8/10 – Świetny początek nowego i niestety ostatniego, ośmioodcinkowego sezonu. Po nieco mrocznym poprzednim sezonie, w którym losy bohaterów strasznie się chwiały (ze szczególnym wskazaniem na Vince’a), odcinek zapowiada raczej stonowany sezon, powracający do tradycji pierwszych sezonów. Małe trochę pole do popisu miał Jeremy Piven jako Ari, który przecież do tej pory kradł wszystkie sceny, w których wystąpił.
Liczę na równie udane jak ten kolejne odcinki i satysfakcjonujące zakończenie tego wspaniałego serialu.
Pojawiły się trzy nowe zawodu:
1) mikser muzyki (tłum. music mixer)
2) mikser efektów dźwiękowych (tłum. sound effects mixer)
FAQ: http://fdb.pl/faq103,D%C5%BAwi%C4%99k.html
przykład: http://www.imdb.com/title/tt0067277/fullcredits
3) koordynator postprodukcji (tłum. post-production coordinator)
FAQ: http://fdb.pl/faq100,Producent.html
przykład: http://www.imdb.com/title/tt1702443/fullcredits
"Widziałem rzeczy, w jakie wy, ludzie, byście nie uwierzyli…" – Spoilery
Nakręcone z rozmachem pamiętne dzieło sci-fi, które swoją formą daleko wykraczało poza granice gatunku. Scott swoim filmem stawia pytania o człowieczeństwo, zagrożenia manipulacją genetyczną, nie wkraczając przy tym ani na chwilę na pole taniego moralitetu czy marazmu. Film utrzymany w nastroju futurystycznego filmu noir ogląda się z rosnącym zaciekawieniem aż do otwartego zakończenia, które może sugerować, że Deckard, ale też i całe społeczeństwo jest replikantem.
http://www.youtube.com/watch?NR=1&v=a_saUN4j7Gw – Jednej z końcowych sekwencji filmu mogłoby pozazdrościć wielu dzisiejszych filmowców, nie tylko w doborze muzyki czy w temacie świetnych zdjęć, ale niezwykłego kreowania pewnego napięcia i emocjonalnego rozwiązania akcji. Jedno zdanie wypowiedziane w filmie przez bohaterów jest drogocenniejsze od dzisiejszych, półtoragodzinnych produkcji ociekających wybuchami, pościgami, efektami specjalnymi, które jednak mimo, że mogą ładnie wyglądać do niczego specjalnego nie prowadzą. Świetny do tego Rutger Hauer, który w swojej filmografii oprócz "Autostopowicza" nie ma roli, która przybliżyłaby się do jego Roya Batty’ego w Łowcy androidów.
http://www.youtube.com/watch?v=YaR5wVL9x2I&feature=related – Równie dobry co zakończenie filmu jest jego początek, samo otwarcie dzieła Scotta. Po napisach, przybliżających nas do świata wykreowanego w filmie, mamy początek popisów rewelacyjnych efektów specjalnych – wykreowania futurystycznej scenerii urbanistycznej. W połączeniu z muzyką Vanglesisa robi naprawdę kolosalne wrażenie. Niesamowita jest także scena, która następuje po otwierającej sekwencji – przeprowadzanie testu na jednym z replikantów, Leonie.
I choć film Ridleya Scotta wygrywa rankingi na najlepsze filmy sci-fi, to w obrazie więcej od zagadnień fantastycznonaukowych jest aspektów psychologicznych postaci i wykreowanego mistrzowską ręką futurystycznego świata. Reżyser jednak nie uczynił z filmu wykładu o inżynierii genetycznej, a znalazł złoty środek. Obok pytań stawianych przez cały film, wplótł akcję (głównie motywy eliminacji przez Deckarda kolejnych androidów) i subtelny wątek miłosny.
9/10
A co wy na to, by włączyć w te przedsięwzięcie także redakcję? Mógłby pojawić się jakiś artykuł informacyjny o czymś takim. Zawsze frekwencja wyższa i przez to szansa na zaangażowanie większej ilości userów do dyskusji.
