@roksana_goly
SPOJLER → Po obejrzeniu pierwszego odcinka mam mieszane uczucia. Były dwa główne wątki – ten na statku kosmicznym (trochę zgapa z Nostromo) i wątek z postacią chorej dziewczynki, której świadomość została umieszczona w androidzie i od tej pory mamy do czynienia z Wendy. Mimo problemów ze sferą emocjonalną, wyrażaniem uczuć Wendy (teraz android) cały czas pamięta o swoim bracie, który został lekarzem i śledzi jego losy. To swego rodzaju klamra łącząca jej wątek ze statkiem. Statek był prowadzony (przynajmniej tak to zrozumiałam) przez androida. Na jego pokładzie znajdowały się twarzołapy i tutaj nowość – robaczki, które przyczepiają się do człowieka i wysysają jego krew. Statek rozbija się na Ziemi, a w ekipie ratunkowej jest brat Wendy. Po intro z tytułem serialu, który pojawił się na ekranie jak w pierwszym "Obcym", miałam nadzieję na fajny klimat. Troszkę był wyczuwalny w scenach na statku, ale do wcześniejszych części – "Obcy. 8. pasażer Nostromo" czy nawet "Obcy 3", nie ma na razie porównania. Co do samych postaci – Wendy: na razie mnie irytuje, zobaczymy co będzie dalej, może się do niej przekonam; postaci grane przez Olyphanta i Davis: lubię tych aktorów i fajnie było ich zobaczyć, póki co jest na plus. Wizualnie pozytywnie, efekty specjalne na bardzo dobrym poziomie. Mam nadzieję, że historia się rozkręci.
"Jeśli nie masz w sercu dumy, to nie jesteś mężczyzną, tylko zwykłym śmieciem. Musisz być dumny z całego swojego życia. Nie tylko sportowego." Ciężki film. Już od początku widz dostaje między oczy brutalnym meczem. Na dłuższą metę za bardzo mnie to wszystko przygniatało. Może gdybym była kibicem futbolu, miałabym z tego większą radochę. Dla mnie najciekawsze było to, co między meczami. Spodobała mi się Cameron Diaz. Wolę ją w takim wydaniu niż w tych wszystkich głupkowatych komediach. Na koniec – nie potrafię zrozumieć tego, że niektórzy zawodnicy wychodzili na boisko ryzykując, że może się to skończyć paraliżem, a scena z okiem… Straszne.
Nie jest to film najwyższych lotów, zwłaszcza jak bierze się pod uwagę kolejne produkcje Stone’a, ale nie było tak źle. Bardziej drama psychologiczna niż horror. Finał do przewidzenia.
Mój ulubiony Vadim. Widać chemię między BB a Hosseinem. O pędzie ku destrukcji. Klimat momentami taki, że można nożem kroić. Hipnotyzuje. "Zmuś mnie bym żył…"
Piękna BB w rozkwicie, partnerują jej świetni aktorzy. Było lepiej niż w nakręconym kilkanaście lat później "Gdyby Don Juan był kobietą", ale nie wszystko zagrało.
"- Zabiłaś kogoś? – Nie tak się spowiada parafian, robisz to byle jak." – Od początku miałam wrażenie, że ta cała gadka o popełnionym przez Jeanne morderstwie, romansach to wabik, którego zwieńczeniem będzie uwiedzenie własnego kuzyna… i stało się. Ostatni film w dorobku BB, opowieść o wyciąganiu brudów z ludzi – wyszło kiepsko. Na plus Ronet i Hossein (wątek z jego postacią był najciekawszy).
Nie wiedziałam, że Saundra Santiago ma taki głos. To było dobre zwieńczenie całego sezonu. Koniec odcinka wzruszający.
Dopiero teraz zauważyłam, że Grzegorz Braun był jednym z reżyserów bardzo dobrej polskiej produkcji telewizyjnej "Gorący czwartek". Przyznaję, że mnie to zszokowało.
Fajny odcinek. Młodziutki Benicio Del Toro. Bardzo dobry Michael Carmine (szkoda, że tak szybko odszedł, ledwo dwa lata po nakręceniu tego odcinka). I smaczek: "Film to język niepiśmiennych" – Rainer Werner Fassbinder.