@dawidek98
@Justyna007 "Interstellar" dla mnie może być – "Memento" jest o niebo lepsze moim zdaniem. Uwierz mi.
@wazka16 To nie jest film typu "Szybcy i wściekli" czy "Transformersi", żeby sobie coś leciało w tle. Tu trzeba się skupić, pomyśleć, zrozumieć co autor miał na myśli i tak dalej. Dopiero w tym tygodniu w pełni się przekonałem do moim zdaniem najlepszego filmu Christophera Nolana.
Najlepszy, najoryginalniejszy i niepowtarzalny film Christophera Nolana. Guy Pearce zagrał tutaj rewelacyjnie i twierdzę, że to najlepsza jego rola. John Edward "Teddy" Gammell grany przez Joego Pantoliano, który to pieszczotliwie nazywał głównego bohatera "Lenny!" w swojej natarczywości był genialny i nie wyobrażam sobie, żeby ktoś inny mógł zrobić to lepiej od niego. Bardzo mi się podobała niecodzienna konwencja i fabuła filmu: w kolorze oraz czerni i bieli. Kolorowe sceny (tym sposobem odwrotna kolejność zdarzeń z życia głównego bohatera jest pokazana widzowi obcującemu z tym dziełem sztuki), a czerń i biel to tatuowanie sobie faktów, które grożą zapomnieniem przez Leonarda Shelby’ego po upływie 15 minut. I właśnie wtedy sobie przypomina o Sammym Jenkinsie, który to miał współudział w zamordowaniu żony głównego bohatera. Bardzo współczułem głównemu bohaterowi tego, że jego żona została zamordowana i życie tak mu się pokomplikowało, że nawet u boku Natalie granej przez Carrie Anne-Moss nic nie było w stanie tego zmienić. Mi się wydaje, że Christopher Nolan już nic lepszego niżeli "Memento" nie nakręcił – co prawda kilka razy obejrzałem jego fajną "Incepcję", ale "Memento" jest moim zdaniem jeszcze lepsze. Tylko, że ta oryginalność nie każdemu może przypaść do gustu. Mi przypadła, bo stopniowo się do niej przekonywałem i w końcu obejrzałem tą perełkę w całości. 9/10
@pajki_filmaniak A ja jestem jedynym chyba na świecie, co mu się nie podobali "Nietykalni" – nie mogę w to uwierzyć, że taka szmira wszystkim się spodobała. Ani to mądre, ani oryginalne, ani ciekawe, nie ma dosłownie nic, co zapamiętałem z tego szajsu. Gromy spadną zaraz na mnie, ale ja naprawdę na tym zasypiałem.
"Transcendencja" nie ma racji bytu i jest jednocześnie jednym z najgorszych filmowych doświadczeń, jakie kiedykolwiek miałem nieprzyjemność mieć.
Klasyka. Może jak na dzisiejsze czasy trącąca myszką, ale i tak to jest prawdziwy kawał dobrego kina rodem z horroru i science-fiction. Polecam każdemu, nikt nie powinien się zawieść. Mnie tryfidy bardziej obrzydzały niż przerażały, bo na przykład Brandlomucha z wiadomego filmu z 1986 roku potrafi uczynić te dwie rzeczy jednocześnie. Muzyka idealnie dobrana do sytuacji, z czego twórcy myślę byli bardzo dumni. Wielka szkoda, że to jest tak mało znane dzieło. Obejrzałem z czystej ciekawości, bo sam osobiście uwielbiam fantastykę naukową. Ale z drugiej strony, to nie jest nic wiekopomnego. Ot, film na który można się prędzej czy później natknąć i obejrzeć z prawdziwą przyjemnością. 7/10
Bardzo dobry film z legendarnymi aktorami, takimi jak Sophia Loren, Omar Sharif czy Alec Guinness – jestem bardzo zafascynowany tym pierwowzorem "Gladiatora". Podoba mi się dużo bardziej, aniżeli "wersja" z Russellem Crowe (nie, żebym go ganiał za to, bo wypadł akurat fenomenalnie) – ale to w filmie z 1964 roku czułem, że przebywam w Rzymie i okolicach, muzyka którą skomponował Dimitri Tiomkin zasługuje na mnóstwo nagród, bo teraz wcale tak nie dbają o szczegóły w kinematografii, jak to miało miejsce w XX wieku. Cieszę się, że moi znajomi polecili mi to historyczne dzieło sztuki – interesuję się starożytnym Rzymem, byłem już dwa razy we Włoszech i mam nadzieję, że na tym się wcale nie skończy. Dla mnie kultowy, chociaż niestety nieco zapomniany film. 8/10
@Horror_Scream Dokładnie, tak jak piszesz. A jeśli ktoś chce sobie obejrzeć naprawdę dobry film spłodzony przez Quentina Tarantino to polecam fenomenalne, wybitne i jedyne w swoim rodzaju "Pulp Fiction". Tam dosłownie wszystko jest na swoim miejscu – niczego bym nie poprawił, nie zmienił. Te dwa filmy dzieli cała galaktyka! Natomiast "Django" – płytkie, miałkie i banalne dzieło.
@Chemas Jo jo, wszystkie są wybitne. "Django" i "Nienawistna ósemka" są poprawne – co prawda może być, ale się nimi nie zachwycam, nie oglądam nieskończoną ilość razy, jak to miało miejsce w wypadku "Pulp Fiction". A na "Pewnego razu w Hollywood" byłem w kinie i oczy mi się same zamykały z powodu hektolitrów nudy. Niby hołd oddany okresowi kinematografii, który już nigdy nie wróci, ale jest on średni i najgorszy w dorobku Quentina Tarantino. Giuseppe Tornatore w filmie "Cinema Paradiso" zrobił to o niebo lepiej, no i tam wszystko było na swoim miejscu, nawet wątek miłosny wtopiony tam, gdzie trzeba. Dostał zasłużonego Oscara za najlepszy film nieanglojęzyczny! Chodzi mi o to, że nie uważam Quentina Tarantino za boga kina, nie twierdzę, że wszystko co on wyprodukował jest super! Po prostu ma lepsze i gorsze filmy – nie jestem baranem, który leci za tłumem.
@Chemas Najlepszy film Quentina Tarantino według mnie zaraz po Pulp Fiction.
Proszę czekać…