1920 Bitwa Warszawska 2011

Bitwa Warszawska ukazana oczami dwójki głównych bohaterów: Oli, tancerki warszawskiego baletu rewiowego (Natasza Urbańska) oraz Jana, kawalerzysty, poety, idealisty o socjalistycznych poglądach (Borys Szyc). Ich miłość i burzliwe losy rozegrają się na tle wojennej zawieruchy.

Reżyseria
Scenariusz
,
Aktorzy
, ,

Zwiastuny Zobacz wszystkie 2 zwiastuny

Zdjęcia Zobacz wszystkie 33 zdjęcia

Obsada Zobacz pełną obsadę

Borys Szyc
jako Jan, żołnierz polski, ułan
Natasza Urbańska
jako Ola, żona Jana, aktorka teatrzyku rewiowego
Daniel Olbrychski
jako Józef Piłsudski
Marian Dziędziel
jako Tadeusz Rozwadowski
Bogusław Linda
jako Płk Bolesław Wieniawa-Długoszowski
Jerzy Bończak
jako Kpt Kostrzewa
Stanisława Celińska
jako Pani Zosia
Adam Ferency
jako Bukowski, czekista
Olga Kabo
jako Sofia Nikołajewna
Wojciech Solarz
jako Samuel
Piotr Głowacki
jako Anatol

Fabuła

Bitwa Warszawska ukazana oczami dwójki głównych bohaterów: Oli, tancerki warszawskiego baletu rewiowego (Natasza Urbańska) oraz Jana, kawalerzysty, poety, idealisty o socjalistycznych poglądach (Borys Szyc). Ich miłość i burzliwe losy rozegrają się na tle wojennej zawieruchy. opis dystrybutora

Gatunek
Dramat, Wojenny, Historyczny, Musical, Romans
Słowa kluczowe
walka, poeta, aktorka, ułan

Zobacz także

Szczegóły

Premiera
2011-09-30 (kino), 2012-02-02 (dvd)
Dystrybutor
Forum Film Poland
Wytwórnia
Zodiak Jerzy Hoffman Film Production Sp. z o.o.
Kraj produkcji
Polska
Inne tytuły
Bitwa Warszawska 1920 (Polska) (alternatywna pisownia)
Bitwa warszawska 1920 (Polska) (alternatywna pisownia)
Battle of Warsaw 1920 (tytuł międzynarodowy)
Wiek
od 10 lat
Czas trwania
110 minut
Budżet
18 036 950 PLN

Wiadomości zobacz wszystkie 10 wiadomości

Recenzje

1920. Bitwa Warszawska to polska superprodukcja historyczna autorstwa Jerzego Hoffmana, twórcy klasyków Potop czy Pan Wołodyjowski. Czy jest to film, który wyzwoli polskie kino rozrywkowe z kryzysu głupich komedii i mało przekonujących sensacji? 6
  • 2011-09-23
  • napisana przez
  • zobacz wszystkie moje recenzje

Możliwe spoilery Wybierając się do kina na film historyczny należy na wstępie porzucić założenie, że reżyser zrobi opowieść poświęconą tylko i wyłącznie historii. Nie powinniśmy także oczekiwać od filmu, że będzie czymś na zasadzie sfabularyzowanego podręcznika. Jerzy Hoffman w jednym z wywiadów mówił: "Pytano mnie, czy z tego filmu można uczyć się historii. Myślę, że z żadnego z filmów nie powinno uczyć się historii". Idea kina historycznego polega na odwoływaniu się do pewnej świadomości historycznej. Oddziaływanie na widza za pomocą fabuły, dźwięku i obrazu chroni wydarzenia historyczne przed zapomnieniem. Jednakże, są pewne granice.

Jerzy Hoffman sięgnął po jedno z bardziej imponujących dokonań polskiego wojska. Tytułowa Bitwa Warszawska, która rozegrała się w dniach 13-25 sierpnia 1920 roku, zatrzymała pochód Armii Czerwonej na Europę i ekspansję rewolucji.

