5/10 – Ani Jason, ani też Agata nie przynieśli sobie wstydu, oboje zagrali przyzwoicie. Szkoda, że film nie angażuje jako dramat, ani też nie emocjonuje jako sensacja. Jednak warstwa dramatyczna wypadła nieco lepiej, głównie przez ledwie szczątkowe zarysowanie postaci czarnego charakteru. To najambitniejszy film sympatycznego łysola od czasu "Angielskiej roboty", jednak coś nie do końca wyszło i "Koliber" nie dorównuje poziomem tamtemu tytułowi.
Moja krzywa entuzjazmu opada. Co zabawne, największy spadek zaliczyła po zobaczeniu zwiastuna w kinie.
Dziwne są losy tego filmu, tu festiwal, tam kino, tu premiera DVD (DVD Rip już dawno hula po sieci), wszędzie jest przyjmowany bez większego entuzjazmu. Chyba De Palmie znowu się nie udało.
Mogli to osadzić w świecie przyszłości w którym emeryci muszą walczyć co miesiąc na ringu o zasiłek :) Boję się, że w końcu Stallone przekroczy granicę śmieszności.
A jednak istnieje stary, kultowy film w którym zombie biegają. Jednak dla mnie okazał się strasznym zawodem, po bardzo długim wprowadzeniu do czegoś o czym wiadomo już po tytule, następuje…no właśnie, niewiele. Niewiele gagów, czarnego humoru, niewiele absurdalnego gore, i tylko przerysowana gra aktorska przypomina, że mamy do czynienia z horrorem komediowym. W sumie z całego filmu najbardziej podobała mi się kukiełka połowy kobiety zombie przywiązanej do stołu.
5/10
Taki mały żarcik, niestety nie mojego autorstwa :)

SPOILER
Adams oczywiście wie, Fisburne się domyśla lub domyśli bo jest ogarnięty. A reszta? Superman nie wchodził w wiele interakcji z resztą bohaterów, widzieli go tylko wojskowi a najlepiej postać Christophera Meloniego która nie dotrwała do napisów końcowych. Nikt nie zrobił mu wyraźnego zdjęcia, chyba nikt z cywilów z nim nie rozmawiał, jestem w stanie przymknąć na to oko, głównie dzięki jednej rzeczy. Lois Lane wie.
8/10 – Bardzo dobra superprodukcja.
Plusy:
+ śmiertelnie poważna konwencja
+ pomysł na konstrukcję filmu, retrospekcje i przeplatanie dwóch skrajności, prostych, nastawionych na wzruszenie scenek dramatycznych z wyolbrzymioną do granic możliwości rozpierduchą
+ wyolbrzymiona do granic możliwości rozpierducha, to po prostu trzeba zobaczyć aby uwierzyć, widać każdego centa z 225 mln$ budżetu
+ solidne role całej obsady, nikt się nie wyróżnia, bo i pisanina Goyera tradycyjnie na to nie pozwala, ale po prostu widać "oscarową ekipę". Crowe aż tryska charyzmą, nawet robiąc za "drogowskaz"
+ brak jakichś wyjątkowo żenujących scen, jedna będzie w minusach
+ każda postać ma bardzo logiczne motywacje, żadna nie jest idiotą i nawet trzecioplanowy Fishburne ma w sobie trochę życia
+ wiele klimatycznych scen, moją ulubioną jest "You Are Not Alone", nieco zepsute przez przyziemne gadanie o czytniku RSS (zabawne, że Google zrobił twórcom psikusa i niedługo likwiduje usługę)
+ wreszcie Cavill, zasługuje na oddzielny plus jako aktor który przy skromnych środkach scenariuszowych i być może aktorskich wyszedł obronną ręką ze starcia z popkulturową legendą
+ świetna muzyka, szczególnie przewijający się motyw nieodparcie kojarzący mi się z Twin Peaks. No i Chris Cornell bez Timbalandu jest zawsze na plusie
Minusy:
- być może niektórym scenom można było pozwolić wybrzmieć lepiej, mocniej i dłużej, miałem miejscami wrażenie, że film mimo ponad dwóch godzin, pędzi na złamanie karku
- wiadoma scena śmierci, założenia dobre, ale można było to rozegrać odrobinę inaczej
"Krzyk" w jednym zdaniu z "Paranormal Activity". Poczułem się rozerwany niczym Andrew Robinson w pewnym świetnym horrorze…
Proszę czekać…