@roksana_goly
Od miłości do pogardy. "- Więc kochasz mnie całkowicie. – Kocham cię całkowicie, czule, tragicznie." Coś się kończy, coś innego się zaczyna. Muzyka piękna, ale momentami zbyt przytłaczająca. "Nie bogowie stworzyli ludzi, ale ludzie bogów." Reżyser na planie = Bóg.
Nie wciągnęła mnie ta historia. Nie interesowało mnie to, co się stanie z główną bohaterką. Postać męża miała ją chyba trochę "ocieplić" widzowi, żeby zobaczył, że to nie tylko maszyna bez serca wykonująca rozkazy, ale nie przekonało mnie to. BTW Evelyn Salt w scenach kaskaderskich prawie jak Ethan Hunt. 😏 I dlaczego Olbrychski w każdym zagranicznym filmie musi grać Ruska?
Za długo się rozkręcał, druga połowa filmu bardziej mi się spodobała. Fajne skorelowanie z pierwszym "Omenem", chociaż z klimatem z tamtej części bez porównania. Podsumowując nie było tak źle, jak myślałam, że będzie. BTW Fajnie było usłyszeć w jednej ze scen piosenkę "Rumore", o której już zapomniałam.
Jeden z moich ulubionych odcinków (można go znaleźć na YT). To jest tak durne, że aż piękne. "Aaaaaa! I’m bleeding! I’m still bleeding! Make it stop!" Najlepsza reklama tamponów ever. 😂
"- Nazwisko? – Lucjan Majer. – Zawód? – Konduktor." 😂 Ale trzeba przyznać, że Tulipan dał się przymknąć jak dzieciak. Przecież to było oczywiste, że po tak dużej kradzieży kasy rodzina Ani będzie pod obserwacją. Świetny soundtrack – zwłaszcza podczas ucieczki Tulipana – "Nocy długie cienie". Zakończenie z gwoździem – auć.
Jedna z przyjemniejszych komedii z lat 80. Świetny duet Hogan & Kozlowski (później w życiu prywatnym zostali małżeństwem, niestety kilka lat temu się rozeszli). Oba wątki – australijski i nowojorski – dobrze się spinają. Przyjemny soundtrack. Dobre zdjęcia. BTW W scenie imprezy Sue miała fajną kieckę.
"Wszystko dla króla… ale to dla mnie." 😏 Jeden z ciekawszych filmów z de Funesem. Piękna muzyka. Bardzo dobre dialogi. "Jeden za wszystkich, każdy za siebie." A tak przy okazji… "Chwal mnie." 😄
Bardzo dobry, ale niestety zaszufladkowany na całe życie aktor. Na palcach jednej ręki, oprócz "Tulipana", mogę wymienić jego inne role, które pamiętam do dzisiaj: ta w "Pograniczu w ogniu" i dwa epizodziki u Machulskiego – recepcjonista w "Ile waży koń trojański" i Niemiecki bogacz w "Kołysance" (tutaj było go trochę więcej i znowu na planie po latach spotkał się z Ewą Ziętek). Szkoda, że w taki sposób potoczyła się jego kariera.
Jedna z lepszych komedii z Danielem Auteuil. Świetnie się tutaj odnalazł. Resztę obsady też bardzo lubię, zrobili tu kawał dobrej roboty: Jean Rochefort, Michel Aumont i Gerard Depardieu z czasów, kiedy naprawdę, bez większego wysiłku, potrafił rozśmieszyć. Sama historia zabawna, ale i pouczająca.
Serial uwielbiam, chociaż miał swoje wzloty i upadki. Filmowa wersja zbyt pretensjonalna i za długa, biorąc pod uwagę główny wątek. Mimo wszystko delikatnie czuć było jakąś magię, ale z serialem nie ma porównania. Najlepsza, najbardziej charyzmatyczna bohaterka – jak zwykle Samantha. Carrie – ciężko winić SJP, że scenarzyści kiepsko rozpisali jej postać. Za Mirandą nigdy nie przepadałam – tu mam tak samo. Charlotte – wkur…jąca jak zwykle. BTW Fajne ciuchy.