@dawidek98
Jeżeli lubisz anime, to polecam Ci tak fajne produkcje jak "Boso przez Hiroszimę", "Grobowiec świetlików" lub chociażby "Księżniczkę Mononoke". Albo, jak masz ochotę zagłębić się w chińską kinematografię, to polecam Ci dwa tytuły: "Zawieście czerwone latarnie" i "Żegnaj, moja konkubino".
Bardzo fajny film chiński, który przenosi widza w świat XX-wiecznych komunistycznych Chin i walki tamtejszej ludności z podłym i nikczemnym ustrojem, który zakazywał wszelkich możliwych rozrywek i sposobów na życie. Taki był Mao Zedong – zły, podły i nikczemny rewolucjonista, dyktator którego portret możemy podziwiać w kilkunastu kadrach tego dzieła sztuki. Gra aktorska zdecydowanie powala, ale najgorzej o dziwo według mnie zagrał Leslie Cheung jako Cheng "Douzi" Dieyi. Z jednej strony fajnie opowiedział historię toczącą się w latach 1924-1977, z drugiej strony ten przesadnie wysoki i zniewieściały głos sprawiał, że bolały mnie uszy od tych jęków w pekińskiej operze. Gong Li jako Juxian bezbłędna! Nawet na polskim festiwalu Camerimage w Toruniu (1993 rok) otrzymał nagrodę Srebrnej Żaby, co jest najlepszą rekomendacją, żeby sięgnąć po monument Chińskiej Republiki Ludowej. Wyśmienite kino, które na zawsze zostanie w pamięci. Bo kto obejrzy "Żegnaj, moja konkubino", ten zawsze będzie do tej wspaniałości powracał. 9/10
Cieszę się, że nie tylko ja to dostrzegam. Tak, to to jest niewątpliwie perełka kina chińskiego, zasłużenie zdobyła międzynarodową sławę.
Bardzo dobre kino chińskie, które pokazuje do czego mogą doprowadzić domowe spiski, dyktatura czy niemożność wyjścia ze swojego rodzinnego miasteczka. Gong Li jako Songlian wypadła tutaj rewelacyjnie (mimo, że nie jestem wcale zorientowany w dalekowschodnich aktorach za bardzo). Podobały mi się też śpiewy jednej z czterech sióstr, które później stają się konkubinami lub żonami. Yimou Zhang stworzył swoje opus magnum w postaci "Zawieście czerwone latarnie" – jest to też jakby nie patrzeć smutny film, bo główna bohaterka jest zmuszona do ślubu z Chen Zuoquianem. Nie trzeba być w czepku urodzonym, żeby wiedzieć iż dożywotnie gniazdownictwo nie przynosi niczego dobrego dla człowieka. Ale za to mamy szczęśliwe zakończenie z gratulacjami od strażnika w dniu ślubu dla pierwszej konkubiny i dzień wcześniej kobiety urządziły sobie ochlaj! Kino dalekowschodnie jest bardzo specyficzne i wymaga zrozumienia. Tak było i w moim przypadku. Ale naprawdę polecam obejrzeć. 8/10
Najlepszy film anime jaki kiedykolwiek powstał. "Grobowiec świetlików" to niesamowicie przygnębiający film, który zostawia w każdym widzu wyryty ślad w pamięci. Coś jak przeszyta rana z wrogiego postrzału. Ta katusza, którą przeżywają Seita i Setsuko nie kończy się nigdy, śmierć była dla dziewczynki wybawieniem od świata, w którym przemoc, zło i nienawiść jest na porządku dziennym. Bardzo mnie wzruszyła scena kremacji Setsuko, wyobraźni gdzie nadal się bawi w swoim schronie i ta końcowa, w parku kobejskim, gdzie Seita razem z nią pilnuje porządku i patrzy w niebo na unoszące się świetliki, które równie dobrze mogą być atomami, z których zbudowani jesteśmy my – ludzie. Tego obrazu nigdy nie powinny oglądać małe dzieci! Radzę, aby zaczekali aż skończą te 16 lat! Tak to zaczepisty film. 9/10
Tak, dla nich Akira stała się religią – czymś na kształt naszego chrześcijaństwa. Mają swojego Jezusa Chrystusa.
Bardzo dobre, a zarazem pełnowartościowe anime. Skojarzenia z "Łowcą androidów" nasuwają się same: Shotaro Kaneda to Roy Batty, Tetsuo Shima to Rick Deckard, a Kaori to Pris Stratton. Było tak naprawdę mnóstwo nawiązań do klasyki, natomiast na pierwszy plan wysunął się "Blade Runner" w reżyserii Ridleya Scotta. A doktorem może być Rutger Hauer. Jestem fanem cyberpunku oraz fantastyki naukowej, także seans "Akiry" był dla mnie wyjątkowym, niezapomnianym, a zarazem mistycznym przeżyciem. Akira to wielka moc, która tworzy kosmos i wszystko, cokolwiek człowiek zna. Jestem też głodny oryginalności, niepowtarzalności, a zarazem wyjątkowości – to wszystko dostałem oglądając film o wcześniej wspomnianym przeze mnie tytule. Muzyka Geinora Yamashigoumi idealnie wpasowała się w klimat, tematykę dzieła, a zarazem tego, czego byliśmy świadkami na ekranie. Mało kto wie, że Canal+ kilka razy go puszczał w latach dziewięćdziesiątych na swoim kanale. 8/10