Aktywność

Boyhood (2014/I)

Ja oglądając "Boyhood", przywoływałem własne wspomnienia i tak ten film postrzegam – jako przewodnik po wspomnieniach widza. Wiele scen mogłem odnieść do swojego życia. Dlatego najlepszą według mnie jest spotkanie kierownika w restauracji, gdy mówi, że odmieniła jego życie. Chociaż prawdopodobieństwo takiego spotkania jest w prawdziwym życiu nikłe, to scena ta mnie bardzo dotknęła, bo kiedyś coś podobnego usłyszałem.

"Boyhood" to lustro – bodziec, który powinien przywoływać własne wspomnienia. Linklater już 10 lat temu wiedział, co wrzucić do filmu, żeby dzisiaj widz, który to ogląda, uśmiechnął się z poczuciem nostalgii, kiedy siostra bohatera śpiewa szlagier Britney Spears czy kiedy dzieciaki w nocy czekają na rozpoczęcie sprzedaży Harry’ego Pottera. Pamiętam, gdy koleżanki stylizowały się na Britney. Pamiętam gdy kolega przeczytał w noc premiery Harry’ego Pottera, aby później wszystkim wszystkim spojlerować. I w ten sposób film przywołał we mnie wspomnienia, których na co dzień sobie nie odświeżam. Tak, ten film ma wiele wad w scenariuszu. Ale who cares? Generalnie pourywane wątki są wadami scenariusza, ale tutaj postacie nagle znikające z ekranu, wydarzenia nie do końca zamknięte kompletnie mi nie przeszkadzają, bo podkreślają, jak przelotne bywa życie, nasze znajomości i sprawy, od których często uciekamy.

Chłód w lipcu (2014)

Świetny materiał na serial – Jestem rozdarty. Początek dobry, w klimacie gęstego thrillera, ale później przychodzi zmiana konceptu i film przybiera postać neo-westernu. Szkoda. Slogan z plakatu powinien brzmieć: How Many Men can not one bullet kill?

Końcowa strzelanina wyglądałaby znacznie lepiej, gdyby wyglądała jak te z serialu "Detektyw". Wtedy może film by wybronił tę zmianę gatunku, a tak czuję, jakbym obejrzał dwa różne filmy. Więc kim bym zastrzelony? Czy śmierć świadka koronnego pozostanie bez żadnego odzewu? Zbyt wiele wątków zostało jeszcze, żeby kończyć film, ale wtedy on jeszcze bardziej by się wydłużył.

Jim Mickle po raz kolejny udowadnia, że ma zadatki na czołowego reżysera poruszającego się w mrocznych klimatach, tylko potrzeba mu lepszych tekstów.

Boyhood (2014/I)

Wydaje mi się, że Linklater chciał ukazać zwykłość tego dzieciaka, więc przedstawił go jako pełnego niepewności chłopaka. Często dzisiaj dorośli zarzucają młodym wychowanym na grach telewizyjnych, a później komputerowych, że nie wiedzą, czego chcą od życia.

A tej konfrontacji z Hawkiem też mi zabrakło. Generalnie, dziwne, że do maltretującego męża przyjechała z kobietą.

Będzie trzeci sezon Hemlock Grove

Serial sprzeczności, co widać już po obsadzie – marni aktorzy w dorosłych rolach (Janssen, Scott, de la Fuente) oraz odkrycia talentów wśród młodych (najlepszy jest Skarsgård, a poza nim: Liboiron, Mitchell, Tingley). Pierwszy sezon mnie utrzymał dzięki aurze tajemnicy – przez pierwszą połowę ciężko było określić, o czym jest właściwie ten serial, poza tym, że giną ludzie, a w mieście grasują wilkołaki i krwiopijcy. Drugi sezon bardziej klasycznie podszedł do tematu.

Cholernie irytuje mnie każda scena z Janssen, która w każdym kadrze wygląda, jakby ktoś ją igłą dziobał w stopę. Fajny klimat, sceneria, do którego nijak nie pasuje komputerowo wygenerowana Biała Wieża. Serial sprawnie oscyluje na krawędzi kiczu i powagi. To wymaga podkreślenia – twórcy podjęli odważny sposób narracji i w każdym odcinku wyszli z tego obronną ręką.

