Jak Coulson zmartwychwstał po przebiciu na wylot? Bo nie wiem czy brać się za serial który już od początku robi ze mnie idiotę, pewnie na końcu Clark Gregg zostanie drwalem w Kanadzie a ja zmarnuje czas na ileś tam sezonów :)
Po finale Dextera jestem już pewien, że "Geneza Planety Małp" była filmem proroczym. Skoro szympansy piszą scenariusze, to mogą też spróbować przejąć władzę nad światem :) To jest po prostu serial pisany przez idiotów którzy myślą, że widzowie są idiotami. Szkoda gadać, jeden z najbardziej żenujących i sztampowych finałów jakie znam. Dobrze, że ta żenada już się skończyła.
5/10 – Część 2 to najsłabszy film Wana. W Cinema City do biletu dodają odświeżacz powietrza do zawieszenia w samochodzie, na szczęście Insidious 2 nie jest aż tak nieświeży, ale czuć jednak pewną wtórność w zastosowanych trikach. Nie dziwię się, że reżyser ogłosił niedawno emeryturę na polu kina grozy, widocznie powiedział już wszystko co miał do powiedzenia.
Po dość naiwnym wprowadzeniu, będącym pomostem pomiędzy częściami, następuje bardzo bezpośrednia kontynuacja, twórcom czasem uda się oryginalnie rozwinąć fabułę oryginału, ale kilka chwil później popadają w okropne klisze.
SPOILER
Na przykład okazuje się, że jednym z duchów przeszkadzających rodzinie w jedynce był sam Patrick Wilson, jest to całkiem oryginalny pomysł przywodzący nieco na myśl Powrót do przyszłości 2. Niestety zaraz potem na scenę wchodzi król schematów czyli morderca wypaczony przez matkę.
KONIEC SPOILERA
Patrick Wilson ma tutaj zdecydowanie więcej do zagrania, niestety więcej jest też znanych z jedynki pogromców duchów, o ile wtedy byli oni dziwnym akcentem zmierzającym w stronę pastiszu, tak tutaj mają oni typowo komediowe gagi, których zadaniem jest rozluźnienie publiczności. Za mało w tym talentu aktorskiego, za dużo błazenady. Po tym razem niestrawnej ilości prostackiego "buuuu!!!" film zmierza do wyraźnie doczepionego i niezbyt jasnego zakończenia otwierającego furtkę do trzeciej części. Zakończenia które jest przetworzeniem oryginalnego finału i zarazem świetnym podsumowaniem całego filmu. Jest niby podobne, a jednak dużo słabsze.
Nie wiem do końca jak ma wyglądać głosowanie w tym roku według nowych zasad. Jeśli tak, że Akademicy zostaną zasypani 60 DVD Scr kandydatów zagranicznych to Wałęsa ma dość duże szanse.
W takim wypadku członkowie Akademii spośród tej kupki płyt wybiorą sobie filmy znanych nazwisk lub też poruszające ciekawą tematykę. Kto obejrzy zagraniczne dramaty, gdy na drugiej kupce płyt będzie miał nowego Clooneya, Payne’a czy Reitmana? :)
Jeśli jednak w pierwszym etapie nadal głosować będą ci którzy podpiszą listę obecności na pokazie dla Akademii, to Wałęsa przepadnie z kretesem. Bo zakładam, że będą to ludzie naprawdę zainteresowani kinem zagranicznym, a Wałęsa jest co najwyżej poprawny.
Poza tym nigdy nic nie wiadomo, mówimy o ludziach którzy 3 lata temu uznali Blind Side za jeden z najlepszych filmów roku :)
Słuszny wybór, zwłaszcza, że od tego roku w tej kategorii mogą głosować wszyscy Akademicy, a nie tylko ci którzy byli obecni na specjalnych pokazach. Tak więc, znowu wróci tutaj magia nazwiska i tematyki. W końcu startuje się w konkursie aby go wygrać.
A to, że film zapowiada się naprawdę słabo jest inną kwestią.
Jakby co wygodny smoking już przetestowany, a pseudonim artystyczny gotowy :)
https://www.youtube.com/watch?v=8xLo3o4kkno
A co tam kontynuować?
9/10 – Świetna komedia, ale chyba tylko dla wtajemniczonych. Miałem wrażenie, że jestem w grupie przyjaciół która opowiada mi dowcipy które równie dobrze znam co uwielbiam.
SPOILERY
Plusy:
+ żarty bywają oczywiście lepsze lub gorsze, ale sam scenariusz oceniam bardzo wysoko. Rogen i Goldberg potrafią celnie zdefiniować postać w krótkich humorystycznych scenkach (przykładowo pierwsze wejście McBride’a czy też Jonah Hill i jego 'Dear God, I'm Jonah Hill…from Moneyball). Potrafią też być cudownie obrazoburczy, ale robią to z urokiem, nikogo przy tym nie obrażając, no chyba, że samych siebie. Szczególnie chodzi mi o świetny, krótki moment w którym Seth Rogen odpala jointa od aureoli.
+ mnóstwo autoironicznych mrugnięć okiem, rozwalił mnie choćby Jason Segel jadący po poziomie ostatnich sezonów "Jak poznałem waszą matkę".
+ zastanawiałem się kogo wyróżnić ze znajdującej się na równym poziomie obsady. Padło na Danny’ego McBride’a którego lubię najmniej z całej paczki. Świetny monolog przy stole, świetne wejście, dobra kłótnia z Franco o masturbacji, efektowny koniec.
+ zaskakująco dobre efekty specjalne, ktoś naprawdę włożył w nie sporo serca, a przecież nie musiał, bo to tylko komedia a nie superprodukcja za 200 mln$.
+ to co zrobili z bardzo nielubianym przeze mnie Channingiem Tatumem. W sumie gość ma hektolitry dystansu do siebie.
+ kręcenie zwiastuna Pineapple Express 2!
Minusy:
- drętwa Emma Watson
- kompletnie niewykorzystany Paul Rudd, czy nie można było dać go Segelowi zamiast Kevina Harta? Panowie świetnie rozumieją się na ekranie (I Love You Man).
O tym chłopaku jest ostatnio bardzo cicho, więc miał do wyboru pokazać siurka albo scenariusz Supermana :)
Ej ale Ralphowi dajcie spokój, świetna animacja :) A w trakcie montażu wpadek z planu na napisach końcowych Millerów, pada stwierdzenie, że nie są oscarowymi aktorami. Chyba sami się wycofali a Akademia staje teraz przed bardzo trudnym wyborem :)
Proszę czekać…