@roksana_goly
Są takie filmy, gdzie dzieciaki kradną całe show. "Super tata" do nich nie należy. Rob Schneider miał tu więcej uroku, niż ten chłopczyk. BTW Rzucanie się pod jadący samochód – ale kurła śmieszne.
Fabuła lepsza niż w pierwszej części. Niezła familijna historia, która przyciąga uwagę, chociaż kilka idiotyzmów też było.
Nie szukając w tym większej głębi nie było aż tak źle. Wiadomo, że z klimatem części z lat 80. to nie ma nic wspólnego, ale jako rozrywka do chipsów może być. Miło było w jednej ze scen usłyszeć zespół DeBarge. Myślałam, że takie rzeczy tylko w "Miami Vice".
To nie są wyżyny, ale średnia 4 z groszami na IMDb to żart. Niezłe aktorstwo. Pomysł sam w sobie z tych, które bardzo lubię (poszli gdzieś i ślad po nich zaginął) z bardzo dobrym zakończeniem.
Urocze to było. Tom Hanks świetny. "- Jaki to pies? – Ogromny. Olbrzymi… Brzydki." Miałam wrażenie, że kiedy Turner gadał o ślinie, to była improwizacja. Wyszedł fajny psio-człowiekowy duet.
Klimat trochę jak w "Dark Water", ciągle deszcz i podobne kolory. Nigdy nie byłam fanką tej opowieści, chociaż (mimo kilku głupot) jest w miarę ułożona. Czegoś mi jednak zabrakło.
SPOJLER → Bardzo dobre aktorstwo, zwłaszcza Silver jako psychol. Sama fabuła średnia, ale trzeba przyznać, że film ma niesamowity klimat. Końcówka zbyt naciągana – przejechała go, postrzeliła, a ten ciągle żyje. Zupełnie jak Michael Myers. 😏 Muzyka sztos. Trochę w klimacie "Harry’ego Angela" i "Ptaśka".
Pierwsze spotkanie z Teddym. "Koniec jest zawsze taki sam. Albo ją rzuci, albo ona jego, albo on umrze w niewyjaśnionych okolicznościach." – Charlie jasnowidz? 😏