@dawidek98
I co najważniejsze – polskie kino wojenne w tamtych czasach potrafiło się obejść smakiem ze scenami rozbieranymi. Dla mnie "Hubal" jest jeszcze lepszym filmem od "Kanału" Andrzeja Wajdy.
Wywieźli go swoim transportem do lasu i gdzieś zakopali. Do dzisiaj dokładnie nie wiadomo, gdzie mogli to zrobić – najprawdopodobniej to zrobili w koszarach w Tomaszowie Mazowieckim.
Najlepszy polski film wojenny. Bohdan Poręba udowodnił tym jednym filmem, że potrafi stworzyć epickie kino o kampanii wrześniowej, która miała miejsce w 1939 roku. Major Henryk Dobrzański o pseudonimie "Hubal" został zastrzelony 30 kwietnia 1940 roku pod Anielinem, ale pozostawił po sobie ogromną spuściznę, chociażby w postaci znaków pocztowych czy monet dla kolekcjonerów. Gra aktorska jest tutaj bardzo wybitna, ze szczególnym uznaniem dla fenomenalnego Ryszarda Filipskiego w głównej roli. Emil Karewicz czy Tadeusz Janczar też bardzo dobrzy, jednakże oni są nieco w cieniu samego giganta polskiego ekranu. Muzyka Wojciecha Kilara niesamowita – możemy tutaj usłyszeć kolędę "Lulajże Jezuniu" oraz "Bóg się rodzi", pieśni patriotyczne, takie jak "Rozkwitały pąki białych róż", "Wojenko, cóżeś ty za Pani" lub chociażby "Boże, coś Polskę" w pamiętnej scenie mszy porannej w Boże Narodzenie. Świetny pomysł, by wziąć kobietę Mariannę Cel o pseudonimie "Tereska" do walki o wolną, demokratyczną i niezależną Polskę. Bardzo podobała mi się końcowa scena, kiedy to Niemcy wywożą ciała poległych pod Anielinem, w tym samego majora "Hubala" i pojawia się taki różowy napis, że do dzisiaj nie wiadomo, gdzie leży jego ciało i czy ma jakiś grób lub pomnik. Polecam każdemu i z czystym sercem obejrzeć tą wojenną smakowitość kinematografii. 9/10
Robert Englund jak zwykle wcale nie zawodzi – bardzo mi się podoba w roli anioła zniszczenia, geniusza z piekła rodem. Nigdy nie przestanę się zachwycać jego wspaniałą kreacją! Stworzył ją w taki sposób, że zabierze do grobu i nikomu (mam nadzieję) nie przyjdzie na myśl powielić czy próbować mu dorównać chociażby w najmniejszym stopniu. Najświetniejsza scena to ta, kiedy zostaje spalony w takiej komorze i przez chwilę widać samego diabła – czyli dokładnie to samo, czym ten bezlitosny zabójca naprawdę jest. Heather Langenkamp jako Nancy Thompson wypada dobrze, Miko Hughes jako Dylan – dziecko gra nie najgorzej. Ale to Freddy Krueger zawsze jest gwiazdą wszystkich odsłon "Koszmaru z ulicy Wiązów". Naprawdę, ten aktor zdobył właśnie w ten sposób prawdziwą nieśmiertelność i wśród przyszłych pokoleń maniaków horrorów powinien być równie znany, co w dniach premiery każdej części. Chwała Wesowi Cravenowi za zainicjonowanie tej kultowej i wiekopomnej serii horrorowej. 8/10
Witam w klubie – "Koszmar z ulicy Wiązów II: Zemsta Freddy’ego" to też jeden z moich ulubionych sequeli.
Bardzo mi się podoba para miłosna – Jesse i Lisa, która to walczy z alterem ego zwanym Freddy Krueger. Robert Englund jak zwykle rewelacyjny i to dzięki niemu chłoniemy jak gąbka rozwój i przebieg wydarzeń na ekranie. Dla mnie o niebo lepsza część od pierwszej. Konwencja snu doskonale się sprawdza w serii "Koszmar z ulicy Wiązów". Subtelne straszenie to jest to, co najbardziej lubię w horrorach. Niesamowicie wciągający tzw. "teen movies". Mark Patton i Kim Myers dobrze grają, jednak to wyżej wspomniany przeze mnie aktor zdecydowanie przoduje. Omamy i halucynacje głównych bohaterów jak najbardziej na plus. A końcówka, kiedy to uczennicy jadącej autobusem szkolnym z wnętrza ciała wydostają się legendarne już szpony każe nam oglądać dalej serię z takim samym zaciekawieniem i chęcią, jak poprzednie części. 8/10