Przy następnym konkursie nasz laureat mógłby wysilić się bardziej niż zrobić ctrl+c ctrl+v komentarza ze Stopklatki. ;)
7/10 – Film skierowany chyba głównie do miłośników gier komputerowych. Nie jestem pewien, czy by mi się tak spodobał, gdybym nie był w stanie dostrzec licznych odwołań do GTA (misje, czcionka, widok zza auta…) czy innych pierdółek typu "o, strzela jak w FPS-ach z początku lat 90".
Tak czy owak, jest to film, do którego nie należy podchodzić poważnie. Fabuła to tylko pretekst do sytuacji z dość specyficznym humorem. Sporo tu "zabijania na wesoło".
No i Fernanda Urrejola w roli tytułowej kobiety z karabinem. Ciężko oderwać wzrok. ;)
Szkoda, zawsze – mimo że latka lecą – podobała mi się jej twarz.
Zaryzykuję stwierdzenia, że to najlepsza komedia, jaką widziałem.
4/10 – Kolejny mockbuster od znanej i lubianej wytwórni Asylum (choć podobieństwo do wysokobudżetowego odpowiednika kończy się na tytule – sam motyw "Jasia" żadną nowością przecież nie jest).
Akcję przeniesiono do współczesności. Zamiast typowych olbrzymów mamy coś, co można nazwać zmutowanymi dinozaurami. Włada nimi kobieta imieniem Serena (w tej roli nieźle "odmłodzona" Jane March). Znalazło się też miejsce dla urokliwego latającego zamku.
Masa luk fabularnych, nielogicznych zachowań, drętwa gra aktorska, liche efekty… wiadomo, Asylum. ;) Oceniam na 4, bo mimo wszystko nie przynudzał.
A, zapomniałbym – Jaś sprawia tu wrażenie typowego chłopaka ze wsi, ale wolny czas poświęca budowaniu w stodole mecha. :D
Zawsze to lepiej niż "Który był głupi, który był głupszy".
4/10 – Jeśli widziałeś wcześniej trochę filmów z wytwórni Asylum, to wiesz, czego się spodziewać. Nawet nie łudzisz się, że gra aktorska będzie przynajmniej średnia, zachowania bohaterów logiczne, a dialogi nienapisane na kolanie.
Będąc tak zahartowanym, można przystąpić do seansu i stwierdzić, że "bywało gorzej". Akcji nie zastąpiono czczą gadaniną, a zombie wykonane są bardzo przyzwoicie (i nie biegają jak Usain Bolt; mimo wszystko wolę, gdy trup jest bardziej jak trup).
Taki trochę w stylu Tarantino. :)
6+/10 – Film idealny na zresetowanie się (myślenie podczas seansu niewskazane). Fabuła jest do bólu debilna, ale pal ją licho, bo sceny akcji są naprawdę spoko. Film nie zwalnia tempa, a trup ściele się gęsto.
Mnie się najbardziej podobała trzecia (z motocyklistą). Ma fajny klimat. Pierwsza też niezła, a drugiej mogłoby w ogóle nie być.
Ode mnie 6/10. :) W tym +1 za ciekawe zakończenie.
Proszę czekać…