Zaraz Quagmire’a wprowadzisz w nostalgię :D Ten film jest tak słaby, że aż dobry. Wódka, dobre towarzystwo i Kaczor bawi do łez.
Wielka szkoda. Już pominę fakt, że serial był genialny, dzięki dynamicznym dialogom Sorkina, ale jest to jeden z niewielu seriali, których odcinki uczyły mnie masy nowych słówek z angielskiego.
@Movieman – nie wiem, czy za rok Spacey zdobędzie, bo po pierwszym odcinku "Detektywa" widać, że McConaughey jest faworytem. Jego metamorfoza w tym serialu jest świetnie ukazana. Dzisiaj zdobywa Globa w filmie, za rok w serialu.
Jaram się – Oczekiwania miałem napompowane i na szczęście nie zawiodłem się. Fabuła i klimat pasują do idealnego dramatu kryminalnego. Dobrze, że to będzie antologia, dzięki temu nie zrobi się z tego opera mydlana. McConaughey jest świetny, do tego znakomicie ucharakteryzowany. Harrelson również celnie obsadzony. Będzie bomba!
Dla mnie właśnie siłą "Breaking Bad" był Paul. I jeśli nagradza się Cranstona, to Paula tym bardziej powinno. Zwłaszcza, że nominacje do ról drugoplanowych nie były jakieś wysokich lotów. I ze stwierdzeniem, że "przy Cranstonie każdy wyglądał marnie" kompletnie nie mogę się zgodzić. Miał akurat silną konkurencję. O ile "Breaking Bad" bez Cranstona byłbym w stanie sobie wyobrazić, o tyle "House of Cards" bez Spacey’ego już nie. BB nie istniałoby bez Paula. Dobrze, że jego postaci nie uśmiercili w pierwszym sezonie, jak na początku planowano:)
Pisałem, że McConaughey i Leto mogą zawojować sezon rozdawania wszelakich nagród. Są bezkonkurencyjni w swoich kategoriach. Kibicuję im na Oscarach.
Jeśli chodzi o nagrody filmowe, to nie zgadzam się z nagrodzeniem "American Hustle" i Amy Adams. Zaś w serialowych – z prawie wszystkim. Za co dostał Jon Voight, to ja nie wiem. Jak już nagrodzili Cranstona, to Paula tym bardziej powinni. Choć zamiast Cranstona mimo wszystko Spacey’ego trzeba było nagrodzić. Dobrze, że przynajmniej Robin Wright wygrała. Cieszą nagrody dla "Brooklyn Nine-Nine". W gąszczu słabych i przeciętnych nowych seriali komediowych oraz spadającego poziomu obecnych hitów, ta produkcja zdecydowanie prezentuje się najlepiej. Spoko gagi i świetnie obsadzeni aktorzy.
Plagą są twoje wypowiedzi.
Jakby ktoś mi 5 lat temu powiedział, że Matthew McConaughey zostanie moim ulubionym aktorem, to chyba kazałbym mu puknąć się w czoło. Nie wiem, skąd się wzięła u tego aktora taka metamorfoza, ale na dobre mu wyszła. Od początku tej dekady błyszczy w każdym filmie, w jakim się pojawia.
Warto – Czym więcej oglądam dramatów biograficznych, tym bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że nie ważne, czy jest się bogatym, czy murzynem z XIX wieku, czy umierającym na HIV zwykłym człowiekiem, to dramaty nikogo nie omijają i składają się z podobnych faz. Przynajmniej w kinie tak to wygląda.
Ale do rzeczy. "Dallas Buyers Club" to solidny dramat biograficzny. Historia ciekawa, ale nie wciągająca. Film zapamiętam z dwóch powodów: Matthew McConaughey i Jared Leto. Są niesamowici. Zwłaszcza ten drugi. Mogą sporo namieszać przy Oscarach, ale ich film przejdzie przez bez większa echa.
Nie rozumiem fenomenu "American Hustle" i jak patrzeć po opiniach w Internecie, spora część Polaków także. Ale myślę, że to może być największy przegrany gali. Hanks pokona Bale’a, Blanchett lub Bullock pokona Amy Adams, Fassbender lub Brühl pokona Coopera, Jennifer zaś statuetkę sprzed nosa zabierze Lupita :)
Proszę czekać…