Przed projekcją filmu udało mi się zebrać parę informacji dotyczących jego fabuły. Między innymi dzięki temu byłam przygotowana na wątek romantyczny między bohaterami granymi przez Nataszę Urbańską i Borysa Szyca. Nieśmiało próbowałam usprawiedliwiać przed sobą reżysera, tłumacząc sobie, że nie każdy widz musi być pasjonatem historii i gdyby nakręcono film wyłącznie o 12 dniach walk z bolszewikami, większość widzów zanudziłaby się na śmierć. Ale kto wie, może tak byłoby lepiej? Może powstałby film na miarę Bitwy o Anglię, na który szłoby się z jasnym celem podziwiania scen batalistycznych? Tymczasem Jerzy Hoffman zaserwował nam produkcję o wszystkim i o niczym. Jednak trudno o inny efekt, gdy w jednym filmie próbuje wcisnąć się: wątek miłosny, oskarżenie Piłsudskiego o zdradę, wkraczanie ideologii rewolucyjnej do Polski, tworzenie ochotniczej armii etc.

Reżyser bardzo starał się pokazać nam film z dwóch stron. Jedna to opowieść o polskim żołnierzu, który wskutek dość nieszczęśliwego zbiegu okoliczności zostaje posądzony o sprzyjanie rewolucji i jego oczami widzimy próby wprowadzania ideologii komunistycznej na ziemie polskie. Szczerze mówiąc, po postaci granej przez Adama Ferencego spodziewałam się większego pazura. Dałam się zmylić plakatom filmowym, które umieściły go tuż za postaciami Urbańskiej i Szyca. Dlaczego, na litość niebios, nie umieszczono tam chociażby Piłsudskiego i Wieniawy Długoszowskiego?

Druga perspektywa to losy młodej artystki kabaretowej, która przeżywa katusze niepewności co do losu świeżo poślubionego wojskowego. Wreszcie postanawia poświęcić się dla państwa i zostaje ochotniczą sanitariuszką. I to tyle jeśli chodzi o bohaterkę graną przez Urbańską.

Postacie historyczne zostały wprowadzone w akcję filmu bardzo nieumiejętnie. Powiązania Długoszowskiego i ks. Ignacego Skorupki z głównymi bohaterami są bardzo drewniane i sztuczne. Z drżeniem serca oczekiwałam pojawienia się na ekranie Bogusława Lindy. Grał on bardzo specyficzną postać epoki. Bolesław Wieniawa Długoszowski był jedną z barwniejszych osobników swoich czasów. Tytułowano go nawet pierwszym ułanem II RP. W 1920 roku miał 39 lat, zaś Linda podczas kręcenia filmu 59. Ciężko jest przeskoczyć tę różnicę wieku. W efekcie otrzymaliśmy starzejącego się wojskowego, któremu chyba przestało się chcieć cokolwiek. Charakter Wieniawy próbowano zasygnalizować poprzez wprowadzenie do filmu jego własnych słów "Czysta wódka honoru ani munduru nie plami". Miało być zabawnie, a wyszło jak zwykle. Gdzie ułański wigor? Gdzie szarmanckość wobec kobiet? Gdzie zamiłowanie do zabawy? W jednej z końcowych scen filmu, gdy Piłsudski rozmawia z Wieniawą podczas końskiej przejażdżki, miałam wrażenie, że jest to rozmowa dwóch emerytów.

Jeśli chodzi o wątek miłosny, który jak mniemam miał wprowadzić w brutalny świat wojny nutkę liryzmu i wzruszyć widza, to u mnie powodował on wyłącznie niesmak. Mało tego, że wykorzystano już szalenie oklepany motyw miłości artystki kabaretowej i wojskowego, to wypadł on szaro i beznamiętnie. Moment pożegnania i słowa "obiecaj, że wrócisz" nie niosą ze sobą nic. Hoffman próbował podnieść dramatyzm poprzez pokazywanie przebitek, na których ktoś w czasie bitwy dźgnął wspomnianego Jana Krynickiego bagnetem i wszystko wskazuje na to, że wojskowy umarł. Podobnie było z ujęciem, w którym nogi świeżo poślubionej małżonki głównego bohatera, jeszcze w ślubnej bieli, lawirują między końskimi kopytami.

