Dawid Burdelak

@dawidek98

Aktywność

W pogoni za szczęściem (2006)

Ten film polecił mi mój przyjaciel. Warto było go obejrzeć. Piękne kino udowadniające to, że na przekór przeciwnościom losu, warto walczyć i się nie poddawać. Nawet, gdy ponosimy klęski, trzeba stawiać czoła życiu i problemom. A jeśli się nie uda i przegramy, to będziemy mogli spojrzeć sobie sami w twarz przed lustrem i powiedzieć, że podjęliśmy wyzwanie, mimo, że zostaliśmy pokonani. Najgorsze jest nie robienie niczego. Z tego później biorą się wyrzuty sumienia, że mogliśmy jednak zrobić cokolwiek, a nie zrobiliśmy nic. Może sama walka, nie zawsze czyni nas zwycięzcami, ale na pewno czyni nas silniejszymi i daje szansę na wygraną. Bez jej podjęcia, jesteśmy nikim. 9/10

Z punktu widzenia nocnego portiera (1977)

Zastanawiające jest to, jaka jest naprawdę wartość i znaczenie tego dokumentu realizowanego poprzez pryzmat jednostki.

Operacja Piorun (1965)

Ogólnie lubię Jamesa Bonda, większy szacunek mam do tych starych odsłon, a ostatni dobry film o przygodach agenta 007 to według mnie jest "Świat to za mało" z Piercem Brosnanem. Ale "Operacja Piorun" z Seanem Connery nadaje się jak najbardziej do oglądania. Bardzo seksowna jest Claudine Auger jako Dominique Derval – dziewczyna głównego bohatera. No i pojawiają się jak zwykle współpracownicy o pseudonimach "Q" i "M" znana też jako "Panna Moneypenny". Muzyka Johna Barry’ego czy scena, kiedy to chce wziąć sobie masaż, aż tu nagle wszystko zaczyna się ruszać do przesady i jest zagrożenie życia Jamesa Bonda – przychodzi do niego masażystka i zaczyna wyłączać wszystkie urządzenia w gabinecie masażu. To jest naprawdę iście epicka scena! Walki przewidywalne do bólu, niesamowicie banalne dialogi – ale to w końcu Bond, więc jak najbardziej mu wszystko wybaczam. 6/10

Z archiwum X: Pokonać przyszłość (1998)

Dana Scully i Fox Mulder jako para agentów doskonale się sprawdza również przed ekranami kinowymi. Produkcja mająca miejsce fabuły między piątym a szóstym sezonem natychmiast sprawiła, że od pierwszej do ostatniej minuty mnie wciągnęła na maksa i nie puściła wzroku sprzed ekranu monitora i czterech liter od krzesła komputerowego. David Duchovny i Gillian Anderson aktorsko naprawdę w formie – poziomem nie odstają wcale od tego, co zaprezentowali w serialu. Tak samo ciekawi, interesujący, porywający bohaterowie, jak w wersji telewizyjnej "Z archiwum X". Nawet postacie Palacza czy dyrektora Skinnera się znaleźli, z czego się bardzo ucieszyłem. Nawet w czołówce filmu jest ikoniczna, a zarazem hymniczna melodia Marka Snowa. Jestem pod wrażeniem! Natomiast uważam, że "Chcę wierzyć" niestety nie jest już tak dobrą odsłoną kinową, jak właśnie "Pokonać przyszłość". 8/10

Człowiek, który zabił Liberty Valance'a (1962)

John Wayne jak już gra, to potrafi pozamiatać 300 lat do przodu! Może i nieco zmanierowany oraz monotonny do bólu, ale to jest właśnie w nim najlepsze! Sam film jest ekscytujący, zwłaszcza w scenach, kiedy to w barze wszyscy jego klienci głosują, czy dana osoba ma być za którąś z trzech głównych bohaterów, żeby zarządzała w radzie głównej miasteczka. Partnerowali mu James Stewart czy Lee Marvin, którzy to grają praktycznie równie dobrze jak wyżej wymieniony przeze mnie aktor. A scena, kiedy to małżeństwo dojeżdża do głównej wsi, w której mieszkają i konduktor oznajmia o człowieku, który to zabił Liberty Valance’a to już prawdziwa klasyka gatunku! Jestem pod totalnym wrażeniem. 8/10

Zdarzenie w Ox-Bow (1942)

