Tamte dni, tamte noce —
"Tamte dni, tamte noce" to przede wszystkim pochwała młodości, bo młodość może i nie zawsze wszystko gruntownie przemyśli, nie zawsze listę "za" i "przeciw" spisze, do wody skacze na główkę, a nie przy brzegu brodzi.
przeczytaj recenzję
Śpiewak jazzbandu —
Polecam wszystkim widzom przymknięcie oka na walory techniczne "Śpiewaka jazzbandu" i obejrzenie filmu z otwartym umysłem.
przeczytaj recenzję
Oculus —
W zalewie marnej jakości horrorów, które często straszą przede wszystkim brakiem ciekawych pomysłów, "Oculus" Mike'a Flanagana jest niczym powiew świeżości w gatunku zatęchłym od osiąganych zbyt łatwo sukcesów kasowych.
przeczytaj recenzję
Ocalony —
Pod względami realizacyjnymi oraz pod kątem ekranowych emocji „Ocalony” trzyma zaskakująco wysoki poziom i zapewnia intensywne dwie godziny na sali kinowej.
przeczytaj recenzję
Płynące wieżowce —
Lęk, akceptacja, poczucie przegranej, desperacja – to wszystko pulsuje gdzieś pod powierzchnią „Płynących wieżowców”. Szkoda, że nie przebija się odrobinę… konkretniej.
przeczytaj recenzję
Kochanie, poznaj moich kumpli —
Stephen Elliott to prawdziwy mistrz komedii rodem z Australii, tyle że komedii mocno specyficznej. Jego najnowszy film, „Kochanie, poznaj moich kumpli”, potwierdza tę renomę.
przeczytaj recenzję
Bez smyczy —
Niestety, najnowsza komedia braci Farrelly jest zbyt nierówna, by zyskać amerykańskiemu duetowi reżyserskiemu nowych fanów.
przeczytaj recenzję