Potwierdza utartą już zasadę, obecną w takich przebojach jak „Dirty Dancing” lub „Flashdance”, że według twórców taniec musi zajmować cały pierwszy plan, a fabuła i postaci schodzą w jego cień.
przeczytaj recenzję
Kiedy wychodziłam z kina, z głośników dobiegały wersy piosenki Johna Lennona „Imagine”. Świat bez konfliktów? Ludzie żyjący w pokoju? Teraz, nawet gdy śpiewa Lennon, nie potrafię sobie tego wyobrazić.
przeczytaj recenzję
Ziarnistość taśmy i czerwono-niebieskie ujęcia zapadają w pamięć. W większości, niestety, na krótko. Na znacznie dłużej pozostaje po seansie „Miami Vice” uczucie niedosytu.
przeczytaj recenzję
Starsi widzowie będą zażenowani, a zabrania dzieci nie polecam już w ogóle – jeszcze, nie daj Bóg, zaczną potem na wzór krasnoludków grać rodzicom na nosie i obrzucać się końskim łajnem.
przeczytaj recenzję
Europejska powściągliwość, dająca się wywęszyć w SEXiPISTOLS, obudziła we mnie uczucie patriotyzmu, dlatego tym bardziej żal, że film Roenninga i Sandberga nie zawsze jest tak zgrabny jak talia Hayek.
przeczytaj recenzję
Gwoździem do trumny chałtury Donnera jest zakończenie – wyjawię jedynie, że Mosley załatwia swojego oponenta „na Michnika”. Proszę wybaczyć, ale ja nie jestem Rywin, żeby to łyknąć.
przeczytaj recenzję
Jak się komuś nudzi i lubi słabe efekty specjalne, czy uwielbia klasyczne najazdy na stojące na odludziu domy – to zapraszam. Całej reszcie proponuję, żeby poszła na coś innego. Choćby i na pizzę.
przeczytaj recenzję
Film Advaniego kultywuje najlepsze tradycje kina bollywoodzkiego, odwołując się do klasycznych wątków takich jak miłość, więzi rodzinne, patriotyzm, przywiązanie do tradycji i kultury.
przeczytaj recenzję