Wydaje się, że celowe :)
Ma cechy komedii (bo to typowe indie dramedy), ale humor ukryty (niepopcornowy), często gorzki, który trzeba dostrzec.
Ok – Jak na procedural całkiem przyjemnie się ogląda, ale na dłuższą metę zdąży mnie znudzić, jeśli wątek główny nie rozwinie się bardziej i ciekawiej.
A ja się miło zaskoczyłem. Mimo że brakuje tutaj emocji, to jednak film ma swój rytm i dynamikę. Podoba mi się choreografia strzelanin i walk – w końcu jakiś film z Fabryki Snów, gdzie wymiana magazynku jest czymś naturalnym. O wiele bardziej mi się podoba niż Bez litości z Denzelem o podobnej tematyce.
Oby było jeszcze śmieszniej niż na Strażnikach :)
To pewnie ze mną jest coś nie tak, może za dużo już takich filmów w życiu widziałem, bo od samego początku spodziewałem się takich twistów w tej historii. Uważam, że to jedna ze słabszych ról Kevina. Słyszeliście, jak on płakał?
Krytycy trafniej ocenili ten film niż lud pospolity.
Przeciętny – Film natrętnie powstał na schematach kina bokserskiego. Jest upadły wielki bokser, który podnosi się z niebytu, a pomaga mu trener, który od lat w tym niebycie tkwi. Scenariusz nawet nie próbował nic nowego w temacie zaproponować, czy być świeżo opowiedziany.
Tam wiele rzeczy nie pasowało. Prawdę powiedziawszy Kopciuszek ładniej wyglądał na co dzień niż na tym balu. Rozumiem baśniową konwencję, ale miejscami zbyt infantylnie. A sprawa znajomości Kopciuszka i Księcia jest totalnie niespójna.
Z serii dałoby się jeszcze sporo wycisnąć, ale należałoby definitywnie zamknąć rozdział z Arniem (tak, wiem, że to on najwięcej frajdy dawał w Genisys), bo świeżości już nie przyniesie. Kolejne zmiany musiałaby dotyczyć scenarzystów (zatrudnić lepszych, lub zakazać im palić zioło w trakcie pisania), jakiegoś kreatywnego reżysera i ciekawszych aktorów.
Proszę czekać…