Przecież jakieś 4 lata temu w czasie pierwszej emisji na Polsacie całą Polskę ogarnął prawdziwy szał, chyba największy dla zagranicznego serialu od czasów "Zbuntowanego anioła". Przygody dzielnego Scofielda oglądali i kochali starzy, młodzi i całe rodziny, stąd taka ocena.
Scrubs- Hoży doktorzy
Tropic Thunder- Jaja w tropikach
Bandits- Włamanie na śniadanie
Grosse Pointe Blank- Zabijanie na śniadanie
Due Date- Zanim odejdą wody
Monsters- Strefa X
Phantasm- Mordercze kuleczki
Pomijam takie klasyki polskiej myśli marketingowej jak Szklana Pułapka, Wirujący seks czy Projekt: Monster
Kelley chyba przespał ostatnie 10 lat ze swoim podejściem do ekranizacji komiksów.
Przyznam, że nie czytałem książki ale oglądałem serial z Anthonym Michaelem Hallem i popsuł on mi trochę zabawę z seansu. Obraz Cronnenberga to właściwie pierwszy sezon telewizyjnej Martwej Strefy podany w pigułce i ze znacznie innym zakończeniem.
Bardzo dobry film którego właściwie jedyną wadą jest rozczłonkowanie fabuły, mamy tu właściwie 3 albo 4 luźno ze sobą powiązane i następujące po sobie wątki. Wydaje mi się, że lepiej wyszłoby pełne skupienie się na wątkach Grega Stillsona i Sary. Tak więc szkoda, że świetny Martin Sheen pojawia się dopiero na ostatnie pół godziny seansu, na szczęście za to cały czas mamy wcale nie gorszego Christophera Walkena.
Dam 8/10 ale jeśli ktoś kiedyś weźmie się za kolejną kinową ekranizację wyrzucając wątki seryjnego mordercy czy chłopca od korepetycji a rozwijając wątek Stillsona i następstw jego politycznej kariery to możemy otrzymać prawdziwe arcydzieło kina SF. Z finałem wziętym koniecznie od Cronnenberga a nie z serialu.
Tym razem chyba za wiele komedii nie będzie, chyba, że sam McLovin będzie robił za akcent komediowy. Bez komediowej otoczki ten horror raczej zatonie w morzu przeciętności na co wskazuje zwiastun.
Więcej Kutchera w telewizji to mniej Kutchera w kinie, tak więc bardzo się z tego cieszę. Nie sądzę żeby serial pociągnął jeszcze dłużej niż 2 sezony, miałby większe szanse gdyby zastępcą był ktoś naprawdę niespodziewany, niekojarzony z telewizją i wzbudzający ciekawość widzów, a tym kimś byłby właśnie Hugh Grant.
Sprowadzanie tego filmu jedynie do poziomu antynarkotykowej agitki jest po prostu śmieszne (chociaż może i na tym polu Requiem działa doskonale). Aronofsky mówi o wielu rodzajach uzależnień, od leków, narkotyków przez telewizje po obsesyjne dążenie do doskonałości. Rozprawia się też z american dream, z mitem amerykańskiej szczęśliwej rodziny i z wyidealizowanym obrazem jaki przekazują nam media. Polecam zatem kolejny seans.
Najbardziej utalentowany aktor z ekipy z "Roswell" nareszcie ma szansę zrobić prawdziwą karierę.
Nie wygląda źle, oby tylko dzieciak nie był zbyt przemądrzały i irytujący.
Też mi reklama, na pewno ktoś dowie się o istnienie Filmwebu z Fdb :)
Proszę czekać…