Redaktor na FDB.pl oraz innych portalach filmowych. Pisze, czyta, ogląda i śpi. Przyłapany, gdy w urzędzie w rubryczce "imię ojca" próbował wpisać Petera Greenawaya.

RECENZJA: Impostor 0

Gatunek horroru od zawsze czerpie z ludowych wierzeń albo zabobonów, ubierając metaforyczne przesłanie w maskę wilkołaka lub innej zmory. W Impostorze widzowie zobaczą postępującą psychozę matki na punkcie syna. Finałowy wydźwięk jest zadziwiająco podobny do innego horroru, cieszącego się obecnie dużą popularnością – makabrycznego To my.

Już otwierająca scena wykłada przewodnią tezę, którą – debiutujący na dużym ekranie – Lee Cronin rozwinie w późniejszej części filmu. Sarah (Seána Kerslake) po raz pierwszy spotykamy wraz z synem, Chrisem (James Quinn Markey), w gabinecie luster. Odbicia deformują rysy ich twarzy, dehumanizując wizerunek rodzica z dzieckiem. Tym samym zatracają tożsamość bohaterów. Scena okaże się zaledwie zapowiedzią psychozy, która później wpełznie w mury ich domostwa. Lustra zresztą – obok kolistych przedmiotów – staną się jednym z najczęściej powracających elementów scenografii w filmie. Podobnie, jak miało to miejsce w horrorze To my (nomen-omen, Impostor trafił wcześniej na ekrany światowych kin niż film Jordana Peelego), także tutaj twórca postara się skonfrontować bohaterów z ich wewnętrznymi demonami, zobrazowanymi jako zwierciadlane odbicia.

Impostor to rodzaj dzieła filmowego, w którym każda scena niesie w sobie zakodowane, drugie dno i ukryte znacznie. Początkowa frajda dekodowania kinowego obrazu kończy się, kiedy widz zdaje sobie sprawę, że tak naprawdę cała symbolika sprowadza się najwyżej do kilku motywów, kojarzonych z masą innych popularnych horrorów. Mimo tego film jest bardziej niejednoznaczny niż masa amerykańskich odsłon kina grozy.

W metaforycznej konstrukcji filmu Lee Cronin sięga po psychoanalityczną symbolikę z prac Jacquesa Lacana. Dominujące okazują się zwierciadła oraz owalne przedmioty. Lustra zostały już sparafrazowane przez kino na wiele możliwych sposobów. Krótko mówiąc: faza zwierciadlana to moment w życiu, który wyposaża człowieka w pierwotną iluzoryczną tożsamość i stanowi podstawę dla wtórnych identyfikacji. Chodzi mi o chwilę, kiedy po raz pierwszy jako dzieci wpatrujemy się w swoje odbicie, pozornie świadomi funkcjonowania i wizerunku swojego ciała jako spójnej całości. Nieodkryte pozostają struktury funkcjonowania naszej świadomości i podświadomości.

Podobnie jak w horrorze Jordana Peelego, także w Impostorze twórcy starają się straszyć czynnikiem nieodkrytym albo wypartym, znajdującym się w naszej świadomości. Bohaterowie muszą skonfrontować się ze swoimi klonami, posiadającymi gorsze cechy charakteru.

Znacznie ciekawiej prezentuje się natomiast motyw dziury, którą bohaterka znajduje w środku lasu i której pochodzenie pozostaje niejasne do samego końca filmu. Twórcy podrzucają wyłącznie jeden, szybujący po niebie, trop do zrozumienia genezy niepokojącego miejsca. Warto w tym momencie wspomnieć, że oryginalny tytuł filmu to The Hole in the Ground (ang. Dziura w ziemi), a nie Impostor (ang. Oszust). Polskie tłumaczenie starało się nawiązać do pojęcia z dziedziny psychologii – impostor syndrome (ang. syndrom oszusta). Problem polega na tym, że termin po zdefiniowaniu zupełnie nie pokrywa się z zawartością fabularną filmu.

