Moim zdaniem świetnie z tego wybrnęli, rzadko chwalę polskich dystrybutorów, ale teraz jest okazja.
Coraz dziwniejsze te plotki co może oznaczać, że wytwórnia używa "zasłony dymnej", aby odwrócić uwagę od rzeczywistych kroków. Może w przyszłym miesiącu poznamy kolejne ogłoszenia obsadowe.
PS. Mamy 30 grudnia i nadal nikogo z obsady Gwiezdnych Wojen!
Fotki z Kapitana wyglądają jak z jakiegoś serialu telewizyjnego, mam dziwne wrażenie, że odkąd Whedon objął stery w Marvelu to produkcje tego studia straciły wizualny, kinowy styl na rzecz telewizyjnej surowości, bylejakości. Tyczy się to Avengers, Iron Mana 3 i Thora 2 (oczywiście wyróżniają je miliony włożone w efekty specjalne, ale już nie robota operatora). A wrażenie potęguje zwiastun Kapitana.
Zawsze jakoś inaczej wyobrażałem sobie Mojżesza, Bale wygląda tutaj zbyt…"współcześnie".
Fajny zwiastun, Wirkola dalej pozostaje w swoich radosnych klimatach rodem z wczesnej twórczości Sama Raimi i Petera Jacksona.
6/10 – Najdziwniejszy i chyba obok "Dziewczyny z komputera" najsłabszy film Hughesa (nie widziałem jeszcze "Curly Sue"). Kevin Bacon stara się jak może wsadzony w stronę formalną przywodzącą na myśl serial "Scrubs" ze wszystkimi "dziennymi marzeniami", wyobrażeniami głównego bohatera, specyficznymi "przejściami" czy retrospekcjami, ale widać, że niezbyt łapie konwencje i nie znajduje się w swoim żywiole. Na szczęście dla niego, jeszcze słabsza jest zupełnie zagubiona Elizabeth McGovern, popisująca się tutaj jedną, naburmuszoną w stylu Molly Ringwald miną.
To film pozbawiony energii, ze słabym tempem, co dziwne, bo Bacon wyraźnie jest tutaj stylizowany na młodego Hughesa, ze swoimi specyficznymi okularami, wczesnym małżeństwem i marzeniami o pisarskiej karierze. Wynagrodzeniem może być parę celnych obserwacji obyczajowych na temat życia w małżeństwie (teściowie) i społeczności na przedmieściach (kosiarki!). Nie dajcie się zmylić imponującej liście gwiazd w epizodach (Bill Murray, Dan Aykroyd, John Candy, Matthew Broderick, Woody Harrelson, Magic Johnson itd), wszyscy pojawiają się w scenie na napisach końcowych.
Dzięki :)
SPOILER
Don Jon przestaje postrzegać kobiety powierzchownie, odnajduje szczęście nie w ramionach wysoko ocenianego ideału piękna, a obok starszej, zniszczonej i ciężko doświadczonej przez życie kobiety. Ładnym symbolem zmiany jego podejścia jest wątek seksu w pozycji "misjonarskiej", na początku filmu bohater uważa, że to najgorsza z możliwych pozycji, która nie jest w stanie zaspokoić jego popędów, w finale stwierdza, że dzięki tej pozycji czuje bliskość partnerki patrząc jej w oczy. Czysto fizyczny akt zaspokojenia zaczyna zatem wypełniać uczucie, intymność i przywiązanie do drugiej osoby.
Don Jon wyzwala się z codziennej rutyny pornograficznego nałogu i w domyśle z mass mediów, które wtłaczały go w schematy pogoni za posągowym pięknem.
Hehe dobre :) A Tale of Love and Darkness wypadło bo jednak wątpię aby pojawiło się już w tym roku, a Jane Got A Gun po prostu się nie zmieściło. Nie chciałem przepisywać tamtej dziesiątki, siadłem i opracowałem ją od nowa :)
I po którym bardzo dużo sobie obiecuję, bo to w końcu McQueen.
Jak teraz ją czytam to też się zastanawiam, wyłożyłem co o nim myślę i tak wyszło :) 5/10 bo znowu nie jest jakąś wielką katastrofą, aktorzy próbują go ratować przed nieudolnością reżysera i scenarzysty. Przyszło mi teraz do głowy, że między tym filmem a zajmującym się tą samą tematyką "The Help" jest różnica jak stąd do Marsa.
Proszę czekać…