@roksana_goly
Ten film można postawić na półce koło "Sprawy Kramerów". W przypadku matki różnica polega na tym, że ta tutaj ma swoje potomstwo cały czas w głębokim poważaniu. Płodzi kolejne dzieci, porzuca je, rozwodzi się z kolejnymi mężami, bo cyt. "jest jaka jest i się nie zmieni". Sceny z dzieciakami świetne. Końcowa kłótnia głównych bohaterów w wykonaniu Pacino i Weld to mistrzostwo. Smutne, ale prawdziwe.
"Pieści gitarę – największą miłość swojego życia… I jedyną." / Fanką jazzu nie jestem, ale ten film uwielbiam. Jedna z najlepszych ról Penna.
Średnio. Późniejsze filmy Andersona bardziej przypadły mi do gustu. Na plus obecność Lumi Cavazos, którą pamiętam z "Przepiórek w płatkach róży".
W zestawieniu z książkowym pierwowzorem film wypada o wiele lepiej (wyrzucono z niego m.in. wątek romansu żony Brody’ego i Hoopera). W oderwaniu od książki jest po prostu nieźle. A moim numerem jeden filmów Spielberga z lat 70. pozostaje "Pojedynek na szosie".
Szanuję za pomysł i efekty, niestety bardziej skupiono się na przegadaniu filmu, niż pokazaniu człowieka muchy. Wolę późniejszego Cronenberga. I jeszcze ta końcówka. SPOJLER → Człowiek mucha wrzeszczy w pajęczynie, bo zaraz pająk go zeżre, a dwóch facetów sterczy i się gapi. 😏
Para głównych bohaterów jest tak odpychająca, że można tylko czekać, aż natura zacznie działać. Niszczenie przyrody, samych siebie, a potem jak gdyby nigdy nic wrócić do cywilizacji… albo i nie.
"Była jak woda, która zamarza, rozsadza skały." Kobieta, namiętność, miłość. Połączenie tych trzech.
Lubię takich bohaterów jak Cheyenne. Nie chodzi o wygląd, ale o całą resztę. Niestety akcja w pewnym momencie zaczyna się wlec i wszystko idzie w pi..du. Piosenkę "This must be the place" uwielbiam, odkąd usłyszałam ją pierwszy raz w "Wall Street".
…Całe życie gonił za nim niepokój. W końcu go dogonił… Stał tu, był, rozpłynął się. Nie ma go…
Za każdym razem, kiedy na ekranie pojawiała się Meryl Streep, to było jak magia. Delikatna. Niepozorna. Modliszka. Albo i nie. 😏
Proszę czekać…