Niewidzialny —
Lotnictwo jest tematem przewodnim filmu Roba Cohena. Znowu jest szybko i wściekle. Ale nie zawsze musi to być gwarancją dobrego seansu. I niestety nie jest.
przeczytaj recenzję
Niewidzialny —
Jedyne, co tak naprawdę intryguje, to pytanie – co tu u licha robi Jamie Foxx, genialny odtwórca tytułowej roli z filmu „Ray”? Chyba to samo, co Donald Tusk w opozycji. Zarabia na życie. Nic ponad to.
przeczytaj recenzję
Nieustraszeni bracia Grimm —
Bajka to ładna, bo są dwaj herosi, przyjaźń, podła królowa i upiorny las. Nie brak zmagań z siłami zła w rzeczywistości umiejscowionej „za górami, za lasami”.
przeczytaj recenzję
Gnijąca panna młoda Tima Burtona —
Od lat leczę się w ciemnej sali u skrajnego ekscentryka Tima Burtona. Z oschłości serca, z pogardy i nienawiści. Z lęków i zwidów, z nierzeczywistości, która grozi nam wszystkim.
przeczytaj recenzję
Legenda Zorro —
Zorro walczy o wolność, stając się symbolem nierzeczywistych ideałów, ale jednocześnie zostaje przedstawiony jako zabawna, przestarzała, choć rozbudzająca wyobraźnię postać.
przeczytaj recenzję
Appleseed —
Świetny, rozrywkowy obraz, w którym napierdzielają się cyborgi w bojowych zbrojach, w świetnie zbudowanym mieście przyszłości, z fajowskimi pojazdami, w rytm wypasionej techniawy.
przeczytaj recenzję
Gnijąca panna młoda Tima Burtona —
Wesela i pogrzeby w tradycjach znajdują się w pewnej, że tak powiem, opozycji. Tim Burton jednak, jak zwykle gnany swymi fantazjami, ma to za nic. W „Gnijącej pannie młodej” wszystko stoi na głowie.
przeczytaj recenzję
Ukryte —
Haneke bagatelizuje potencjał tkwiący w skorelowaniu składników dwóch konwencji. Nie szuka wypadkowej płynącej z ich zderzenia, ale upiera się przy strukturach kina psychologicznego.
przeczytaj recenzję
Ruchomy zamek Hauru —
Zawiera sporo niesamowitych pomysłów, kilka dziwnych postaci i zupełnie niezwykły klimat, który sprawia, że pamięta się go jeszcze długo po wyjściu z kina. Polecam go gorąco.
przeczytaj recenzję
Przeklęta —
Włos się jeży na głowie. Bynajmniej nie ze strachu. Zęby zgrzytają. Na pewno nie z przerażenia. Po 97 minutach seansu pozostaje jedno pytanie: Co ugryzło Wesa Cravena, że nakręcił „Przeklętą”?
przeczytaj recenzję