Zdaję sobie sprawę, że rola jaką napisano dla Nataszy Urbańskiej miała za zadanie pokazać całemu światu, że umie śpiewać i tańczyć, ale... niech więcej nie gra w filmach. Urbańską można śmiało określić aktorką jednej miny i tysiąca westchnień. Jakże dramatyczny zwrot w jej życiu, który pchnął ją w okopy, również się Hoffmanowi nie udał. Miała być waleczna, bohaterska, a w momencie, gdy strzelała z automatu - tak drodzy państwo, delikatne rączki tancerki kabaretowej musiały zabijać ludzi - była po prostu śmieszna. Szyc przemyka gdzieś po ekranie cicho i niezauważenie. Spodziewałam się, że Hoffman pozwoli jego bohaterowi chociaż osobiście poznać Piłsudskiego. Myślałam też, że może twórcy sięgną po dość wyświechtany, ale sprawdzony motyw bohaterskiego żołnierza, który ocali życie swojego dowódcy albo Wieniawy Długoszowskiego, z którym przecież się przyjaźnił. To by nawet pozwoliło zamknąć wszystko w jedną, spójną całość. Niestety i tu się zawiodłam. Wszystko i wszyscy rozleźli się gdzieś w tej całej historii i w rezultacie nawet nie wiadomo było, na czym skupić uwagę. W rezultacie otrzymaliśmy męczący chaos.

W trakcie oglądania nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że Jerzy Hoffman przestał doceniać inteligencję widzów. Sceny, w których powinniśmy się wzruszyć (lot wysadzonego w powietrze krzyża, upuszczenie tacki z lekami na podłogę i wiele innych) są podkreślane bardzo nachalnie poprzez zwolnienie tempa. W amerykańskim kinie wojennym ten tak zwany patos jest całkiem znośny, ba, nawet przyjemny dla oka. Tu niestety nastąpił przerost formy nad treścią. Tych wolnych ujęć było zwyczajnie zbyt dużo. Zaowocowało to efektem nudy i zniecierpliwienia.

Film ma jednak parę zalet. Brak mi słów, by wyrazić swój zachwyt nad starannością i drobiazgowością odtworzenia realiów epoki. Wszystko było dopracowane w najmniejszych szczegółach: kostiumy, rekwizyty, fryzury itd. Szczerze mówiąc, z drżeniem serca oczekiwałam pojawienia się na ekranie postaci Józefa Piłsudskiego. Pomijając fakt, że Olbrychski miał osobnego stylistę pomagającego mu wykreować postać marszałka, to po raz kolejny dał dowód swojego kunsztu aktorskiego. Niestety jego postać utonęła gdzieś w tym historycznym bigosie, który zaserwował nam Jerzy Hoffman, a przecież właśnie ta postać powinna być najbardziej wyeksponowana. Bardzo ciekawe kreacje aktorskie stworzyli też Michał Żebrowski i Andrzej Strzelecki, jednak było ich zbyt mało, by mogli stać się lekarstwem dla filmu.

Z dużą ciekawością czekałam na sceny batalistyczne, gdyż autorem zdjęć do filmu był Sławomir Idziak. W tej kwestii zostałam nieco ugłaskana, naprawdę zapierają dech w piersiach. Idziak stosuje ciekawy zabieg, filmując jazdę z poziomu gruntu. Widz czuje się niemal wciągnięty pod kopyta kawalerii. Ale niestety, właśnie tego, co było dobre, było bardzo mało. Technika 3D okazała się nieprzekonująca. Co prawda ziemia tryskająca wprost w oczy widza spod kopyt końskich podczas szarży robiła wrażenie, ale... gdy z ekranu leciał but Nataszy Urbańskiej, malowniczo zrzucony z jej nogi podczas jednej z piosenek, nie wiedziałam, czy mam zakląć, czy zacząć się śmiać. Nasuwało mi się tylko jedno pytanie - po co?

Bitwie Warszawskiej udała się tak naprawdę jedna rzecz - film udowodnił, że w Polsce można zrobić produkcję, która pod względem wizualnym jest efektowna i widowiskowa. Niestety jeden Sławomir Idziak to zbyt mało, żeby ocalić całokształt. Jeszcze przed projekcją Maciej Orłoś powiedział, że film ten przejdzie do historii jako pierwsza polska produkcja trójwymiarowa. To prawda, ale niestety tylko dlatego, że była pierwsza. Ja mam nadzieję, że teraz będzie już tylko lepiej. Czego sobie i widzom życzę.

8 z 14 osób uznało tę recenzję za pomocną.
Czy ta recenzja była pomocna? Tak Nie

Czy wiesz, że?

