Film opowiadający dzieje Che Guevary (Benicio Del Toro) - jednego z przywódców rewolucji kubańskiej. Podczas wywiadu dziennikarki Lisy Howard (Julia Ormond) z "Comandante" cofamy się do lat 50-tych XX wieku, kiedy to Che przystąpił do Ruchu 26 Lipca, którego celem było obalenie dyktatury Fulgencio Batisty. Beznickowy
W zupełności się z tobą zgadzam, film był tak strasznie nużący, nie mający ni ładu ni składu w ogóle nie prawdziwy… oglądałem kiedyś bodajże na Discovery dokument o Che i tak naprawdę był to fanatyczny komunista, morderca, który nawet oznajmił, że chętnie wywołał by na całym świecie konflikt nuklearny aby zniszczyć kapitalizm… I nie czarujmy się po obaleniu Batisty, który zlekceważył Fidela i całą tą bandę narodowi Kubańskiemu żyje się jeszcze gorzej, zawłaszczał ziemie, wprowadzał dziwne zakazy, nakazy np. takie jak używania kilku rodzajów instrumentów muzycznych… zresztą jego polityka gospodarcza doprowadziła do upadku Hawany. Oglądam właśnie drugą część, ale już po 12 minutach wyciąć spokojnie można połowę, te dłużyzny po prostu dobijają widza.
Zgadzam się z przedmówcami. Idealny przykład jak nie powinno się robić filmów biograficznych. W sumie pewnie to będzie pozycja obowiązkowa dla wszystkich komunistów na Kubie, Wenezueli i innych krajach gdzie Che jest wychwalany pod niebiosa.
Co więcej to jeden z tych nielicznych filmów w trakcie których nie mogłem się doczekać końca.
Pozostałe
Czyli jak się nie kręci filmów biograficznych – Poza chwalonym Benicio del Toro, nic innego nie można wyróżnić. Film jest zlepkiem pojedynczych scen, które nie łączą się w żadną logiczną całość. Widz czuje się zagubiony, oglądając "Che – Rewolucja". Reżyser sam naprawdę nie wiedział, co chce tym obrazem przekazać. Bardzo się wynudziłem i teraz nie wiem, czy mam ochotę oglądać drugą część.