Królewicz Olch —
Ten nieidealny film zostanie zapamiętany, o nim będzie się mówić i do niego nawiązywać. Oryginalność formy to bowiem wciąż u nas towar deficytowy.
przeczytaj recenzję
Papierowe miasta —
To film, któremu poddajemy się bez walki. Mamy bowiem poczucie, że nad nastolatkami, które spontanicznie rzucają wszystko, by odnaleźć to, co dla nich w życiu najważniejsze, czuwa ktoś mądry. Utalentowany reżyser, który nie pozwoli na to, byśmy wyszli z kina rozczarowani obrotem zdarzeń.
przeczytaj recenzję
Ocalony —
"Ocalony" jest ekranizacją autobiograficznej powieści Marcusa Luttrella (napisanej wespół z Patrickiem Robinsonem), opowiadającej o brawurowej misji czterech komandosów Navy SEALs.
przeczytaj recenzję
Babcia Gandzia —
Twórcy mogli próbować nas wzruszyć i zmusić do zastanowienia się nad losem samotnych staruszek. Szczęśliwie decydują się na konwencję absurdalnej kreskówki, w które nic nie jest prawdziwe.
przeczytaj recenzję
Kochanie, poznaj moich kumpli —
Na egzotycznej plaży Anglik David spotyka piękną Australijkę Mię. Po dziesięciu dniach oświadcza się. Kilka miesięcy później leci z kumplami na swój ślub do Australii, gdzie ma poznać „uroczą” rodzinkę panny młodej, w tym Ramsy’ego – dorodnego barana rasy merynos. To będzie najgorsze wesele roku…
przeczytaj recenzję
Bracia —
Od takiego twórcy, jak Jim Sheridan należy oczekiwać zdecydowanie więcej, zwłaszcza gdy bazą do powstania jego dzieła jest inne, kompletne.
przeczytaj recenzję
Prorok —
Tym co interesujące w „Proroku” jest natomiast gatunkowy twist, który z klasycznej więziennej opowieści robi traktat o „inności”, wykorzenieniu i poszukiwaniu oparcia w zbiorowej tożsamości.
przeczytaj recenzję
Disco robaczki —
„Disco robaczki” stanowią podobnego rodzaju produkt, platformę, która raczej mniejszym, niż większym dzieciakom sprzeda trochę melodii ze złotej ery disco.
przeczytaj recenzję
Zatoka delfinów —
„Zatokę delfinów” ogląda się niemal jak hollywoodzką superprodukcję pokroju „Ocean's Eleven”. Autorzy celowo ukazują problem w efektownym opakowaniu.
przeczytaj recenzję
I Love You Phillip Morris —
Pomijając rozrywkową wartość filmu, „I Love You Phillip Morris” jest też dowodem na spore zmiany, które zaszły w Fabryce Snów na przestrzeni ostatnich kilku lat.
przeczytaj recenzję