Jeżeli mamy już uogólniać, to większość filmów Nowojorczyka wymaga trochę oleju w głowie, czemu jednak zaparcie zaprzeczają dystrybutorzy przy kolejnych promocjach jego filmów.
Visions are worth fighting for! – Burton kolejny raz opowiada o grupie ekscentryków, dziwaków, tym razem zamkniętych w biograficzną formę. Łączy siły wraz z Deppem by opowiedzieć o najgorszym reżyserze wszech czasów. Film utrzymał lekką formę z masą czarnego, czasami absurdalnego humoru.
Film do granic został wystylizowany na produkcję klasy B, zaczynając od czarno-białej taśmy kończąc na muzyce, świetnej scenografii czy sekwencji i napisach otwierających fil. Obraz Burtona to także nadal aktualna dzisiaj diagnoza Hollywood, które jak okazuję się od tamtego czasu niewiele się zmieniło – studia dalej chcą zbić jak największy zysk, skazując na emeryturę dawnej światłości aktorów (wątek z Belą Lugosi).
Świetnie przede wszystkim wypadają aktorzy. Depp, który pod czujnym okiem Brutona kolejny raz tworzy ciekawą postać. Ed Wood w jego interpretacji to ekscentryk, idealista, który mimo krytyki i wszelkich przeciwności robił to co uwielbiał. Jednak wszystkie kreacje i tak przyćmił wspaniały Martin Landau, który za swoją rolę Beli Lugosi zgarnął pierwszego w swojej karierze Oscara. Rewelacyjnie balansuje między scenami o komicznym czy groteskowym wydźwięku a tymi w pełni dramatycznymi, które istotnie łapią za gardło (jak wątek z problemem narkotykowym, samotnością czy alienacją w szybko zmieniającym się otoczeniu). Na plus role Vincent D’Onofrio jako Orsona Wellesa, z którym główny bohater w filmie ma pogawędkę i Billa Muraya.
Niewątpliwie to jeden z najlepszych filmów Tima Burtona i jeden z najciekawszych portretów legendarnej już postaci.
7+/10
Jakaś nowa twarz w Hollywood. Na razie na koncie ma 2 filmy, w tym jeden to Wielki Gatsby.
Rolę przeznaczoną dla Bena Afflecka zagra Joel Edgerton. Maguire za to wcieli się w Nicka Carrawaya. Też bym jednak wolał w obsadzie Afflecka, który "Miastem złodziei" (pomijając niezłą reżyserię) potwierdził, że jako aktor nadal jest w świetnej formie.
Scorsese zamiast brać się za kolejną przeróbkę, mógłby w końcu zaangażować się w jeden z projektów, które zapowiadał (film o Sinatrze czy Roosevelcie).
"Infiltracja" była dobra, jednak wątpię czy kolejny sukces z remakiem przyjdzie mu tak łatwo.
Polskie dobre filmy owszem są, ale trafiają się bardzo rzadko.
"Och, Karol 2" pokazuje raz jeszcze nieudolność radzenia sobie przez polskich filmowców z wszelką maścią odmian komedii. Żart jest tutaj toporny, w ogóle nie śmieszny. Postać Karola w wykonaniu Piotra Adamczyka na siłę kreowana jest na zabawnego neurotyka, jednak na chęciach się skończyło.
2/10
Affleck był jedynie rozważany do drugoplanowej roli (postać Toma Buchanana).
1984 i pół
W filmie przedstawiona jest scena, w której świąteczny, rodzinny wieczór przerywa nalot policji i aresztowanie głowy domu. Chwilę później inspektor podsuwa świstki do pokwitowania "za męża". Właśnie dokładnie taki jest film- który chłodem wykreowanego świata totalitarnego powali cię na ziemię, a chwilę później zapyta czy nie uczynił tego za mocno. Gilliam praktycznie co moment wplata najróżniejsze rodzaje absurdalnego humoru i małe elementy, które cieszą najbardziej.
Świat wykreowany w filmie swoją ogarnięty biurokracją, postępującą kontrolą i zniewoleniem przypomina rzeczywistość jaką w swoich dziełach podejmowali Kafka czy Orwell. Szczególnie z antyutopijną powieścią Orwella film ma wiele wspólnego – od drobnych elementów scenograficznych (takie same urządzenia do szybkiego przesyłania listów) jak i pewnych wątków fabularnych (głównie związanych z romansem, który będzie tolerowany ze światem rządzących). Również z "Procesem" film ma wiele wspólnego – główny bohater Sam Lowry niczym jak K. ugrzązł w świecie, gdzie jednostka nie liczy się, a na ludzi patrzy się jak na liczby. Tylko we śnie może znaleźć chwilę wytchnienia od swojej pracy czy natarczywej matki. Te surrealistyczne sekwencje na szczęście nie zdominowały filmu (jak to niestety ma miejsce w nowszych produkcjach Gilliama), a rozważnie są poszatkowane między tymi "rzeczywistymi" ujęciami i ciekawie zrealizowane.
Film mógłby być poprowadzony co prawda trochę żwawiej. Co prawda napięcie, szczególnie w drugiej części filmu narasta z bardzo dużą prędkością aż do dość zaskakującego zakończenia, to dynamiczniejsze poprowadzenie akcji efekt ten tylko mogłoby pogłębić.
Myślę, że spokojnie na siedem gwiazdek film sobie zasłużył.
Też jestem strasznie ciekawy tej produkcji. Wierzę, że Cronenberg wyciśnie z tego materiału więcej aniżeli kolejną zwykłą biografię.
Zdecydowanie lepsze od poprzednich posterów (zarówno tych trzech oficjalnych jak i koncepcyjnych). Plus za brak białego tła na żadnym z plakatów. Gdyby jeszcze tak zwiastuny trzymały znośny poziom co plakaty, to wierzyłbym, że z produkcji coś sensownego wyjdzie…
Proszę czekać…