Aktywność

Średni, szczególnie na pierwsze spotkanie z Bruce’m Lee. Połowa filmu na jedno kopyto, nie wiem czy ma to odzwierciedlenie w książce (albo życiorysie), ale brakuje polotu. Co bym jednak nie psioczył, to dobry film o rasizmie; dobitnie pokazuje jak wyglądał ten problem.

Edtv (1999)

Bieda Truman Show. Początek ciągnie się niemiłosiernie, dość powiedzieć, że najwięcej dynamiki i "wrażeń" daje otwierająca scena (a nie jest to wysoko zawieszona poprzeczka). Później film trochę się rozkręca, ale dalej jest co najwyżej "okej". Miłą niespodzianką jest występ Ellen DeGeneres, reszta do zapomnienia.

Footloose (1984)

Przez pierwsze 30 minut miałem wrażenie, że będzie hit – grają największe przeboje, jest humor (czasem niezamierzony, bo ten problem z dzisiejszej perspektywy jest absurdalny), klimat, scena z traktorami wymiata. Szkoda że później film trochę siada.

Uciekinier (1987)

To niesamowite jak te wszystkie niedoróbki pasują, a nawet nadają unikalnego klimatu. Podstawą jest wartka akcja i genialna rola Richarda Dawson’a, a cała reszta jakoś współgra. Potrafię sobie nawet wyobrazić film bez Schwarzenegger’a.

Predator (1987)

Pierwszy seans i już wiem, że do tej części na pewno nie wrócę. Muzyka super, pomysł i kreacja Predatora tak samo, ale reszta przeciętna. Najbardziej bolała mnie przewidywalność – los całej grupy bardzo szybko staje się jasny. Drugi zarzut (tutaj widzę większość się zgadza) to efekty specjalne około Predatora.

D.E.B.S. (2004)

Film skierowany do nastolatek, ale – z pewną dozą dystansu – ogląda się to jak całkiem przyjemną komedię. "Tak głupie, że aż śmieszne" najlepiej definiuje ten typ. Przynajmniej nie ma nudy.

Oceniam jak jedynkę, chociaż ogólne wrażenie zostawia trochę lepsze. Początek naprawdę niezły, a pierwsze cztery postacie mają więcej charyzmy niż te które później musimy oglądać. Szkoda, że finalnie odegrali tak małą rolę.

Rob Cohen położył ten film. Szósteczka trochę naciągana, głównie za aktorstwo i scenariusz, nie spodziewałem się kierunku w którym poszła cała fabuła. Natomiast ogólnie całość wieje nudą, to kolejny film akcji który potrafi dobrze zrobić tylko końcówkę. Nie mogę też wybaczyć słabo zmiksowanej muzyki – za cicha, gra jakoś tak "w tle", nie wiem czy to wina dzisiejszych VODów, ale wrażenie zostawia beznadziejne.

Film może i jest kultowy, ale – dla osób bez żadnych sentymentów – co najwyżej średni.

Komedia w starym stylu, przypominała mi trochę "Krokodyla Dundee". Popularny przed 2000 rokiem archetyp relacji damsko-męskich – bohaterka głupiutka i nieporadna, a obok łobuz ratujący ją ze wszystkich opresji. Mel Gibson nieźle sprawdził się w tej roli.

Zaskoczył mnie utwór "Blowin’ in the Wind", został mi w pamięci po niedawnym obejrzeniu "Forresta Gumpa".

Końcówka trochę podciągnęła ocenę, ale ogólnie film to porażka. Może ktoś kto lubi ten typ humoru (slapstick) spojrzy przychylniej. W końcu powstała z tego cała seria.