Dlaczego zatem właśnie dziura okazuje się głównym motywem filmu – niewytłumaczalnym źródłem grozy, napędzającym narrację całego horroru? Przy opisie pewnych struktur psychoanalitycznych Lacan posługuje się takimi określeniami jak: luka, szczelina lub dziura poprzez które wyłania, ujawnia się coś, co przynależy do porządku tego, co nie-zrealizowane lub tego, co wyparte. W tym kontekście zbieżności między Lacanem a fabułą filmu można doszukiwać się na poziomie relacji matki z synem oraz dysfunkcyjnych aspektów funkcjonowania każdego z nich. Szczególnie, że psychoza kobiety rozpoczyna się wraz z odkryciem dziury w lesie.

Na poziomie fabularnym metaforę dziury można również odczytać jako symbol macierzyństwa – kobieta, aby ratować swojego syna, ponownie zagłębia się w tajemnicze miejsce w samym środku leśnych kniei. Przeciska się przez system podziemnych korytarzy, jakby właśnie – po raz kolejny – pokonywała drogi rodne. Ciekawa wydaje się staranność, z jaką twórcy naznaczają grozą wszystkie owalne motywy w filmie. Ostatecznie nawet ujęcie z lotu ptaka na kubek z mieszaną kawą wygląda jak bilet wstępu do czarnej dziury.

Przeszkadza mi natomiast, że posiadając tak błyskotliwą strukturę przestrzeni oraz równie przemyślaną symbolikę, twórca przesadza z natężeniem grozy. Właściwie każda scena przepełniona zostaje świdrującą muzyką, niepokojącym szuraniem przedmiotów oraz posępną kolorystyką. Takie działanie sprawdza się w pierwszej połowie filmu. Później nagromadzenie chwytów kina grozy sprawia, że widz przyzwyczaja się do mrocznego klimatu, ten przestaje na niego oddziaływać w pożądany przez twórcę sposób.

Równie ciężkostrawne wydało mi się dopowiedziane zakończenie. Przez większą czasu twórcy wodzą widza za nos – nie wiadomo, co dzieje się naprawdę, a co stanowi wyłącznie wyimaginowaną płaszczyznę postępującej choroby psychicznej kobiety. Sarah cierpi na podstawowy problem samotnych matek. Boi się momentu, kiedy jej syn dorośnie. Wiąże się to z poczuciem samotności oraz stadium "pustego gniazda". Oczywiście, twórcy podbijają jej nerwicę na niebotycznie wysoki poziom, aby sprostać gatunkowym wymaganiom. Tym większa szkoda, że koniec Impostora wydaje się bardzo dopowiedziany – niweczący narastającą tajemnicę całego obrazu w przesadnie konformistyczny sposób.

Impostor zostaje skonstruowany z wielu metaforycznych cegiełek. W lustrze odbijają się toksyczne relacje zaborczej, samotnej matki oraz jej kilkuletniego syna. Nad wszystkim zaciska się psychoanalityczna pętla. Horror bywa przerażający, przesadza jednak z natężeniem gatunkowych chwytów. Wrażenie robią zdjęcia leśnych krajobrazów, które wzmagają niepokój – dom w głębi lasu, w którym mieszkają bohaterowie wydaje się przestrzenią odciętą od rzeczywistości, zatopioną pośród mrocznej natury oraz pomiędzy niewyjaśnionymi zjawiskami paranormalnymi (albo: parapsychologicznymi). Impostor jest arthouse’ową petardą grozy – niezależną od hollywoodzkich mód, za to zobowiązaną wobec twierdzeń Lacana.

Moja ocena: 7/10

Zostań naszym królem wirtualnego pióra.
Dołacz do redakcji FDB

Komentarze 1

ZSGifMan 2019-04-09

Czyli chyba jednak warto zobaczyć…                                                                       

Proszę czekać…