Aktywność

Halloween 2 (1981)

Bardzo dobry slasher, przy którym seria o Jasonie wygląda na nakręconą przez amatorów. Sama muzyka to wisienka na filmowym torcie, bo zagrało wszystko, na czele z unikalnym klimatem i aktorstwem. Cały film to nieprzerwana akcja, wszystkie wypełniacze zostały ograniczone do absolutnego minimum i to sztuka znaleźć moment na kilka minut przerwy.
[SPOILER] Wielka szkoda, że postać doktorka została tak bezceremonialnie zabita, strzał w kolano dla kolejnych części. [/SPOILER]

Nagonka na ten film najwyraźniej zabiła całą serię, i mówcie sobie co chcecie, ale to nie jest film na jedynkę! Naprawdę, czy ludziom wydawało się, że oglądają dokument na BBC, a każdy detal musi być podparty jakimś badaniem naukowym? Skąd się wzięli ci wszyscy eksperci.. rekinologii?

Bezpieczna kontynuacja formuły która ciągle wydaje się być świeża. Jest to w pewnym sensie fenomen, bo Jason już tak nie straszy, całość jest dosyć przewidywalna, a mimo to prosta ewolucja wystarczyła żeby przyciągnąć mnie do ekranu. W rezultacie dostajemy wszystko co znamy z dwóch poprzednich części, tylko bez wkurzającej głupoty bohaterów.

Wiatr i lew (1975)

Cały wątek Roosvelt’a pod amerykańskiego widza, niewiele wnosi jak na ilość czasu jaki dostał na ekranie. Tak poza tym to – jak na typowo przygodowy film z Afryki – dość przyjemna produkcja, z świetną końcówką. Rozumiem dlaczego ktoś mógłby wystawić wyższą ocenę.

Pick-up (1975)

Spodziewałem się kolejnego zrobionego po taniości "horroru", ale film mnie kompletnie zaskoczył. Chyba "marketingowcy" nie mieli pomysłu na reklamę i w rezultacie zrobili krzywdę tej produkcji – to gatunek "co autor miał na myśli" i bliżej mu do "Pikniku pod wiszącą skałą" (porównanie na wyrost, ale nie mam w tej chwili lepszego) niż "horroru". Mistycyzm, naturyzm, dziwne i abstrakcyjne postacie… można próbować szukać w tym wszystkim sensu. Odskocznia od "normalnych" filmów.

Jak się zaczyna tak się też kończy (czyli słabo), ale po drodze dobrze się ogląda. Po tytule spodziewałem się więcej akcji, to co dostajemy jest nieźle wykonane (znowu, pomijając końcówkę!), ale "Elita Zabójców"? Bez przesady.
Dobra rola James’a Caan’a, polubiłem również bohaterów drugoplanowych.

Cztery paprotki jadą na wycieczkę. Tego filmu po prostu nie da się oglądać jak horroru. Głupota do kwadratu (nawet sobie nie wyobrażacie!), tragiczne wykonanie, nieistniejący budżet…

Mimo wszystko film chociaż nie nudzi i nawet jest w stanie ukryć absolutnie beznadziejne aktorstwo przez całe 15 minut. Muzyka też nie jest najgorsza, chociaż kompletnie nie pasuje. To tyle z plusów.

Szampon (1975)

Zaskakująco przyjemny, nawet jeśli taki trochę o niczym. Aktorstwo mocno wyciągnęło ten film (chociaż nie rozumiem Oscara dla Lee Grant), a Jack Warden bardzo przypominał mi naszego Andrzeja Grabowskiego.

Rollerball (1975)

Świetny film, mimo dość oklepanego motywu (elity rządzące światem). Pochwalić mogę praktycznie wszystko – dźwięk (muzyka klasyczna i te momenty ciszy), pracę kamery, aktorstwo. Film zachowuje też nutkę tajemnicy, nie wszystko jest pokazane i wytłumaczone, chociaż główny wątek został rozwiązany w satysfakcjonujący sposób. Sam świat stwarza realistyczne wrażenie, że jest czymś więcej niż zbiorem scen do filmu.

Dosyć nieprzyjemny i momentami chaotyczny film. Wiem, nie brzmi zachęcająco, ale to celowy zamysł reżysera, a nie efekt przypadku czy niekompetencji.
Nie udała się tylko postać Homera – powinna wzbudzać litość, zamiast tego od pewnego momentu zaczyna wkurzać.