Ciekawostka

Film sfilmowano w okresie od 29 czerwca do 30 września 2010 r. zobacz więcej

Pressbook

Kostiumy cywilne — Wizja realizacji filmu „1920 Bitwa Warszawska” w 3D okazała się fascynująca. Jednak z uwagi na to, że zastosowaliśmy tę technologię jako pionierzy w Polsce i Europie, stawiała ona nowe wyzwania dla wszystkich pionów produkcji, w tym i pionu kostiumów. – mówi kostiumografka Wanda Kowalska, która odpowiadała w filmie za kostiumy cywilne. Już w trakcie prób okazało... zobacz więcej

Komentarze 11

master602 2013-08-18 4

4/10 – słaby nic ciekawego

porcjusz 2011-12-10 4

Słaby – Na plus: gra Szyca, Ferencego, Olbrychski i to, że w końcu opowiedzieliśmy historię nie o naszej porażce, klęsce, tylko o pozytywnym wydarzeniu.
Na minus: reszta z Urbańską na czele

Beznickowy 2011-10-15 3

Film, który trzeba "odbębnić" – Gdzie fabuła?
- przez pół filmu Urbańska śpiewa, a potem przez drugie pół walczą;

Gdzie aktorstwo?
Szyc i Urbańska bardzo się zgrali, beznamiętnie wypowiadając swoje kwestie. Olbrychski jako Piłsudski? Nie tak sobie wyobrażałem Marszałka. W wydaniu Olbrychskiego nie było widać żadnej charyzmy.

Co z dialogami?
To chyba żart. W ogóle z tego bełkotu pseudofilozoficznego na szczeblu dowodzącym Polski nie dało się nic zrozumieć. Wojskowi raczej nie używają takiego słownictwa.

Gdzie ta miłość?
Wspólne sceny Urbańskiej z Szycem nie do przebolenia.

Można dużo jeszcze wad wymienić. Jedynym plusem są sceny batalistyczne oraz zdjęcia Sławomira Idziaka, ale do wybitnych też nie należą – tym gorzej się prezentują przy kiepskim montażu. Czasami widz się zastanawia, co zobaczył w danym ujęciu.

No i jeszcze duży minus za muzykę. Oczywiście, Krzesimir Dębski to bardzo dobry kompozytor, ale muzyka rodem z "Ogniem i mieczem" czy "Starej baśni" kompletnie nie pasuje do "Bitwy warszawskiej".

Quagmire 2011-10-02

O dziwnych recenzjach – Świetny i odważny wpis Piotra Plucińskiego, jednego z polskich krytyków na temat ostatnimi czasy dziwnej sytuacji w jego branży

http://film.blog.polityka.pl/2011/10/01/wokol-1920-bitwy-warszawskiej/

Zobacz wszystkie 3 odpowiedzi Ukryj odpowiedzi
Czudi Quagmire 2011-10-02

Odważny, bo facet jest z branży? W tym kraju nie wolno napisać zawodowemu krytykowi, że film to kiszka? Przecież już po pierwszym zwiastunie powiało grozą;)
Co do fw to już kilkakrotnie widziałem dziwne recki filmów, którym patronował, o miesięczniku Film koledzy z fdb pisali przy okazji reklamy na okładce będącej dowodem, że całe czasopismo jest reklamą, z rzadka przerywaną tekstem.

Quagmire Quagmire 2011-10-02

Tak, moim zdaniem jest to odwaga, bo często mam wrażenie, że polscy krytycy to kółko wzajemnej masturbacji. Odważny bo nie bał się powiedzieć głośno o kilku dziwnych recenzjach swoich kolegów. Na szczęście powoli się to zmienia dzięki właśnie takim ludziom jak Pluciński czy redakcji Esensji którzy nie boją się dowalić świętym krowom i trochę wietrzą towarzystwo.

miodzik Quagmire 2011-10-02 5

Do wietrzenia tego towarzystwa to jeszcze daleko (a poza tym za wietrzenie uznałbym gdyby dowalał co najmniej równy im autorytetem, a nie ktoś kto dopiero się przebija – zawsze pozostaje wtedy lekki niesmak i czystość intencji jest nieklarowna). O "Bitwie…" nie tylko Pluciński pisze źle, ale tylko on atakuje ad personam, zamiast ad rem – dlatego bardziej to widzę w kategoriach robienia sobie reklamy. Zwróćcie uwagę ile razy we własnym tekście ma bloczki reklamowe ;) Póki co Pluciński to jeden z wielu, jak już będzie jakimś autorytetem to może inaczej spojrzę na jego opinie :)

