Dawid Burdelak

@dawidek98

Aktywność

Miodowe lata (1998 - 2003)

@YanYool99 Masz rację. Dla mnie też to nie jest zbyt dobry polski serial. O niebo lepsze są według mnie "Czterdziestolatek", "Zmiennicy" i "Alternatywy".

Miodowe lata (1998 - 2003)

@Sweet_Foxy No i nigdy też bym nie nazwał go wybitnym polskim serialem. Wybitne to dla mnie są "Czterej pancerni i pies", "Stawka większa niż życie", "Janosik" i tym podobne seriale z PRL-u.

Szogun (1980)

Epicki, legendarny, fenomenalny i artystyczny serial o XVII-wiecznej Japonii wyreżyserowany przez Jerry’ego Londona, który to jeszcze za życia postawił sobie pomnik, kręcąc to dzieło sztuki. Idealny dobór aktorów do głównych ról: Richard Chamberlain jako John Blackthorne, Anglik przypływający na statku do brzegu Japonii, Toshiro Mifune (doskonale znany ze współpracy z legendarnym reżyserem, Akira Kurosawa) jako Toranaga – wódz, z którym najpierw wchodzą sobie obaj mężczyźni w drogę, aż w końcu stwierdzą, że szkoda życia na ciągłe wojny, walki, a zarazem nienawiść, no i Yoko Shimada jako Mariko – ukochana głównego bohatera, która to nie popełnia seppuku, ale niestety umiera od ataku ninja na pagodę, kiedy to wszystko wokół płonie żywcem. Przeżywałem bardzo mocno śmierć Mariko i zastanawiałem się, jak John Blackthorne sobie poradzi bez niej w swoim życiu. Zasłużony deszcz nagród, przede wszystkim trzy razy Emmy (za najlepszy miniserial, najlepszą czołówkę z mieczem i widokami na zabytki japońskie, no i przede wszystkim za kostiumy genialnie uszyte przez Shina Nishidę) i również trzy razy Złoty Glob (za najlepszy serial dramatyczny, najlepszą aktorkę i najlepszego aktora). W pamięci przede wszystkim mi utkwi też scena trzęsienia ziemi z ósmego bodajże odcinka, kiedy to wszyscy główni bohaterowie próbują się nawzajem ratować. W "Szogunie" kreuje postać kapitana Ferreiry aktor polskiego pochodzenia, Władysław Sheybal. Muszę przyznać, że swoją rolę odegrał bardzo dobrze. W tym serialu dosłownie wszyscy ludzie grający przeznaczone dla siebie role odgrywają kapitalną robotę, która imponuje nawet po ponad 40 latach od premiery. Uważam, że przyszłe pokolenia powinny się zapoznać z "Szogunem", bo nigdy nie wiadomo, czy Twój przyjaciel czasem nie chce wyrządzić Ci mniejszej lub większej krzywdy. Jednym z najpiękniejszych, trzymających w napięciu momentów, a zarazem łapiących za serce momentów jest list miłosny Mariko do Johna Blackthorne’a (w której to możemy usłyszeć głos zza kadru), żeby główna postać ułożyła sobie życie, nie chciała toczyć z nikim wojen, że Mariko musiała zginąć, by ocalić jego życie, że chrześcijańska dusza modli się wręcz o to, żeby spotkali się razem w niebie i byli ze sobą razem na zawsze, a zarazem japońska dusza życzy jej właśnie, żeby żył wiecznie, uczciwie, bo tego wymaga wiara Mariko i dobro kościoła, lecz to właśnie przez nią ze statku zostały zgliszcza, które mogliśmy zobaczyć w scenie ostatniego odcinka wieńczącego ten niezapomniany serial. Zginęła po to, by ją ocalić. Z ogromnym smutkiem patrzyłem na scenę pogrzebu, kiedy to jej druga połówka z zabandażowanymi oczami (na szczęście, muszę dodać) obserwowała cały obrzęd pogrzebowy. Ale statek i tak czekałby prędzej czy później marny koniec/totalne zniszczenie. Uważam, że filmy Akiry Kurosawy i serial "Szogun" idealnie, a zarazem wzorcowo pokazują kulturę japońską, samurajów, by móc konkurować ze sobą o szogunat. Polecam serdecznie każdemu, kto chce obejrzeć porządny serial, a nie Netflixowe badziewie poprawne politycznie. 10+/10

Milioner (1977)

Świetne. Idealny obraz nietolerancyjnej i zawistnej społeczności. Na szczęście kończy się happy endem – szkoda, że tylko na filmie.

Szybcy i martwi (1995)

Powodem, dlaczego zdecydowałem się na seans była obecność samej śmietanki aktorek i aktorów Hollywoodu. Szkoda, że Sharon Stone nie strzelała coltem będąc całkiem nago, ale cóż. Nie można mieć wszystkiego.

Wschodzące słońce (1993)

Mocna obsada. Niezłe zestawienie – dostojny Sean Connery i wojowniczy Wesley Snipes.

Dzika rzeka (1994)

Dobry film. Zwłaszcza Kevin Bacon.

Fanny i Aleksander (1982)

@tfilippo Ja oglądałem film w wersji 5,5-godzinnej.

Dziesięcioro przykazań (1956)

Rewelacyjne kino, które miałem przyjemność obejrzeć w marcu 2022 roku z babcią (mamą mojej mamy konkretnie) i bardzo nam się od razu spodobał. Na największe uznanie zasługują fenomenalna kreacja Charltona Hestona (który to trzy lata później jeszcze raz pokaże swój aktorski pazur jako Ben Hur) i efekty specjalne, które zasłużenie dostały wówczas Oscara. Do dziś scena rozstąpienia się nieba i lądu robi ogromne wrażenie, jak to nadzwyczaj realistycznie zostało zrobione. Yul Brynner jako faraon Ramzes czy Anne Baxter jako Nefretiti wypadli bardzo dobrze. Wielka szkoda, że dzisiaj takich produkcji jak ta się wcale nie robi. Polecam każdemu, nawet niewierzącemu. 9/10

Horror Draculi (1958)

Bardzo dobry horror z legendarną kreacją Christophera Lee, który to wręcz idealnie się nadawał na odtwórcę hrabiego Draculi. Kiedy trzeba, jest straszny i pokazuje swoje prawdziwe oblicze przed gośćmi zamku, kąsając ich w szyję. Niekiedy aż się bałem, czy coś z trumny lub z którejś strony nie wyskoczy wampir – ale na szczęście nic takiego się nie wydarzyło. No, poza jednym momentem. Muzyka idealnie dopasowana do sytuacji, a Peter Cushing jako doktor Van Helsing wypadł znakomicie i brawurowo zarazem. Jeden z horrorów doprawdy godnych polecenia, który subtelnie straszy, a nie jumpscare’ami, jak to ma miejsce w bardzo wielu współczesnych filmach, które są do bani i moja niechęć do nich nie słabnie. 8/10

Proszę czekać…