Ależ ja mam słabość do tego typu kina, wystarczy zagrać mi parę melodyjnych piosenek dobranych do danej sceny, stworzyć Samowi Rockwellowi dobrą atmosferę na planie i opowiedzieć o wychodzeniu ze skorupy, dojrzewaniu oraz nabieraniu przekonania o własnej wartości. Dodatkowo przekonać, że wspomniane procesy są możliwe w każdym wieku i okrasić to wszystko piękną, ostatnią sceną.
Ależ ja jestem łatwy :) 8/10
4/10 – To niewiarygodne jak bardzo fatalnym aktorem jest Channing Tatum, właściwie nie powinno się w ogóle nazywać aktorem, bo nie potrafi wykrzesać z siebie ani jednej miny, emocji czy intonacji. Przy nim Steven Seagal to aktor szekspirowski, prawdziwy Marlon Brando naszych czasów.
To Tatum położył ten film, drugi plan jest solidnie obsadzony i ma coś do zagrania, ale wygląda na to, że pozbawiony był większego zaangażowania. Tyczy się to zarówno grającego jakąś wyidealizowaną wersję Obamy, Jamiego Foxxa, jak i Maggie Gylenhaal, Jamesa Woodsa czy Richarda Jenkinsa. Nie pomaga tez reżyseria i scenariusz, pozbawione polotu, finezji, zachowawcze i popadające w schematy. Emmerich prawdopodobnie wyrwany ze świata praktycznych modeli i przeniesiony do pełnego CGI utracił już nawet talent do inscenizowania scen akcji, pozostały mu tylko typowe "emmerchizmy" które niektórzy nazywają luźnym podejściem do tematu.
PS. W jednej ze scen dowiadujemy się, że wśród zamachowców jest "prawicowy socjopata" i "zwolennik internetowego piractwa". Normalnie najczarniejsi z czarnych charakterów :)
Bardzo dobra decyzja. Teraz czas na naprawienie forum, bo niesamowicie irytuje mnie brak podbijania komentarzy.
Przynajmniej film jest szczery tak jak zwiastun. Już w pierwszych 3 minutach jest mowa o ślepych i (prawdopodobnie) pozbawionych węchu i słuchu kosmitach wyczuwających jedynie ludzki strach, którzy są doskonałą, podbijającą planety bronią biologiczną.
I o jedynym człowieku który się ich nie bał, przez co mógł ich znienacka pokonywać…
Szczerze? Ani to chwytające za serce, ani szczególnie humorystyczne, ani też nie wznosi się na wyżyny jako dramat. Nie sprawdza się też jako mieszanka wszystkich 3 elementów i sądzę, że skończy jak tamta clooneyowska komedyjka o baseballu.
Jak zwykle celnie rozprawili się z tym przeraźliwie nudnym filmidłem.
Udo Kier dochodzi zdecydowanie najzabawniej.
No recenzje ma jak na razie bardzo słabe, i to pomimo podobno ciepłego przyjęcia przez publiczność premierowego pokazu na Festiwalu Którego Nazwy Zapomniałem.
5/10 – Dwóch czterdziestolatków traci bezpieczną i stabilną pracę przedstawicieli handlowych firmy produkującej zegarki i wskutek bardzo wygodnego dla scenarzystów splotu wydarzeń zostaje stażystami w młodym zespole Google. Dobry pomysł wyjściowy, ale zamiast gejzeru humoru wynikającego z konfliktu pokoleń i nieznajomości współczesnej technologii mamy jedynie strumyczek dowcipu wynikający z lekkiego otarcia, bo i panowie wyluzowani, młodzież sympatyczna, a Owen Wilson szybko "uczy się komputera". Przydługie i nijakie, chociaż w miare dobrze zagrane.
5/10 – Męczący seans. Fatalne aktorstwo na czele ze słabiutkimi rolami Idrisa Elby, Charliego Daya i Rona Perlmana, idzie w parze z miejscami fatalnymi dialogami które mogą powodować krwawienie z nosa i uszu. Postacie dokonują tutaj dialogów informacyjnych, pseudo śmiesznych lub motywujących co chwilami sprawia wrażenie oglądania wizualnie dopieszczonego przerywnika w grze komputerowej.
Potyczki między robotami a potworami są…potwornie jednostajne, w większości to beznamiętne naparzanie się zakończone użyciem przez robota jakiegoś gadżetu (składany miecz czy działko) którego nie wiedzieć czemu nie mógł użyć wcześniej. Dodatkowo, dość mało tutaj interakcji z otoczeniem, wprawdzie wieżowcom zdarza się potłuc a samochodom pogiąć, ale nie czułem obecności dwóch wielkich bydlaków w środku cywilizowanego świata, tak jak czułem ją choćby przy efektach specjalnych w "Man of Steel’ czy "Transformers". Poza tym zamknięcie aktorów w puszkach którymi sterują zmniejsza dramaturgię, oddziela postacie od akcji, a ciężko mi przejmować się dwiema CGI kukiełkami.
Proszę czekać…