Jake zamiast narzucać się wszystkim, którzy mają auto, lepiej poszedłby do fryzjera. BTW Dopiero po czasie zorientowałam się, że aktorka grająca matkę Judith to recepcjonistka z "Pogromców duchów."
Daj palec, a chwycą całą rękę. Alan i Melissa przesadzili z tą imprezką. Na końcu zachowanie Alana żenujące, musi się narzucać Charliemu nawet w pokoju hotelowym.
Pojawia się Mia i od razu mąci, ale nie wkurzała mnie tu tak, jak we wcześniejszych odcinkach. Kiedy śpiewała, uszy krwawiły, ale było zabawnie.
Bardzo dobre zakończenie szóstego sezonu… nagle niebo przeszywa błysk pędzącego ku Ziemi meteoru. 😏 Scena z porodu Judith genialna, zwłaszcza połamany Herb i mędrkujący Charlie.
Kukła Alana creepy, przypomniał mi się klaun z "To". Jeszcze Alan kradnący tekst Michaela z "The Office" – profanacja. 😠 …That’s what she said.
Taka tam sobie komedia, podobno familijna, oparta na bohaterów serialu "Na sygnale". Ujdzie, obejrzeć można. Na raz i można zapomnieć. Na pewno bardziej się zainteresują fani Na sygnale.
"Grzech jest w porządku, ale nie lubię w nim żyć." – Logiczne, kiedy się nie chce mieszkać na stałe z narzeczoną. Nie dziwię się Charliemu, że wkurzał się na widok tych wszystkich durnostojek Chelsea. Sama tego nie cierpię, a właściwie to nie cierpię kurzu na tym wszystkim.
Powrót (kolejny) Rose. Charlie i Alan na widok Rose to złoto. "Poznałaś już Rose?" – mina Berty też bezcenna. A na końcu Alan z przyklejonym do przyrodzenia autkiem. Zero zdziwienia.
"- Twoja mama tyle w życiu przeszła. – Pamiętaj, że szła po trupach." – Nie ma to jak miłość syna do matki a’la czarny humor, a za Rolexa też bym niektóre rzeczy oddała… 😎 Końcówka mistrzostwo… karma ty małpo.
Michael Clarke Duncan – dopiero teraz przyszło mi do głowy, że miał głos w typie Jamesa Earla Jonesa… "Who is the man that would risk his neck for his brother man? Shaft" – zrozumieją ci, którzy widzieli odcinek.
Proszę czekać…