Code Blue —
Wydaje się, że te sceny kontrowersyjne i oburzające, które wygoniły pół sali z seansu, to sceny spełnienia desperackiego marzenia Marian, aby poczuć drugiego człowieka.
przeczytaj recenzję
Czas wojny —
Steven Spielberg jeszcze nigdy nie nakręcił filmu, który stanowiłby równie wdzięczny temat do żartów, co „Czas wojny”.
przeczytaj recenzję
Kot w butach —
„Kot w butach” to film nieskomplikowany. Nijak nie da się porównać do ostatnich złożonych, pełnych oryginalnych pomysłów projektów Pixara.
przeczytaj recenzję
Sherlock Holmes: Gra cieni —
Ani scenograficzny przepych, ani też ładne kostiumy, nie ratują co prawda filmu, ale stanowią niezłą nagrodę pocieszenia. Nagrodę, dla której chyba jednak nie zaryzykuję trzeciej wizyty kinie.
przeczytaj recenzję
Dziennik zakrapiany rumem —
Kinowej adaptacji powieści Huntera S. Thompsona w reżyserii Bruce’a Robinsona brakuje wigoru i charakteru. Nawet Johnny Depp na niewiele się zdaje.
przeczytaj recenzję
Dziadek Mróz zawsze dzwoni trzy razy —
„Dziadek Mróz zawsze dzwoni trzy razy” nie ma nic wspólnego z dziełem Jamesa M. Caina. To bardzo typowa dla kinematografii rosyjskiej noworoczna komedia pomyłek.
przeczytaj recenzję
Żyła sobie baba —
Dwuczęściowa „Żyła sobie baba” to epicki dramat historyczny, ukazujący początki władzy radzieckiej w Rosji z punktu widzenia zwykłej chłopki.
przeczytaj recenzję