@roksana_goly
Zgadzam się z tym, co Quentin Tarantino napisał o tym filmie w książce "Spekulacje o kinie". Kto nie czytał, niech żałuje :-)
Dobra rola Olivii Brown. Świetna muzyka w tle. Nie wiedziałam, że Cleavant Derricks (aktor, którego pamiętam z serialu mojego dzieciństwa "Piąty wymiar") tak dobrze śpiewa. Motywy ukochanego Trudy niezrozumiałe – facet związał się z policjantką, którą ciąga na imprezy z dilerami narkotyków, a potem ma pretensje, że stanęła po stronie prawa. BTW Sonny grający z emerytami w karty – urocze :-D
Koszmarna muzyka Herrmanna. Gdyby film trwał dłużej, to skończyłoby się to migreną. Rozumiem, że chodziło o Hitchcockowski klimat, ale wyszło okropnie. Cliff Robertson w roli głównej tragiczny.
TROCHĘ SPOJLER → 2,5 godziny seansu zleciały nie wiadomo kiedy. Trzyma w napięciu. Ale japie…le to zakończenie – w kraju wojna, a smarkula happy, bo ogląda ostatni odcinek "Przyjaciół"…
Świetny klimat. Niesamowity Bruce McGill w roli Weldona. Końcówka odcinka z "Brothers in Arms" Dire Straits to dla mnie jeden z najlepszych momentów w "Miami Vice".
W ogóle to do mnie nie przemawia. Zmarnowanie życia w imię czego? Wolności? Egoizm i oderwanie od rzeczywistości głównego bohatera aż bolą…
Muzyka trochę w klimacie "Bodom". Ogólnie – całkiem zgrabne filmidło. Niektóre działania głównej bohaterki dziwne. W pewnym momencie miałam wrażenie, jakby zaczęła się na tej wysepce urządzać, a nie szukać ratunku. BTW Na końcu czekałam, kiedy z wody wyjdą kumple potwora, a tu lipa :-)
"Ten człowiek rzuca się w mętne wody półświatka, żebyśmy nie utonęli w oceanie zbrodni." – ech te powiedzonka Izzy’ego, a nie pardon księcia Moreno (z jego pomocnikiem Mannym) :-D Świetny odcinek – są akcenty komediowe, motyw zemsty, przekupni gliniarze.