Nie krzycz caps lockiem bo jeszcze spadnę z mojej bieżni treningowej :) Przez tą awarię komentarzy umarła nasza dyskusja. Szkoda, bo byłoby co komentować, oj było…
Film o wyścigach samochodowych. Na pierwszych dwóch zdjęciach 4 gęby i żadnego samochodu. Nie ma to jak udanie zacząć promocję :)
8/10. W pełni popieram i chyba nie mam zbyt wiele do dodania, zmiażdżyła mnie scena z Biaggio zachowującym się jak surykatka. Scenariusz był na "czarnej liście" w 2009 roku, to widać, słychać i czuć.
Tak myślałem, ale spróbowałem jakby co :) Teraz Vince rzucił się w taki szał grania w byle czym, że chyba nie prędko wróci do telewizji. Był projekt serialu policyjnego dla którejś kablówki z nim i jego kumplem Ethanem Hawkiem, ale raczej upadł. Zwłaszcza, że Hawke jest znowu na topie.
Spędził 10 lat w takim serialu :)
http://fdb.pl/film/24343-prawo-i-porzadek-zbrodniczy-zamiar
Ale szczerze mówiąc obejrzałem tylko parę odcinków bo taki procedural to nie moja bajka. Jakby ktoś chciał, polecam odnaleźć odcinek w którym Neil Patrick Harris gra psychopatycznego mordercę kobiet, robi niesamowite wrażenie po How I Met Your Mother :)
Muszę sprostować, bo Jason nie jest nawet w pierwszej dziesiątce, a Stathamami mierzę tylko filmy ze Stathamem :D Tak tylko jakoś wychodzi, że często go oglądam.
A skoro temat został poruszony, to myślałem, że połowa polskich forów filmowych już wie, że tym ulubionym był i na zawsze pozostanie Bruce Campbell. Ale czasem, gdy pytanie zada nieuświadomiona panna dla której "Pamiętnik" Cassavetesa jest najlepszym filmem w historii kina, trzeba dokonać trudnego wyboru.
Pogrążyć się w tłumaczeniach, że jest taki aktor walczący z maszkarami w horrorach klasy B, albo przyznać pierwszeństwo zdobywcy wiecznego drugiego miejsca. Wtedy nadchodzi 5 minut dla kunsztu Edwarda Nortona :)
Nigdy nie zastanawiałem się kto jest na 3 miejscu, może Simon Pegg, może Seth Rogen, może Vincent D’Onofrio.
Zgoglowałem sobie i przyznaję rację :)
Za to dodało do słownika pojęcie "człowiek z nadziei" :)
Żadne tortury nie zmuszą mnie do napisania pozytywnego słowa o tym czymś. Facet w gumie z sado-maso pornola.
4/10 – Nawet bez problemów produkcyjnych ten film zostałby zesłany prosto na DVD. Ma fatalne dialogi, cierpi na brak tempa, a widoczne znikome zaangażowanie aktorów przekłada się na znikome zaangażowanie widza. Całość zostawia posmak pilota przeciętnego serialu SF, a wrażenia beznadziei dopełnia okropny montaż.
Postawiłbym niższą ocenę gdyby nie naprawdę wzruszające (mnie) i zaskakujące (mnie) zakończenie. Oczywiście ono też jest spartaczone pod względem reżyserii, montażu i scenariusza, ale aż szkoda, że nie kończy lepszego filmu… Oprócz niego w głowie zostanie mi chyba tylko cameo Arnolda Vosloo, maksymalnie dalekie od utrwalonego wizerunku tego aktora.
Proszę czekać…