi, jest niczym łapanka – płacąc im jak prawdziwym aktorom. Mamy fantastycznie humorystyczną scenę, ale chwilę później smutny dowód na to, jak daleko często wyobrażeniom od rzeczywistości. Ale Tommy udowadnia, że nie ma rzeczy niemożliwych – to trochę Forrest Gump kina. Niczym Ed Wood mimo momentów dramatycznych doprowadza do powstania filmu, przekraczając budżet i dni zdjęciowe. Można zarzucić artyście wiele, np. to że nim nie jest, ale nie brak determinacji, rozpoznawalność i pewną wyjątkowość, która sprawiła, że ludzie świadomi kompromitacji produkcji na premierze, zostali z nim do końca.

To tragikomedia napisana dokonale. James Franco wie, jak zaprezentować wybuchowy charakter postaci, by stworzyć z The Disaster Artist coś więcej, niż tylko pełen poczucia humoru i dystansu pean na cześć twórcy kultowej produkcji. To film, który doskonale wypunktowuje słabości środowiska filmowego – że jak się ma pieniądze, można zrobić wszystko oraz jak wszelkie nowatorstwo (udane, czy nie) jest dyskredytowanie na starcie, a każdy krok w tym zawodzie to chodzenie po krawędzi kanionu.

Reżyser umiejętnie wymknął się prostemu opowiadaniu: od zera do zera, mając się za bohatera. Nie – Tommy ma swoje marzenia i je spełnia – nie licząc się z opinią publiczną. To prawdziwy bohater, nawet jeżeli zupełnie nie mający pojęcia o robieniu filmów. Dlatego ta historia ma o wiele szerszy wymiar, niż skrót „historia o gościu od The Room”. To wariacka, pełna pomysłu, niespiętej atmosfery z filmu Big Lebowski, ale też wrażliwa opowieść o urealnianiu fantazji, bez opuszczonej głowy, niezależnie od konsekwencji.

The Disaster Artist to doskonale skonstruowana, błyskotliwa opowieść różnych smaków na języku, energetyczny ostrzał żartami i refleksjami, oczywiście opowiadająca o słynnym pokoju… ale z takim charakterkiem, że jesteśmy wszyscy zamknięci przez Jamesa Franco w pokoju bez klamek. To film, który opowiadając o kultowym, sam ma wiele szans, by się takim stać.

Ocena: 8,5/10

Zostań naszym królem wirtualnego pióra.
Dołacz do redakcji FDB

Komentarze 1

Avatar square 200x200

Proszę czekać…