5/10 – W głowie się nie mieści jak ktoś aspirujący do miana ambitnego filmowca badającego procesy społeczne, może tak bezwstydnie wejść w tyłek urzędującemu prezydentowi. Bez dystansu, bez czasu na okrzepnięcie tej historii, bez analizy, bez niezależności. Końcówka "Kamerdynera" zniża ten obraz do poziomu radzieckich filmów propagandowych, chwiejąc i tak już przeciętną oceną. Najlepsze jest to, że ta "scena miłosna" jest tutaj zupełnie niepotrzebna, wynika jedynie ze słabiutkiego scenariusza i jeszcze słabszej reżyserii. Ręce opadają, i powinny opaść każdemu niezależnie od sympatii politycznych.
Pozostaje tylko śmiać się z ciężkiej, reżyserskiej łapy Danielsa który przez cały film wstawia fanfary, tam gdzie cichutko powinny grać smyczki, przemawia słowami gdy powinien mówić obrazem, i dopowiada gdy wystarczyłyby gesty. Można kpić ze scenarzysty, który w 130 minutowym filmie nie potrafi powiedzieć zupełnie nic ciekawego na temat przewijających się prezydentów. Może trzeba było skupić się tylko na relacjach Cecila z jedną, wybraną Głową Państwa? Na przykład z Reaganem w czasach apartheidu? Lub skupić się na konflikcie z synem w latach 60-tych i 70-tych?
Kamerdyner nie sprawdza się ani jako film historyczny (nie analizując go pod względem prawdy historycznej, ale pod względem treści której jest bardzo mało, to jedynie pocztówka wyglądająca na odhaczanie tego co scenarzysta zapisał sobie w notesie), ani jako dramat obyczajowy z powodu fatalnej reżyserii o której wspomniałem. Nie sprawdza się także jako dramat społeczny, nie ma tutaj żadnej analizy. Skąd wzięła się nienawiść białych do czarnych? Dlaczego trwała tak długo? Czy nadal trwa? Danielsa to nie interesuje, jego świat jest czarno-biały, są źli biali, są dobrzy czarni, są Smurfy i Gargamel. A jak jesteś dobrym białym, to zaraz oberwiesz lub szybko zakończysz swój udział w tym filmie.
Aktorzy nie mają tutaj wiele do zagrania, ale o dziwo wychodzą z tego łzawego tworu obronną ręką, albo chroniąc się za charakteryzacją (Rickman i Fonda), powtarzając sztuczki z innych ról (Nixon Cusacka to wypisz-wymaluj psychopata z "Polowania na łowcę"), albo używając naturalnej charyzmy (Williams, Schreiber, Gooding Jr.), albo grając pewne wyobrażenia. Whitaker jest miły i uległy, chowa się w cieniu, Winfrey to seniorka rodu z problemem alkoholowym, Oyelowo to zbuntowany syn. To dzięki nim ocena nie jest surowsza, sądzę, że za parę lat "Kamerdyner" będzie wspominany jedynie jako bezwstydny skok na worek "Złotych Rycerzy".
Na koniec zagadka- jak myślicie dlaczego według tego filmu zginął JFK? Odpowiedź na to pytanie jest niezłym podsumowaniem tego co siedzi w głowie Lee Danielsa.
Wydaje mi się, czy trening do roli Batmana przynosi już pierwsze rezultaty?
Wyszło bardzo fajnie, zarówno pod względem wizualnym jak i treści. Jako uzupełnienie warto wspomnieć, że "Dumb and Dumber To" doczeka się polskiej premiery na równi z amerykańską, 14 listopada. Dystrybutorem jest Monolith.
Projekt Zimowego Żołnierza wygląda jak z jakiegoś filmu prosto na VHS…
6/10 – SPOILERY
Duże rozczarowanie. Nasz bohater, najpilniejszy uczeń w Wyższej Szkole Aktorstwa Imienia Vince’a Vaughna, boi się, że zostanie takim samym człowiekiem jak jego ojciec, którego widzi w bardzo złym świetle. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że zna ojca od…20 minut.
Senior, w którego co zaskakujące wciela się nie Vince Vaughn, a Kyle Chandler lubi sobie wypić piwko, spotkać się z kolegami w barze, ma słabość do blondynek, nie przychodzi na najważniejsze w życiu spotkanie i ogólnie reprezentuje dość olewczy stosunek do życia. Zgadza się, zachowuje się jak główny, 18-letni bohater, ale też…większość jego nastoletnich rówieśników, nawet tych ukazanych w filmie. Problem prowadzi do wziętej z miejsca gdzie kończą się plecy kłótni z dziewczyną która jest Bardzo Ważnym Zwrotem Fabularnym.
Dylematy głównego bohatera zostają rozwiązane w kulminacyjnej scenie, w której dzięki rozmowie z matką, nasz przystojniak uświadamia sobie, że jest kowalem własnego losu, jego charakter dopiero się kształtuje, a ojciec nie miał wpływu na jego wychowanie. Tutaj powinienem wstawić internetowego mema z sową mówiącą "O Really?!".
O głównym aktorze już pisałem, zewsząd chwalona Woodley jest tutaj bardzo senna, dalszy, wypełniony znanymi twarzami plan niczym się nie wyróżnia. Trudno uwierzyć, że pod tym schematycznym, letnim i banalnym filmem podpisali się twórcy "Smashed" i "500 dni miłości".
5/10
Jeśli gdzieś w recenzjach natkniecie się na jedno, magiczne słowo definiujące cały film, to niestety możecie odpuścić sobie seans. Obraz staje się wtedy przewidywalny od pierwszej do ostatniej minuty, a może i tak byłby przewidywalny? Niezły Copley to największy plus tej produkcji.
Łatwo możesz sprawdzić przez kogo Wiecznie żywy jest tak wysoko :) Może w przyszłym roku trzeba będzie pomyśleć nad zmianą systemu głosowania, tak żeby jeden głos nie mógł decydować o wejściu do dziesiątki.
Film z Houltem to średnia opowiastka ze zmarnowanym potencjałem, nie zasługuje na te baty podobnie jak Istnienie, zwykły, taśmowy, słaby ale niczym nie wyróżniający się horror. Jednak takie uroki plebiscytu, po każdym "ten nie zasługuje", ktoś podaje inny tytuł, na który ktoś następny jest oburzony i tak w kółko.
Jak dla mnie Iluzję najlepiej skomentował Morgan Freeman który zasnął podczas jednego z wywiadów promujących to dzieło. Durny film, z iluzjonistami obdarzonymi super mocami, z gwiazdami jadącymi na tak bezczelnym autopilocie, że aż bolą zęby. Małe spadki frekwencji na tym tytule, to dla mnie jedna z największych zagadek tego roku.
R.I.P.D to z kolei produkt oparty na sukcesie Facetów w czerni, przy którym nikomu nic się nie chciało, grafikom rysować, Reynoldsowi grać (a nie sorry, on przecież nie potrafi), a scenarzystom wymyślać gagi dla widzów powyżej 13 roku życia (sceny z Azjatą i blondynką to jakaś tragedia). A ukoronowaniem tego wszystkiego są Bridges i Bacon, piekielnie utalentowani aktorzy odstawiający diabelską chałturę. Zresztą Jeff odważył się skrytykować film gdy tylko wygasł mu kontrakt.
Kto wie, czy za rogiem nie stoi anioł z Bogiem…albo ranking najgorszych filmów 2013 roku :)
http://fdb.pl/wiadomosci/19667-najgorsze-filmy-2013-roku-wedlug-fdb
Inżynier Mamoń byłby dumny z tej ramówki :)
Proszę czekać…