Taka tam sobie komedia, podobno familijna, oparta na bohaterów serialu "Na sygnale". Ujdzie, obejrzeć można. Na raz i można zapomnieć. Na pewno bardziej się zainteresują fani Na sygnale.
"Grzech jest w porządku, ale nie lubię w nim żyć." – Logiczne, kiedy się nie chce mieszkać na stałe z narzeczoną. Nie dziwię się Charliemu, że wkurzał się na widok tych wszystkich durnostojek Chelsea. Sama tego nie cierpię, a właściwie to nie cierpię kurzu na tym wszystkim.
Powrót (kolejny) Rose. Charlie i Alan na widok Rose to złoto. "Poznałaś już Rose?" – mina Berty też bezcenna. A na końcu Alan z przyklejonym do przyrodzenia autkiem. Zero zdziwienia.
"- Twoja mama tyle w życiu przeszła. – Pamiętaj, że szła po trupach." – Nie ma to jak miłość syna do matki a’la czarny humor, a za Rolexa też bym niektóre rzeczy oddała… 😎 Końcówka mistrzostwo… karma ty małpo.
Michael Clarke Duncan – dopiero teraz przyszło mi do głowy, że miał głos w typie Jamesa Earla Jonesa… "Who is the man that would risk his neck for his brother man? Shaft" – zrozumieją ci, którzy widzieli odcinek.
Jeden z lepszych odcinków tego sezonu. "- To nie jest film z Eastwoodem ("Co się wydarzyło w Madison County"). – Jest. – Nawet Eastwood nie uważa, że to film z Eastwoodem."… Coś w tym jest. Aptekarz i sir Lancelot (zwłaszcza ten ze snu) złoto.
Oj, do Charliego znowu wraca jakaś karma. "- Kocham cię. – To słodkie… dziękuję." Gwiazdka wyżej za scenę z oświadczynami i tę w kibelku… ocupado!
Niektóre żarty w tym odcinku średnio mnie śmieszyły. "Związałeś się ze wspaniałą kobietą, a spółkujesz z flądrami…" Gwiazdka wyżej za akcję z pozbyciem się byłej laski.
Kot o imieniu Mandu… Katmandu, a Alan to złośliwa menda. Ta końcówka – należało mu się, a zemsta najlepiej smakuje bez kasku na łbie. Auć…
"- Pamiętasz Melissę? – Oczywiście, że mnie pamięta. Zdeflorował mnie, a potem rzucił." Urodziny Alana, czyli… surprise! Mama Melissy komiczna. Berta 😍
Proszę czekać…