7/10 – Znacznie lepszy od odcinka pierwszego. Mimo, że postać Martina Shorta jak na razie pojawia się na najgorszym blue screenie XXI wieku to wydaje się mieć potencjał na przyszłość. Do tego wreszcie mamy jakąś akcję (dwu minutowa taneczna zapchajdziura w poprzednim odcinku to jedna z największych katastrof w historii serialu) a Barney odzyskał dawną błyskotliwość (nawiązanie do "Czarnego Łabędzia" Aronofsky’ego było świetne). Może serial odzyska werwę.
4/10 – Wianuszek znanych aktorów w filmie SF klasy B, choć trzeba przyznać, że Michael Madsen jest właściwą osobą na właściwym miejscu i on jako jedyny wychodzi z tego filmu z twarzą. Wstydu nie narobił sobie jeszcze Molina, za to Helgenberger i Whitaker są miejscami tak koszmarnie źli, że widzowi pozostaje tylko zgrzytanie zębów. O Benie "wstydzę się, ale trzeba spłacić kredyt" Kingsleyu zapomniałem już podczas napisów końcowych.
Na przykładzie tego filmu widać jak bardzo starzeje się grafika komputerowa, Natasha Hendstridge stara się wynagrodzić techniczne niedostatki posągową urodą, jednak swoją grą zasługuje na dyplom z wyróżnieniem ze Szkoły Aktorstwa imienia Arnolda Schwarzeneggera.
Jako ciekawostkę można potraktować bolesne (dosłownie) aktorskie początki Michelle Williams.
6/10 – Ocena trochę naciągana, bo odcinek jest bardzo przeciętny. Serial kontynuuje zadyszkę jaką złapał od jakichś 2-3 sezonów, brakuje świeżości jak i błyskotliwości. Najbardziej boli to, że z Barneya, kreatywnego podrywacza i notorycznego oszusta zrobiono idiotę w sprawach damsko-męskich (wampir który wynalazł Facebooka? Naprawdę Barney wymyśliłby coś tak żałosnego?).
Na plus scena z Barneyem, Robin i telefonem oraz jak zwykle Jason Segel który nawet nie musi się zbytnio wysilać jako Marshall i właściwie od dłuższego czasu widać, że zbytnio się nie wysila. Przynajmniej jego postać jeszcze nie kręci się w kółko tak jak Barney i Robin na których wyraźnie brakuje już pomysłów.
Serial tonie. Tonie w morzu przeciętności i setek podobnych sitcomów. Pierwszy odcinek 7 sezonu nie zapowiada poprawy.
To tak przy okazji napiszę, że niedawno projekt 5 części zmartwychwstał i nawet zatrudniono scenarzystów.
To dlaczego sam wystawiłeś ocenę? Walczysz ze schizofrenią czy co?
Bruce ma dużą rolę? Warto wspomnieć, że to chyba pierwszy w historii film z Willisem skierowany od razu na DVD i to mimo 22 mln$ budżetu (choć i tak jego gaża za Die Hard 4 wynosiła więcej niż ten budżet), więc to też dużo mówi o poziomie tego dzieła.
RE-WE-LA-CJA!
Część analityków przepowiadała, że to jeden z oscarowych faworytów. Jednak zwiastun pokazuje miły, świąteczny film familijny ku pokrzepieniu serc.
Podobno na TVN-ie leci jako W jak Wendeta. Zarówno "W" jak i "Z" to kompletny absurd skoro w filmie cały czas pojawia się znak "V".
Mimo wszystko zrobię małe zestawienie
1. Requiem dla snu 10/10
2. Czarny łabędź 10/10
3. Zapaśnik 9/10
4. Pi 9/10
5. Źródło 8/10
Czyli wszystkie obrazy oceniam bardzo wysoko, nigdy chyba nie przeboleję braku RoboCopa w jego wykonaniu. Gdy tylko połączę sobie w myślach oryginał Verhoevena z tym co działo się z głównymi bohaterami w Requiem, Łabędziu czy Pi… To mógł być jeden z moich ulubionych filmów.
Proszę czekać…