Wcześniej zdarzały się takie inicjatywy, w które byli włączona duża liczba użytkowników. Ostatnie to chyba zorganizowane przez Lukasza_N głosowanie na najlepsze filmy z określonych gatunków (biografia i sci-fi).
http://wiadomosci.fdb.pl/11674-najlepsze-biografie-wedlug-fdb-pl#comments
Racja. Dawniej wśród znajomych u konkurencji wielu organizowało (a nawet teraz organizuje) zabawy filmowe, w których uczestnicy sami wyłaniają filmy w określonych kategoriach, oglądają w wyznaczonym czasie, a następnie biorą udział w dyskusji. Na fdb jakoś czarno widzę taką inicjatywę, ze względu na małą liczbę stałych aktywnych użytkowników, których wypowiedzi nie ograniczają się do jednego zdania pod filmem. Może w przyszłości można spróbować.
5/10 – Widać Allen chce się sprawdzić we wszystkich możliwych typach komedii. Tym razem trafiło na musical. Jedyne co mogę powiedzieć to to, że mam nadzieję, że nowojorski reżyser nigdy już do tego gatunku nie powróci. Sceny, gdzie aktorzy, w tym sam Allen, próbują swoich możliwości wokalnych są okropne i niepotrzebne. Kolejny błąd jaki popełniono to za dużo postaci. Każdej z nich nie poświęcono zbyt dużej uwagi, stąd też wątki są spłycone.
Od dawna mówiło się o sequelu, prequelu i serialu opartego o "Łowcę androidów". Nawet padła informacja, że Nolan maiłby po skończeniu zdjęć do trzeciej części Batmana zająć się nową wersją filmu. Jednak dla mnie film Scotta to zamknięte arcydzieło, które nie potrzebuje żadnych dopowiedzeń czy kontynuacji. Chociaż pewnie producenci nie raz jeszcze w przyszłości wrócą do pomysłu odświeżania w jakiejkolwiek formie tej produkcji.
Choose your future. Choose life. – Możliwe spoilery
Niezwykły film, po którym dosłownie brak słów. Balansując między beztroską komediową formą a momentami cierpkim i naprawdę gorzkimi scenami (np. ta ze śmiercią dziecka – to jedna z najsmutniejszych chwil nie tylko w tym filmie, ale i kinematografii w ogóle) Boyle zbudował głęboki portret społeczeństwa zagubionego, które straciło kontakt duchowy. W tym sensie to nie tylko kolejna szokująca produkcja o tym, że dragi są bad. Film stawia wiele ambiwalentnych pytań o kondycję ludzi – z jednej strony pochłoniętych chęcią konsumpcji, odkrywania nieznanych dotąd obszarów poprzez narkotyki a z drugiej możliwości decydowania o swoim życiu, o przyszłości. Świetnie zagrany (bezsprzecznie najciekawsza kreacja Ewana McGregora jak do tej pory) z równie świetnymi pomysłami narracyjnymi i montażowymi, z masą rewelacyjnych utworów muzycznych.
8/10
Decyzja o realizacji tego projektu jest naprawdę nietrafiona. Nawet nie biorę już pod uwagę tego, że to kolejna wtórna polska wersja jakiegoś tam filmu i tego, że dystrybutor przed premierą będzie zarzekał się, że to tylko jedynie hołd dla filmu (jak to miało miejsce z "Maratonem tańca", który był zwykłą zżyną z "Czyż nie dobija się koni?"). Obie części "Kac Vegas" zanotowały świetne wyniki w kinach, więc nie wiem, czy widzowie tak chętnie polecą do kina po to samo, tylko z polskimi celebrytami.
7+/10 – Jak najbardziej udany debiut Johna Hughesa, w którym już widać motywy, które będą królowały w jego przyszłej filmografii.
Film na pewno nie ma takiej mocy co "Klub winowajców", ale pada kilka konkluzji na temat rodziny, przyjaciół, samotności. Reżyser poszedł raczej w stronę sielankowej komedii, jednak humor jest tutaj wyważony, wspaniałe młode postacie, dowcipy bez wulgarnego czy obleśnego wydźwięku, jakie teraz w komediach są normą. Mogę jedynie przyczepić się do niektórych nierównych wątków, np. tego z wesela siostry Sam. Świetny za to był duet Molly Ringwald-Anthony Michael Hall, którzy pojawili się także razem we wspomnianym wcześniej "Klubie winowajców".
Nie ma wątpliwości, że to jedna z najlepszych komedii młodzieżowych lat 80.
Proszę czekać…