@roksana_goly
Naciągana średniawka. Jeden z tych filmów Zanussiego, za którymi nie przepadam. Artur Żmijewski irytował mnie tu jak cholera. Janda i Komorowska na plus.
Bardzo nierówny. Zupełnie do mnie nie przemówił. Born to be wild, pogoń za byciem wolnym, ale droga do tej wolności jakaś taka pechowa. Ciężko się też pogodzić z zakończeniem…
Fajny pomysł i całkiem przyzwoite wykonanie. Można powiedzieć, że urocze w swojej kiczowatości. Muzyka na plus. Po seansie strach zaglądać do zamkniętych koszyczków.
Bardzo dobre dialogi. Alan i Beverly pasowali do siebie jak pięść do oka. Charlie udający głupka sztos. Rose jak zwykle świetna. "- Co podać? – Spirytus. – Nie mamy. – To Sprite.".
"- Nieźle się wyłożyłeś. – Gdybym był trzeźwy, mógłbym zginąć." – Mleko acydofilne… Co kurła? Fajny epizod Brooke Shields. Do twarzy jej w komediowych rolach.
Odcinek niezły, ale w typie – widziałam już lepsze. Miał kilka momentów i Alana wydającego dziwne dźwięki. I cały czas dźwięczało mi w głowie – mhm… pie (ci co oglądali, będą wiedzieli o co mi chodzi).
Fiflak przebił sobie złe ucho i… przygruchał córkę Bery. Trzeba przyznać, że Berta włażąca Alanowi w cztery litery była przerażająca.
Biedny Charlie chciał się zabawić w święta, a tu wszyscy mu się zwalają na głowę. Berta "walcząca" o premię "urocza".