Moja polska dziewczyna 2018

Zwiastuny Zobacz wszystkie 1 zwiastun

Obsada Zobacz pełną obsadę

Aneta Piotrowska
jako Alicja Dąbrowska
Emma Friedman-Cohen
jako Katie Broughton, reżyserka
Daniel Barry
jako Michael Plough, chłopak Alicji
Max Davis
jako Max

Fabuła

Dodaj pierwszy opis

Gatunek
Dramat
Słowa kluczowe
emigracja

Zobacz także

Szczegóły

Kraj produkcji
Polska, Wielka Brytania
Inne tytuły
My Friend the Polish Girl (tytuł międzynarodowy)
Czas trwania
87 minut

Wiadomości zobacz wszystkie 2 wiadomości

Recenzje

Film zadaje fundamentalne pytania, które z pewnością kołaczą się w głowach twórców kina niefikcjonalnego. Nastał czas, aby skonfrontowali się z nimi również widzowie po drugiej stronie ekranu. 7
  • 2018-09-24
  • napisana przez
  • zobacz wszystkie moje recenzje

Trudno pisać o Mojej polskiej dziewczynie, nie zdradzając głównego zwrotu fabularnego, który następuje w końcowej części filmu. Ujmijmy to w ten sposób: twórcy postanowili zdekonstruować formalne i merytoryczne zasady rządzące kinem dokumentalnym. Moja polska dziewczyna nie posiada może mocy sprawczej, pozwalającej na nowo zdefiniować etos dokumentalisty. Zadaje jednak fundamentalne pytania, które z pewnością kołaczą się w głowach większej części twórców kina niefikcjonalnego. Nastał czas, aby skonfrontowali się z nimi również widzowie po drugiej stronie ekranu.

Amerykanka Emma Friedman-Cohen zamierza nakręcić w Londynie film dokumentalny, dotykający zagadnienia emigrantów oraz Brexitu. Wszystko ulega zmianie, gdy na kastingu zjawia się tajemnicza Polka, Alicja. Od tego momentu Moja polska dziewczyna przybiera formę kina niefikcjonalnego z nowofalowymi naleciałościami i namiętną emocjonalnością w tle. Twórczyni wnikliwie przygląda się obiektowi swojej fascynacji. Patrząc okiem kamery, próbuje przebić się przez grubą skorupę masek, które Alicja nakłada na siebie. Niestety, wszystkie starania zrozumienia kobiety ubierają na nią w kolejne warstwy fałszu i obłudy.

W tym aspekcie widowisko jawi się niemal jak podręcznikowa próba niefikcjonalna, sprawnie wykładająca wszystkie konflikty i moralne rozterki dokumentalistów na całym świecie. Twórcy stawiają niełatwe pytania na linii filmujący-filmowany-oglądający – prowokują widza, by sam ocenił moralność bohaterów Mojej polskiej dziewczyny, uwodzą wizerunkiem atrakcyjnej Polki oraz zmuszają do podjęcia decyzji, kiedy należy odwrócić wzrok od ekranu i pokazywanej na nim „prawdzie”.

Po pierwsze: należy zrozumieć obiekt dokumentu. Nie jest to łatwe w przypadku Alicji. Tym razem nie mamy do czynienia z nieśmiałą dziewczynką wkraczającą do krainy czarów. Przeciwnie, czary wydają się tkwić wewnątrz bohaterki, poprzez oczy uwodząc widza niebezpiecznymi urokami. Kobieta tonie pod nadmiarem masek – tajemnicza szara myszka potrafi pod wpływem alkoholu przeistoczyć się w nadseksualnego vampa, lubującego się ekshibicjonizmem przed kamerą. Co gorsza, obecność aparatu rejestrującego tylko podbija zdolność Alicji do wcielania się w kolejne role. Jej zachowanie to niemal podręcznikowy przykład osoby molestowanej w dzieciństwie. Teraz, w wieku 32-lat Alicja wydaje się kobietą pod presją – nie taką z filmu Cassevetesa, lecz prawdziwą, istniejącą mieszkanką europejskiej metropolii, która ginie pod natłokiem pustki i braku faktycznej miłości.

Po drugie: należy przygotować się na reakcję zwrotną ze świata, do którego dokumentalista zdecydował się przeniknąć. Nie zawsze można liczyć na przychylny odbiór ze strony rejestrowanych osób. Zwłaszcza, gdy twórca dokumentu zaczyna przejmować moc sprawczą nad ich życiem – prowokuje kłótnie, wywołuje kontrowersyjne tematy i narusza przestrzeń prywatną. Na tym opiera się w zasadzie cały koncept Mojej polskiej dziewczyny. Twórcy analizują rolę dokumentalisty, eksponując moralny ostracyzm Emmy Friedman-Cohen – kobieta posiada wpływ na Alicję (dla potrzebującej atencji Polki, realizacja filmu poświęconego jej osobie zakrawa na spełnienie marzeń), stopniowo przełamuje lody jej nieprzychylności, a gdy otrzyma już pożądany materiał, znika z życia swojej towarzyszki. Na tym jednak moc sprawcza dokumentalistki się nie kończy – w trakcie montowania materiału, nanoszenia barwnych filtrów czy dokrętek, reżyserka posiada wpływ na kreację „prawdy subiektywnej” świata przedstawionego. I tak na przykład Emma Friedman-Cohen kieruje oko kamery na swoją twarz, przybierając pozę moralizatorki, autentycznej bohaterki swojego filmu (cyniczny przytyk rykoszetem trafia w twórczość Koszałki i Jóźwiaka-Rodana). Reżyserka decyduje również, kiedy w zarejestrowanym materiale Alicja otwiera się i ściąga wszystkie maski. Zachowuje te sceny w kolorze – pozostałe przedstawia w czerni i w bieli. Narzuca nawet widzom stosunek do głównej bohaterki oraz osób z jej środowiska, wprowadzając w płaszczyznę wizualną filmu emotikony (ten zabieg wydaje się jednak zbyt oczywisty, aż nazbyt eksponujący odbiorcom nadrzędne tezy Mojej polskiej dziewczyny).

Paradoksalnie, jedyne fragmenty filmu wiarygodnie komentujące przedstawioną relację dwóch kobiet to sporadyczna animacja.

Twórcy Mojej polskiej dziewczyny sprawnie wodzą widza za nos – podkreślają, że kino (zarówno fabularne, jak i niefikcjonalne) to tylko medium. Jak każda ze sztuk narzuca, może czasami zbyt naiwnie, subiektywny punkt widzenia świata – niezależnie od podjętej tematyki. Osiągnięcie prawdy okazuje się niewykonalne – z drugiej strony współczesne kino dokumentalne nie widzi już tematów tabu, którymi niemal naszpikowana zostaje fabuła Mojej polskiej dziewczyny. Czasem może się wam wydać, że treść filmu jest nazbyt banalna, dokument zmierza w jednostajnym kierunku, śledząc nietuzinkową postać, ale nie oferując nic zanadto. Dopiero puenta zmienia podejście do całej historii.

Czy ta recenzja była pomocna? Tak Nie

Komentarze 0

Skomentuj jako pierwszy.

Współtworzą