Dawid Burdelak

@dawidek98

Aktywność

Spacer z Zombi (1943)

Bardzo dobry horror, który trzyma w napięciu tak, jak to powinien robić klasyczny film z tego gatunku. Dorzućmy do tego jeszcze rewelacyjne aktorstwo Jamesa Ellisona, Frances Dee i Toma Conwaya, poziom adrenaliny i strachu towarzyszący nam przez cały film, postać pomalowanego zombie-murzyna, który jest jednocześnie voodoo i już mamy murowany sukces. Lata czterdzieste w światowej kinematografii są tym, czym osobiście kocham najbardziej – bo współcześnie nie robi się już praktycznie wcale tak fajnych filmów, jak to miało miejsce kiedyś. Szkoda, że stał się zapomniany, bo dla mnie "Wędrowałam z zombie" to pozycja dużo atrakcyjniejsza, aniżeli 3/4 filmów i seriali na platformie zwanej Netflixem. 8+/10

Incydent (1997/I)

@Chemas Dla mnie jeden z najlepszych filmów z Kurtem Russellem.

Incydent (1997/I)

Świetny. Książkowy wzór dobrego thrillera.

Krytyczna decyzja (1996)

Raczej standardowe kino bez rewelacji – niestety.

Ognisty podmuch (1991)

Trochę przesadzony – jednakże podobała mi się realizacja filmu oraz samo przedstawienie żywiołu, jakim jest ogień.

Ptaki ciernistych krzewów (1983)

Najlepszy serial melodramatyczny, jaki kiedykolwiek powstał z najwspanialszą, a zarazem kultową rolą Richarda Chamberlaina (ex aequo z "Szogunem", tam też pokazał swój prawdziwie aktorski pazur) jako księdza Ralpha de Bricassarta – który to wyjeżdża bez Maggie do Rzymu, by sprawować kościelną władzę. A propos Maggie, to najsilniejszy dowód na to, że księża też mają prawo kochać i być kochanym wśród społeczeństwa. Podoba mi się w głównym bohaterze to wahanie się, czy być ze swoją ukochaną na zawsze lub też pozostać w kościelnej hierarchii do końca swoich dni. Rachel Ward odegrała tą rolę równie wspaniale. Kogo się nie zapytałem wśród znajomych i przyjaciół, to wszyscy zgodnie jednym chórem odpowiadali mi, że ta produkcja warta jest obejrzenia. I się wcale na niej nie zawiodłem, jestem bardzo zadowolony po obejrzeniu tych dziesięciu odcinków. Bo lepsze jest kilka odcinków porządnego kina, aniżeli kilkaset odcinków przepełnionych różnorakimi bzdurami. Czołówka, kiedy to ojciec Ralph jedzie wśród wiejskich pól, krów, byków i bawołów na polanie do swojego mieszkania napełnia mnie ogromnym spokojem i niebywałą radością. Czegoś takiego już się nie spotyka w dzisiejszych filmidłach. Na ostatnim odcinku też beczałem dosłownie jak pięciolatek, cytując użytkownika Abrahama_Vana_Helsinga z powodu kilku wzruszających scen – pogrzebu Dale’a, śmierci przez utonięcie na Pacyfiku zdaje się, szczerej rozmowie o dalszym związku między dwójką głównych bohaterów, a także porad matki dotyczących ustatkowania się, życia pełnią życia, co by się wówczas nie działo i nie przejmowania się niczym. Bo nie o to w życiu chodzi tak naprawdę. Scena, kiedy to dwaj główni rywale o rękę Maggie strzygą owce na punkty też stała się dla mnie kultowa i jej nigdy nie zapomnę. Christopher Plummer czy Bryan Brown też wypadli bardzo, bardzo dobrze. Polecam każdemu maniakowi serialowemu obejrzeć tą cudowną produkcję. 10+/10

Ran (1985)

@tfilippo Dokładnie tak, jak to napisałeś. Uwielbiam filmografię Akiry Kurosawy, która od zawsze do mnie przemawia.

Zły śpi spokojnie (1960)

Jak dla mnie Akira Kurosawa w wiecznej formie – długo takiego giganta (o ile w ogóle) japońska kinematografia już nie będzie miała. Współpraca z takimi wybitnymi aktorami tamtejszej X Muzy, jak Toshiro Mifune czy Tatsuya Nakadai przeszła wprost do legendy i należy wręcz zrobić wszystko, aby nigdy jego twórczość nie została zapomniana. Bardzo fajną historię, ciekawą, barwną, a zarazem wciągającą opowiada obraz z 1960 roku "Zły śpi spokojnie". Afera korupcyjna, która powoduje falę samobójstw w firmie sprawia, że bohaterowie zaczynają działać na własną rękę, posuwając się do głodzenia jednego ze swoich oddanych pracowników i więzią go w ruinach fabryki na przedmieściach Toyohashi, w stoczni. Ale w prawdziwym więzieniu też był m.in. kręcony ten film, bo w Jokohamie. Reżyser miał rewelacyjne wzorce, bo aż trzy razy wzorował się na Williamie Szekspirze – przykładowo "Tron we krwi" to "Makbet", "Zły śpi spokojnie" to "Hamlet", a "Ran" to wręcz sam "Król Lear". Polecam każdemu, bo to najlepszy japoński film kryminalny jaki kiedykolwiek nakręcono. 10/10 – bardzo niedoceniane, a zarazem zapomniane kino.

Ben Hur (1959)

@Levi Dla mnie jak najbardziej mrawa i tęga.

Znak orła (1977 - 1977)

@Chemas Ja wcale nie idę na drugą część nowego Kleksa, bo pierwszej części nie zamierzam wcale lubić.

Proszę czekać…