J_J 2011-10-02

Kiepsko jak na "superprodukcję" – Przykro stwierdzić, ale zupełnie do mnie nie trafił ten film. Otwierająca scena typowo hoffmanowska – step, kawaleria, tumany kurzu (trafiona opinia koleżanki). Natasza ładnie śpiewa, ale tak bardzo się stara przeżywać domniemaną śmierć męża, który obiecał wrócić z wojny, że zupełnie jest niewiarygodna. Piłsudski przedstawiony jest jako "dobry dziadzio" i średnio licuje z postawą "wam kury szczać prowadzić a nie politykę robić". Żołnierz nawet młotkiem się posługiwać nie potrafi, za to Natasza karabinem maszynowym cały worek rozszarpała (i to dobry worek całkiem, dupa z tego żołnierza, żeby dopiero Nataszy trzeba było). Witosa uczczono 3 minutami filmu (wyciągając go jak królika z kapelusz). Jakby ktoś chciał się połapać co gdzie i jak się wydarzyło w trakcie tego cudu, to zobaczy znowu kawalerie pędzącą przez pole i wycinającą w pień "ruskiego". Nie wiadomo kiedy, scena się kończy (to kolejny cud) i Wieniawa prowadzi "pasjonującą" dyskusję z Piłsudskim na temat głupoty polskiego ludu prostego, który zapewne ochrzci mistrzostwo taktyczne cudem. Ach i ten moralizatorski motyw ukaranego (uśmierconego) żandarma-gwałciciela. Najważniejsze, że Szyc jednak wraca do życia, Natasza upuszcza tacę z lekarstwami i odnajduje ukochanego. The end.

Najciekawiej przedstawioną postacią jest Janek (Szyc), który po prostu ma coś do przekazania i ta rola jest świetnie zagrana. Trzeba też oddać ekipie, która robiła wszystko, żeby wszystko dopiąć na ostatni guzik (w dosłownym tego słowa znaczeniu). Należy się wielki plus za wszelkie efekty, choć obcinania ręki można było widzowi oszczędzić (wraz z mniej efektownymi srającymi w dworskich izbach sowietami). Nie mniej obrzydliwy był czekista, ale prawda jest taka, że to akurat bardzo ciekawa postać i warta głębszego zastanowienia, rola super.

Ogólnie – scenariusz do bani, efekty ekstra. Co do aktorów – różnie bywa.

rollbeck J_J 2011-10-03

Byłem wczoraj.. nawet fajny można obejrzeć .. Szkoda że wątek miłości źle wkomponowany i przerysowany.. Reżyser nie mógł się tak do końca zdecydować czy postawić na wątek historyczny czy na fikcyjnych bohaterów i ich przygody więc zrobił trochę tego i trochę tego .. niestety ze szkodą dla produkcji…. brakowało mi rozwiniętych przygód głównego bohatera.. sprawi to że film wszyscy będa doceniać ale kariery nie zrobi.(.Zapewne pieniądze zarobi gdyż wybiorą się na niego nie tylko widzowie dorośli ale , przede wszystkim szkoły i… niestety myślę że o to Panu Hoffmanowi chodziło przede wszystkim..) Odnosi sie wrażenie że w tym filmie głównym bochaterem są poprostu wszyscy Polacy.. Cały czas jest atmosfera oczekiwania, w pewnym momencie jest akcja Jana i Szefa ułanów gdzie biją sie szablami rośnie oczekiwanie widza do bochaterskich czynów Jana i wykorzystania w filmie jego butnego charakteru a tu zawód… ; Robiąc superprodukcję trzeba mieć bohatera z którym widz chce się utożsamić, do pewnego momentu jest nim Jan jednak zawodzi scenariusz w którym nadmiernie rozwinięto rolę Urbańskiej a nie Szyca.. Aż się prosiło by Jan uciekł w nocy wraz z całym odziałem i wzorem Kmicica walczył tak by widz mógł sie z nim utożsamić.. A tak, niby wiem o co chodziło reżyserowi jednak…. niedosyt pozostanie…( dla mnie zabrakło tego, dzięki czemu Gladiator i Waleczne Serce osiągnęły sukces i…. dlatego film może sie podobać i… się podoba lecz niestety…. nie zachwyca..A miał po temu wszelkie predyspozycje!!!)

Współtworzą