@dawidek98
John Wayne jak już gra, to potrafi pozamiatać 300 lat do przodu! Może i nieco zmanierowany oraz monotonny do bólu, ale to jest właśnie w nim najlepsze! Sam film jest ekscytujący, zwłaszcza w scenach, kiedy to w barze wszyscy jego klienci głosują, czy dana osoba ma być za którąś z trzech głównych bohaterów, żeby zarządzała w radzie głównej miasteczka. Partnerowali mu James Stewart czy Lee Marvin, którzy to grają praktycznie równie dobrze jak wyżej wymieniony przeze mnie aktor. A scena, kiedy to małżeństwo dojeżdża do głównej wsi, w której mieszkają i konduktor oznajmia o człowieku, który to zabił Liberty Valance’a to już prawdziwa klasyka gatunku! Jestem pod totalnym wrażeniem. 8/10
Nigdy ten film nie powinien być krótki, wręcz powinien trwać jeszcze z dobrą godzinę. Przecież William A. Wellman nakręcił coś fantastycznego, że aż człowiek chciałby, aby ten film trwał i trwał. Henry Fonda, Dana Andrews czy Anthony Quinn zagrali bardzo dobrze – prawdziwie doborowa obsada, a takich we współczesnym kinie brakuje. Muzyki skomponowanej przez Cyril J. Mockbridge jest co prawda niewiele, ale jak już się pojawia, to idealnie się komponuje w wydarzenia, które widz obserwuje na ekranie. Bardzo przygnębiła mnie ostatnia scena z wisielcami, którzy to nie zasłużyli wcale na to, aby nimi być. Farmerzy zamordowani, a bydło skradzione – ten film też uczy nas, że cała rasa ludzka jest spieprzona i sprawiedliwości nigdy nie będzie na świecie, jak tylko nią będzie rządził człowiek.
Starsze pokolenia muszą ustąpić młodszemu – i o tym jest ten bardzo dobry western. Paul Newman jak zwykle pokazuje wielką klasę aktorską, wtórują mu w dobry sposób Mervyn Douglas oraz Patricia Neal jako siostra i ojciec Homer Bannonowie. Coraz bardziej młodzież imponują nowe gadżety, zachowania, których stare osoby kompletnie nie rozumieją i to jest naturalna kolej rzeczy/świata (wybierz dowolne). Zasłużone Oscary dla wyżej wymienionych przeze mnie aktorów – z tego względu, że nie było w 1963 roku zbyt wielkiej konkurencji. Dostał też Oscara za najlepsze zdjęcia w filmie czarno-białym, co mnie bardzo cieszy. Ale niestety, w dzisiejszych czasach mocno pokryty kurzem. Nie powinno tak być i serdecznie polecam wszystkim koneserom westernów na świecie.
Dla mnie średni to jest "Gladiator". Nigdy mnie nie porwał i nie będzie powalać.
Najlepszy film Sama Peckinpaha zaraz po "Nędznych psach". Wyśmienity montaż, który jest najmocniejszą stroną produkcji z 1969 roku – fabuła jak na western jest bardzo oryginalna i zapadająca w pamięć. Aktorstwo może nie jest wybitne, ale William Holden, Ernest Borgnine, Robert Ryan, Edmund O’Brien czy Warren Oates czyli tytułowa "dzika banda" sprawdza się doskonale i sprawia, że po latach będziemy mieli ochotę do tej niesamowitości wrócić. Uważam, że western to niesłusznie oczerniany gatunek, wokół którego krąży wiele mitów. Że biali byli złymi ludźmi, że to tylko "pif-paf!" i tak dalej. A szkoda, bo naprawdę jest w czym wybierać, jeżeli chodzi o westerny. Muzyka Jerrego Fieldinga, amerykańskiego jazzmana również rewelacyjnie się sprawdza jako tło do najważniejszych wydarzeń filmu, takich jak scena zrabowania pociągu przez piątkę głównych bohaterów i strzelanina, w której to ujęcia zmieniają się co trzy-cztery sekundy i zostaje zafundowana rzeź żołnierzom meksykańskim. Polecam! 8+/10
Bardzo fajny film o tym, że od nadmiaru normalności też można czasem dostać bzika. Dziewczyny chciały po prostu robić to, co każda nastolatka w wieku 12-19 lat – niestety, despotyczni rodzice nie pozwalali im na tego typu sprawy twierdząc, że muszą ciągle ślęczeć nad podręcznikami i zeszytami. Ale ukradkiem one chodzą na imprezy i później oddają się chłopcom z naprzeciwka. Z różnym skutkiem. Bo gdyby poszły na policję i powiedziały na komendzie, że zostały przypadkiem zgwałcone to by ich wyśmiano. Kirsten Dunst wypadła aktorsko rewelacyjnie, wtórował jej nieznacznie gorszy James Woods w roli ojca. Pierwszy łyk alkoholu, pierwszy pocałunek, pierwszy raz to jest coś, czego życzę każdemu nastolatkowi na świecie. Oczywiście nie z tak tragicznym skutkiem, jak w tej smutnej produkcji. Polecam każdemu obejrzeć. 8+/10
Bardzo dobry horror, który trzyma w napięciu tak, jak to powinien robić klasyczny film z tego gatunku. Dorzućmy do tego jeszcze rewelacyjne aktorstwo Jamesa Ellisona, Frances Dee i Toma Conwaya, poziom adrenaliny i strachu towarzyszący nam przez cały film, postać pomalowanego zombie-murzyna, który jest jednocześnie voodoo i już mamy murowany sukces. Lata czterdzieste w światowej kinematografii są tym, czym osobiście kocham najbardziej – bo współcześnie nie robi się już praktycznie wcale tak fajnych filmów, jak to miało miejsce kiedyś. Szkoda, że stał się zapomniany, bo dla mnie "Wędrowałam z zombie" to pozycja dużo atrakcyjniejsza, aniżeli 3/4 filmów i seriali na platformie zwanej Netflixem. 8+/10
@Chemas Dla mnie jeden z najlepszych filmów z Kurtem Russellem.
Świetny. Książkowy wzór dobrego thrillera.
Raczej standardowe kino bez rewelacji – niestety.
Proszę czekać…