Boyhood (2014/I)

Dobry, ale… – Po seansie mam niedosyt. Richard Linklater 12 lat temu musiał w ciemno wybrać chłopca, który podźwignie główną rolę, nie wiedząc jak się jego życie potoczy – czy dalej będzie fotogeniczny, wrażliwy, dlatego niesprawiedliwie byłoby mu zarzucać, że źle obsadził główną rolę, tym bardziej że w pierwszych latach dzieciak się sprawdza. Potem jest niestety gorzej. Momentami mam wrażenie, że jest on tylko na tym planie z przymusu, bo rodzice lata temu podpisali jakiś świstek papieru. Chociaż Linklater ponoć dostosowywał scenariusz do zmieniających się charakterów postaci.

Linklater chciał się skupić na dojrzewaniu człowieka, przemijaniu, poszukiwaniu swojej tożsamości, celu w życiu. Dla mnie osobiście ciekawiej film by wyglądał, gdyby ukazał on dorastanie tego dziecka z perspektywy… matki. Świetna Arquette, do spółki z Hawke’em, dźwiga na swoich ramionach najlepsze sceny. A końcowe sceny – w restauracji, gdy zagaduje ją kierownik czy kiedy syn wyjeżdża na studia – tylko mnie w tym przekonaniu umacniają. To ona powinna być główną postacią.

Plusy, a ich dużo, wypunktuję:
- lekkie dialogi,
- naturalnie ukazane dorastanie, które niezwykle uwiarygadnia prowadzoną narrację,
- uczucie nostalgii, przemijania, jakie wywołuje. Przyznam szczerze, że aż mnie nie wzięło na wspominanie swoich etapów życia;
- film uzyskał wysoki wskaźnik Beznickowego – tzn. często podczas seansu zdarzało mi się, że nagle uświadamiałem sobie, że mimowolnie się uśmiecham, nie wiedząc od jak już długo, a to wyróżnik dobrego komediodramatu.

Niesamowity Spider-Man 2 (2014)

No według mnie można było te sceny z nim (początek i koniec filmu) wyciąć bez szkody dla fabuły. Rozpoczęcie walki z nim na początku było bez sensu. Twórcy mogli zakończyć tę część na tym, że Peter rzuca bycie Spidermanem, a dopiero w kolejnej stopniowo pokazać jego powrót do zawodu. SPOILER A tak mam odczucie, że ta żałoba po dziewczynie jakoś za szybko mu minęła.

Niesamowity Spider-Man 2 (2014)

> Quagmire o 2014-07-20 12:12 napisał:
> + niczym nie zaskakujące Emma Stone i Sally Field, ale w sumie mogę je
> podciągnąć do plusów.

Haha :D

Co do minusów się zgadzam w pełni. Po obejrzeniu widać już dlaczego wycięto Mary-Jane. Kompletnie nie byłoby dla niej tutaj miejsca. I tak panuje nadmiar wszystkiego. Spokojnie Rhino też można było wyciąć.

Jennifer Lawrence (III)

Pierwszy post na jej profilu na FDB, a że jest okazja to coś napiszę. Szkoda, że coraz częściej grywa w hollywoodzkich blockbusterach, a rzadziej w skromnych produkcjach, jak "Do szpiku kości" i "The Poker House", dzięki którym wypłynęła na szerokie wody :(

Godzilla (2014)

Przeważnie zgadzam się z tym, co napisał Quagmire, ale nie czepiałbym się tak Watanabe i Cranstona. Pierwszy to postać drugoplanowa, a "Walter" miał raptem kilka epizodów.

Zaskoczenie ludzi to faktycznie parodia, ale większość filmów z tego gatunku cierpi na to. Też nie krytykowałbym tak Garetha Edwardsa. Potrafił wytworzyć w kilku scenach apokaliptyczny nastrój.

Osobiście dzieci i psy mi nie zawadzały w filmie, ale ten gruby godzilla. Tak tłusty, że aż szyi nie widać.

Kapitan Ameryka: Zimowy żołnierz (2014)

Dla mnie to niczym niewyróżniający się blockbuster. Zapchany kolejnymi sekwencjami akcji, z których większość się dłuży. Wszelkie wątki dramatyczne zostały ucięte (jak z agentką Carter i Kate) czy przeszły na skróty (wątek z odzyskiwaniem pamięci Zimowego Żołnierza). Jedyne co mi się podobało to cameo ze Stanem Lee, ale to już tradycja, że dostaje on dobre "role" w tej serii.

W skrócie: film na niedzielny obiad, który od czasu do czasu zagłuszy dyskusje polityczne, stukanie sztućcami i pierdnięcie jedzącego.

Proszę czekać…