@dawidek98
Najlepszy James Bond z Piercem Brosnanem. Pomyśleć, że pięć lat później aktor dał się wdepnąć w niezłe bagno zwane "Śmierć nadejdzie jutro" – no, ale za to trzy poprzednie 007 z nim były naprawdę dobre. Michelle Yeoh zdecydowanie więcej pokazała swojej urody, aniżeli gry aktorskiej – ale naprawdę dało się to oglądać. I miała kompletnie wywalone na to, że James Bond zdradził Paris Carver (Teri Hatcher) właśnie z nią. Plejada aktorska też odwala kapitalną robotę: mamy tutaj Vincenta Schiavelli jako doktora Kaufmana (znanego wcześniej z filmu "Uwierz w ducha"), Gerard Butler jako marynarz HMS "Devonshire" i Joe Don Baker jako Jack Wade, weteran CIA i sojusznik Bonda. Jedynym poważnym minusem jest piosenka przewodnia Sheryl Crow, która kompletnie nie wpada w ucho i po jej przesłuchaniu człowiek zapomina melodii i słów, jakie ona zawiera. Tak to otrzymuje ode mnie solidne 8/10!
@Chaotic A ja oglądam stare produkcje, bo te współczesne filmy to są do bani! Nie lubię ich jednym słowem.
Znacznie więcej razy ginęli od niego na ekranie Bela Lugosi, John Hurt, Christopher Lee, Danny Trejo (aż 72 razy i jest oficjalnym rekordzistą!) czy Dennis Hopper.
Dla mnie oba Bondy z Timothym Daltonem mogą być. Od "Śmierć nadejdzie jutro" mamy prawdziwą popierdółkę, a nie agenta 007!