Aktywność

To tylko seks (2011)

Jason Segel :) Mam tak, że już gdy go widzę to chce mi się śmiać, do tego ten film który oglądali był strasznie tandetny.

To tylko seks (2011)

100 tysięcy razy lepszy i lepiej zagrany od "Sex Story", do tego z o wiele sympatyczniejszymi bohaterami, Woody rzeczywiście jest świetny a Jenkins nieco uszlachetnia ten film. Oczywiście fabuła prowadzi z wiadomego punktu A do wiadomego punktu B ale ogląda się to bardzo przyjemnie.

7/10

A no i bardzo fajne cameo pewnego serialowego prawnika :)

Ed Wood (1994)

Uwielbiam ten epizod Vincenta, w tej scenie Depp może tylko siedzieć i patrzeć się z rozdziawioną buzią na grę mistrza. Szkoda, że Burton kazał zdubbingować D’Onofrio.

O północy w Paryżu (2011)

Jako wielki fan Martwego zła 1,2 i 3 również zamierzam zmierzyć się z tym dziełem! Z filmów Allena które widziałem Woody jak na razie wygrywa 3:0 :) A tak na poważnie to nie ma co uogólniać.

Thor (2011)

+ dobry, sympatyczny Hemsworth który jest prawdziwym twardzielem trochę nawet w stylu twardzieli lat 80-tych. Miła odmiana w czasach w których Taylor Lautner próbuje zostać gwiazdą kina akcji
+ urocza Natalie Portman, np jej minka tuż przed pierwszym lotem z Thorem to mistrzostwo świata, jak już wspomniano naprawdę czuć chemię między dwójką aktorów
+ tzw comic relief czyli Kat Dennings i cała drużyna Thora na czele z Rayem Stevensonem która w pełni wykonuje swoje komediowe zadanie
+ ogólna luzacko-komediowa atmosfera tego solidnie zagranego filmu, jednak czuć, że za kamerą stoi Kenneth Brannagh a nie etatowy wyrobnik
+ wszędzie pochwały zbiera Hiddleston a ja na przekór pochwalę Colma Feore w roli przywódcy Lodowych Olbrzymów, dostojna rola, idealny odpowiednik Hopkinsa po drugiej stronie konfliktu. Oczywiście Loki też był niezły

- fatalny Asgard, wiem, że to miało być bosko-kiczowate no ale niestety jest też graficznie wykonane bardzo słabo
- podobnie słabe kostiumy z podobnym założeniem, no ale bez przesady, czekałem tylko aż Joxer wyskoczy zza krzaka. Zdjęcia promocyjne nie kłamały
- bardzo przeciętne efekty specjalne, dość chaotyczne wybuchy
- chaos podczas scen walki, widać, że nie jest to mocna strona Brannagha

Paradoksalnie więc w letniej superprodukcji za 150 mln$ najsłabiej wypada strona techniczna, trochę z winy reżysera a trochę przez ekipę, za to najlepiej wygląda obsada. Widać już taka jest specyfika dawania Brannaghowi olbrzymiego budżetu. Mimo wszystko dam naciągane 8/10 bo bawiłem się bardzo dobrze a film raczej nie jest słabszy od Kapitana Ameryki choć za dużo w nim mniej lub bardziej zamierzonego kiczu.

Zdjęcia z planu nowego Wielkiego Gatsby'ego

Proszę, powiedzcie mi, że Maguire nie ma tam fryzury ze Spider-Mana 3…

Podwójne życie (2011)

Zgadzam się, do tego przepadł w amerykańskich kinach. Może źle się wyraziłem, bardziej chodziło mi o to, że dziennikarze od Złotych Globów uwielbiają robić szum wokół swojej gali. Może więc znowu dojdzie do niespodzianki, za to tym razem pozytywnej a nie takiej jak w przypadku Turysty. A pod "oscarowym zainteresowaniem" miałem na myśli rolę na poziomie pretendującym do filmowych nagród.

Podwójne życie (2011)

7/10

Rola Mela Gibsona w The Beaver jak najbardziej zasługuje na oscarowe zainteresowanie. Mad Max świetnie ukazuje portret człowieka pogrążającego się w chorobie psychicznej która zaczyna się tylko lub aż od depresji. Bohater pogrąża się w rozdwojeniu jaźni ale Gibson unika szarżowania chociaż wiele momentów aż się o to prosi. Skromny, wyważony film, cudowna odtrutka po krzykliwej, przerysowanej Sali Samobójców która traktuje właściwie o tym samym temacie.

Wracając jednak do oscarowych szans, wszyscy wiemy jaka jest sytuacja Gibsona jak i samego filmu więc sądzę, że może jedynie kapituła od Złotych Globów która lubi skandale i niespodzianki skusi się na reaktywację tego aktora.

Sala samobójców (2011)

Powiem mocniej, ten film to kupa wielkości Pałacu Kultury. Nie wiem w jakim umyśle mógł zrodzić się pomysł na coś tak absurdalnego, oderwanego od rzeczywistości i do bólu przerysowanego a zarazem tak mocno pozującego na poważny dramat psychologiczny i pewien pokoleniowy portret.

Absolutnie nie miałem ochoty przejmować się losami rozpuszczonego bachora i kompletnego cwela (po scenie w recepcji wypada mu tylko pokazać środkowy palec), nie będę się smucił, że dresy skopały mu tyłek skoro dostał trzy ostrzeżenia. Sala samobójców to spazmatyczny, pretensjonalny, odpychający gniot czyli film dokładnie taki jak jego bohater Dominik z przylizaną grzyweczką. 1/10 ledwo wysiedziałem do końca, a scena spazmów po odłączeniu Internetu zasługuje na 10 face palmów od Kapitana Picarda.

Naznaczony (2010/I)

To nie są klasyki

Proszę czekać…