przesadzasz…
beznikowy – widziałeś już może ten film? Warto sie na niego wybrać? Dla mnie fabuła póki co zapowiada sie niespecjalnie interesująco i ciekawa jestem opinii na temat tego obrazu. Pozytywne opinie to póki co słyszałam wyłącznie nastolatek zakochanych w głównym bohaterze lub zafascynowanych "mroczną miłością" i ciekaw mnie zdanie innych osób
Co do zwiastunów – średnie…
Wg mnie to też nie jest jakaś specjalnie udana produkcja. Może nie był to najgorszy gniot, bo widziałam gorsze, ale widziałam też wiele lepszych filmów, również z tego gatunku. Nie przekonał mnie przede wszystkim pomysł, i bliższa jestem opinii majaka niż jakiejkolwiek pozytywnej
Podobnie oceniam ten film. Nie spodziewałam się zbyt wiele, a jest całkiem przyzwoity. Dodałabym jeszcze iż, jak na współczesny horror ma nie najgorszy klimat.
Co do różnic – w tym z pewnością się z Tobą zgodzę:) Tymczasem życzę miłej nocy, bo niestety czeka mnie jutro pracowity dzień i pomału zmierzam w stronę wyrka
Wiem wiem, wszyscy mi to tutaj w tym temacie wytykają;) Zamiast pisać na forum wrócę lepiej do lektury książki traktującej o horrorze filmowym, bo nie ma co dyskutować z maluczkimi;)
Różne punkty widzenia rozumiem. Nie potrafię jedynie pojąć, o jakież to prawa chodzi tym widzom filmów komercyjnych. Bo przecież jakby byli znawcami czy miłośnikami to poszliby na kulturoznawstwo, albo choć zgłębiali wiedzę w tym temacie. A nie oglądali samych filmów komercyjnych. Zaczynamy się powtarzać, a to chyba znak, że pora kończyć dyskusję;)
Nie mam nic do gołych tyłków;) To żeby było jasne. Nie oburza mnie temat seksu, a Marii Peszek za nową płytę tez z krzyżem nie gonie, wręcz odwrotnie,. Tyle, że o ta tematu trzeba umieć mówić, czy tez trzeba je umieć pokazywać, a niestety jest to nader rzadki talent. I mimo Twoich argumentów, dla mnie filmu pokazujące wyłącznie tyłki, w których świński dowcip goni przekleństwa, to żadna wartość. lepiej już chyba jakiś ostrzejszy erotyk, jeśli ktoś ma na taki temat ochotę. A proszę bardzo;)
Co do skrajności – fakt może to skrajność, ale poparta dowodami z rzeczywistości w postaci takich osobników.
Darth Artur – nie bronie nikomu lubienia wyłącznie kina łatwego i przyjemnego (zaczynam się powtarzać). Moja wiedza nie jest jakaś ogromna, ale staram się ją poszerzać. Kino to jest to co lubię i zawsze lubiłam, oglądam różne filmy, czytam jakieś tam książki poświęcone temu tematowi. I co? Zaraz jestem przemądrzała, bo mam zainteresowania, bo stwierdzam, że znam się na tym temacie ciut lepiej niż większość??
Bo się gorzej zna.
Sorki ale nie rozumie m pytania. Przecież ktoś kto ogląda same amerykańskie nowości po pierwsze nie zna filmów, które wcześniej (a historia kina ma ponad 100 lat!!!), po drugie zna tylko produkcje jednego nurtu – amerykańskich superprodukcji. I nie zna się na niczym więcej. Więc co za znawca, skoro zna się tylko na maluteńkim wycinku???
Ha, a co dopiero, żeby po jakąś książkę sięgnąć traktującą o filmie? To chyba dobre tylko dla studentów kulturoznawstwa, bo przecież normalni widzowie znają tylko recki z netu (o ile znają)
A tu się z Tobą zgodzę, bo mam wielu znajomych, którzy filmem sie nie interesują. Tylko wiesz co – oni nie uważają się za jakiś znawców, czy miłośników kina, których praw należy bronić. Nie próbują mi wmawiać, że amerykańskie papki są najlepsze na świecie i że to oni się znają, a inni nie. I że prawdziwe kino to amerykańskie hity.
Otwarta na rożne punkty widzenia jestem, różne nie znaczy wszystkie. Jeden punkt widzenia opisany przez mnie nigdy nie będzie dla mnie zrozumiały. Może fakt, mimo mojej inteligencji jestem "głupia" (czy jak to ładnie nazwałeś zadufana) ale wybacz wiecznego ćpania i gadania pierdół, chlania piwka z kolegami, oglądania dup w kinie i słuchania prymitywnych dowcipów nie chcę nawet zrozumieć. I nie muszę. Bo czyżbym jako mądrzejsza musiała każdą głupotę na świecie rozumieć i być takie coś otwarta, bo to jest "inny punkt widzenia"? Nie sądzę…
A przypadki o których piszę, może są skrajne ale niestety nie są rzadkie… Zastanawia mnie jeszcze jedno – skąd u Ciebie ta pewność, że taki właśnie przypadek zmądrzeje, wytrzeźwieje i przyzna, że gadał głupoty? Bo ja znam ludzi z natury głupich, którzy nigdy nie mądrzeją i niezależnie od tego czy w danym momencie są na dragach czy nie, zawsze tak samo bełkoczą. Bywa, że mają rodziny, dzieci a i tak pod kopułką puściutko. Dragi kiedyś były teraz nie ma (albo są rzadko), mimo tego mądrości nie przybywa. Nadal w wieku lat 30 oglądają gnioty, gołe tyłki i śmieją się przy browarze z debilnych dowcipów. Zupełnie jak kolesie z tych super-amerykańskich produkcji tylko 15 lat później. Mózgi te same, tylko licznik inny. Może to jest wzór "oświeconego" widza?
Proszę czekać…