Nigdy ten film nie powinien być krótki, wręcz powinien trwać jeszcze z dobrą godzinę. Przecież William A. Wellman nakręcił coś fantastycznego, że aż człowiek chciałby, aby ten film trwał i trwał. Henry Fonda, Dana Andrews czy Anthony Quinn zagrali bardzo dobrze – prawdziwie doborowa obsada, a takich we współczesnym kinie brakuje. Muzyki skomponowanej przez Cyril J. Mockbridge jest co prawda niewiele, ale jak już się pojawia, to idealnie się komponuje w wydarzenia, które widz obserwuje na ekranie. Bardzo przygnębiła mnie ostatnia scena z wisielcami, którzy to nie zasłużyli wcale na to, aby nimi być. Farmerzy zamordowani, a bydło skradzione – ten film też uczy nas, że cała rasa ludzka jest spieprzona i sprawiedliwości nigdy nie będzie na świecie, jak tylko nią będzie rządził człowiek.

Hud, syn farmera (1963)

Starsze pokolenia muszą ustąpić młodszemu – i o tym jest ten bardzo dobry western. Paul Newman jak zwykle pokazuje wielką klasę aktorską, wtórują mu w dobry sposób Mervyn Douglas oraz Patricia Neal jako siostra i ojciec Homer Bannonowie. Coraz bardziej młodzież imponują nowe gadżety, zachowania, których stare osoby kompletnie nie rozumieją i to jest naturalna kolej rzeczy/świata (wybierz dowolne). Zasłużone Oscary dla wyżej wymienionych przeze mnie aktorów – z tego względu, że nie było w 1963 roku zbyt wielkiej konkurencji. Dostał też Oscara za najlepsze zdjęcia w filmie czarno-białym, co mnie bardzo cieszy. Ale niestety, w dzisiejszych czasach mocno pokryty kurzem. Nie powinno tak być i serdecznie polecam wszystkim koneserom westernów na świecie.

Dzika banda (1969)

Dla mnie średni to jest "Gladiator". Nigdy mnie nie porwał i nie będzie powalać.

Dzika banda (1969)

Najlepszy film Sama Peckinpaha zaraz po "Nędznych psach". Wyśmienity montaż, który jest najmocniejszą stroną produkcji z 1969 roku – fabuła jak na western jest bardzo oryginalna i zapadająca w pamięć. Aktorstwo może nie jest wybitne, ale William Holden, Ernest Borgnine, Robert Ryan, Edmund O’Brien czy Warren Oates czyli tytułowa "dzika banda" sprawdza się doskonale i sprawia, że po latach będziemy mieli ochotę do tej niesamowitości wrócić. Uważam, że western to niesłusznie oczerniany gatunek, wokół którego krąży wiele mitów. Że biali byli złymi ludźmi, że to tylko "pif-paf!" i tak dalej. A szkoda, bo naprawdę jest w czym wybierać, jeżeli chodzi o westerny. Muzyka Jerrego Fieldinga, amerykańskiego jazzmana również rewelacyjnie się sprawdza jako tło do najważniejszych wydarzeń filmu, takich jak scena zrabowania pociągu przez piątkę głównych bohaterów i strzelanina, w której to ujęcia zmieniają się co trzy-cztery sekundy i zostaje zafundowana rzeź żołnierzom meksykańskim. Polecam! 8+/10

Przekleństwa niewinności (1999)

Bardzo fajny film o tym, że od nadmiaru normalności też można czasem dostać bzika. Dziewczyny chciały po prostu robić to, co każda nastolatka w wieku 12-19 lat – niestety, despotyczni rodzice nie pozwalali im na tego typu sprawy twierdząc, że muszą ciągle ślęczeć nad podręcznikami i zeszytami. Ale ukradkiem one chodzą na imprezy i później oddają się chłopcom z naprzeciwka. Z różnym skutkiem. Bo gdyby poszły na policję i powiedziały na komendzie, że zostały przypadkiem zgwałcone to by ich wyśmiano. Kirsten Dunst wypadła aktorsko rewelacyjnie, wtórował jej nieznacznie gorszy James Woods w roli ojca. Pierwszy łyk alkoholu, pierwszy pocałunek, pierwszy raz to jest coś, czego życzę każdemu nastolatkowi na świecie. Oczywiście nie z tak tragicznym skutkiem, jak w tej smutnej produkcji. Polecam każdemu obejrzeć. 8+/10

Proszę czekać…